Pokój nauczycielski: dzienniki przy pisuarach
2009-06-29
, aktualizacja: 29.06.2009 23:30
Nauczyciele z Zespołu Szkół Specjalnych w Orzeszu musieli przenieść swój pokój nauczycielski do... toalety. Niedaleko pisuaru powiesili szafkę z przegródkami na dzienniki. To wynik wojny, jaką prowadzą z Zespołem Opieki Zdrowotnej
ZOBACZ TAKŻE
- Sprawdź, czy szkoła rozwija, czy psuje dzieci (20-07-09, 15:28)
- Dobra uczelnia jest jak facet, musi mieć kasę (05-07-09, 20:39)
Ośrodek Terapii Nerwic dla Dzieci i Młodzieży mieści się w zabytkowym pałacu otoczonym parkiem. To specjalistyczna placówka medyczna, która zajmuje się diagnozowaniem i leczeniem różnych problemów emocjonalnych, od depresji po mutyzm, czyli zanik mowy z przyczyn innych niż fizjologiczne. Dzieci z klas od pierwszej szkoły podstawowej po trzecią gimnazjalną poddawane są tu często wielomiesięcznej terapii. Chodzą do szkoły, która mieści się w niewielkim budynku obok ośrodka.
Ośrodkiem kieruje ZOZ, szkoła ma własną dyrekcję. Działalność obu placówek regulują odrębne przepisy. Każdy stosuje wobec dzieci własne metody terapeutyczne i stara się przekonać konkurenta o ich wyższości. W tej wojnie ZOZ postanowił wykorzystać atut, że jest właścicielem pomieszczeń.
- Kilka dni temu otrzymaliśmy od dyrekcji ZOZ-u pismo w sprawie zmian warunków najmu. Z nowych zapisów wynika, że szkole zostały tylko pomieszczenia na klasy. Musimy teraz uzgadniać z ZOZ-em godziny korzystania z sali gimnastycznej i świetlicy. Rowery, bieżnię czy ławeczki musieliśmy przenieść do magazynu. Na salę możemy je wnosić tylko wtedy, gdy mamy lekcje. Straciliśmy też korytarze. Ciekawe, jak teraz będziemy wchodzić do sal. Może przez okno? - zastanawia się Andrzej Częstochowski, jeden z nauczycieli.
Nauczyciele musieli opuścić pokój nauczycielski. Swoje rzeczy przenieśli do toalety. Niedaleko pisuaru powiesili szafkę z przegródkami na dzienniki, ustawili czajnik do parzenia kawy i wieszak na płaszcze.
Jadwiga Trzetrzelewska, dyrektorka ośrodka, przekonuje, że nowe warunki najmu sprawią, iż szkoła zostanie zmuszona do ściślejszej współpracy z placówką terapeutyczną. - Teraz działają dwie instytucje z dwoma różnym dyrektorami i programami terapii. Dzieci są te same, a dobrze byłoby się zintegrować, wszystko ujednolicić. W ośrodku np. nie zamykamy drzwi; dzięki temu dzieci czują wolność. Tymczasem szkoła jest zamykana na klucz. Kiedy będziemy w niej dysponować własnymi pomieszczeniami, nauczyciele będą musieli się otworzyć na nasze standardy - wyjaśnia.
Szkoła i ZOZ podlegają urzędowi marszałkowskiemu. - Sytuacja, w której w jednym miejscu działają dwie instytucje z własnymi dyrektorami, nigdy nie jest łatwa i konflikty się zdarzają. Orzesze nie jest wyjątkiem. Jest luka prawna, która nie reguluje współpracy placówki zdrowotnej i oświatowej. Ale nie może być tak, żeby nauczyciele mieli pokój nauczycielski w toalecie. Będę w tej sprawie interweniował - zapowiada Mariusz Kleszczewski, wicemarszałek województwa.
Ośrodkiem kieruje ZOZ, szkoła ma własną dyrekcję. Działalność obu placówek regulują odrębne przepisy. Każdy stosuje wobec dzieci własne metody terapeutyczne i stara się przekonać konkurenta o ich wyższości. W tej wojnie ZOZ postanowił wykorzystać atut, że jest właścicielem pomieszczeń.
- Kilka dni temu otrzymaliśmy od dyrekcji ZOZ-u pismo w sprawie zmian warunków najmu. Z nowych zapisów wynika, że szkole zostały tylko pomieszczenia na klasy. Musimy teraz uzgadniać z ZOZ-em godziny korzystania z sali gimnastycznej i świetlicy. Rowery, bieżnię czy ławeczki musieliśmy przenieść do magazynu. Na salę możemy je wnosić tylko wtedy, gdy mamy lekcje. Straciliśmy też korytarze. Ciekawe, jak teraz będziemy wchodzić do sal. Może przez okno? - zastanawia się Andrzej Częstochowski, jeden z nauczycieli.
Nauczyciele musieli opuścić pokój nauczycielski. Swoje rzeczy przenieśli do toalety. Niedaleko pisuaru powiesili szafkę z przegródkami na dzienniki, ustawili czajnik do parzenia kawy i wieszak na płaszcze.
Jadwiga Trzetrzelewska, dyrektorka ośrodka, przekonuje, że nowe warunki najmu sprawią, iż szkoła zostanie zmuszona do ściślejszej współpracy z placówką terapeutyczną. - Teraz działają dwie instytucje z dwoma różnym dyrektorami i programami terapii. Dzieci są te same, a dobrze byłoby się zintegrować, wszystko ujednolicić. W ośrodku np. nie zamykamy drzwi; dzięki temu dzieci czują wolność. Tymczasem szkoła jest zamykana na klucz. Kiedy będziemy w niej dysponować własnymi pomieszczeniami, nauczyciele będą musieli się otworzyć na nasze standardy - wyjaśnia.
Szkoła i ZOZ podlegają urzędowi marszałkowskiemu. - Sytuacja, w której w jednym miejscu działają dwie instytucje z własnymi dyrektorami, nigdy nie jest łatwa i konflikty się zdarzają. Orzesze nie jest wyjątkiem. Jest luka prawna, która nie reguluje współpracy placówki zdrowotnej i oświatowej. Ale nie może być tak, żeby nauczyciele mieli pokój nauczycielski w toalecie. Będę w tej sprawie interweniował - zapowiada Mariusz Kleszczewski, wicemarszałek województwa.
Polecamy: Uwaga kobiety! W aquaparku grasuje podglądacz
- 34 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
nienormalna
polsz
30.06.09, 08:42
to słowo definiuje panią Trzetrzelewską. Do tego bezczelna i chamska»
-
nauczyciele niedaleko pisuaru?
carpaccio4
30.06.09, 22:58
ale akademiccy?»
-
Pokój nauczycielski: dzienniki przy pisuarach
j.j.jaglarz
20.10.09, 15:53
Drodzy ludzie! Byłem tam, jako pacjent, i mogę stwierdzić jedno. Chociażniektórzy psychologowie są w miarę normalnymi ludźmi (jak na psychologów),lecz pielęgniarki i reszta ośrodka to jest »

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



