Dla sześciolatka szkoła jest dobrodziejstwem

Rozmawiała Magdalena Warchala
2009-06-06 , aktualizacja: 06.06.2009 01:14
A A A Drukuj
Rozmowa z prof. Edytą Gruszczyk-Kolczyńską, psychologiem i pedagogiem, główną autorką podstawy programowej, z której od września uczyć się będą uczniowie zerówek i klas pierwszych.
prof. Edyta Gruszczyk-Kolczyńska
Fot. Grzegorz Celejewski/AG
prof. Edyta Gruszczyk-Kolczyńska
ZOBACZ TAKŻE
Magdalena Warchala: Rodzice sześciolatków stanęli przed dylematem. Ministerstwo Edukacji Narodowej namawia ich, by posłali swoje dzieci do szkoły, ale oni nie wiedzą, czy to szansa na lepszy start, czy przeciwnie - skracanie dzieciństwa. Co mają robić?

- Gdy ludzie muszą podjąć decyzję wpływającą na losy dziecka, to się boją. Dotychczas ktoś za rodziców tę decyzję podejmował i wszystkie dzieci szły do szkoły w wieku siedmiu lat. W społeczeństwie obywatelskim każdy człowiek sam decyduje o swoim losie, a rodzice mają głos decydujący w sprawach swoich dzieci. To normalne, że się boją. Słusznie mówią, że rok w życiu dziecka to bardzo dużo. Gdy ma sześć lat, rok to aż jedna szósta jego doświadczeń życiowych. A są jeszcze różnice w tempie rozwoju każdego człowieka. U siedmiolatków, rozwijających się zgodnie z normą, różnice te mogą wynosić aż cztery lata. Znaczy to, że w grupie siedmiolatków są zarówno psychiczne pięciolatki, jak i psychiczne dziewięciolatki.

W grupie sześciolatków różnice nie są mniejsze - będą w niej psychiczne czterolatki i ośmiolatki. Dzieci, które się szybciej rozwijają, powinny iść do szkoły, bo edukacja jest czymś bardzo ważnym. Dla rozwoju umysłowego nie jest obojętne, jaki trening intelektualny przechodzi dziecko w tym wieku. Dzieci, które rozwijają się wolniej, powinny zostać w przedszkolu. Na wybór: szkoła czy przedszkole wpływ powinny mieć także warunki życiowe rodziny oraz jakość szkoły. Dlatego minister Katarzyna Hall słusznie doszła do wniosku, że to rodzice będą w stanie najlepiej ocenić, co jest najlepsze dla ich dziecka.

Rodzice boją się, że podejmą złą decyzję i skrzywdzą dziecko.

- Nie ma takiej możliwości. Od tego roku zimą w przedszkolach będą przeprowadzane badania dojrzałości dzieci do nauki szkolnej. Nauczycielka przy pomocy pracwonika poradni przeprowadzi diagnozę. A ona zna dzieci i wie, na co malucha stać. Każda nauczycielka jest do tego przygotowywana w trakcie studiów. Jeżeli się okaże, że dziecko jest jeszcze niedojrzałe, będzie uczestniczyć w zajęciach wyrównawczych w przedszkolu. Jeżeli do czerwca dogoni rówieśników, od września będzie mogło iść do szkoły. W innej sytuacji rozpoczęcie nauki zostanie odroczone. Rodzice muszą przy tym pamiętać, że w przypadku dzieci rozwijających się wolniej słowo "wolniej" wcale nie oznacza "źle".

Z rozwojem psychicznym człowieka jest tak, że nie wiadomo, dlaczego naraz się zatrzymuje, a potem znienacka rusza do przodu. To indywidualna sprawa. I dlatego lepiej, że decyzja o nauce szkolnej będzie wyznaczana nie tylko, jak dotąd, przez metrykę, ale jeszcze przez inne dwa czynniki: dojrzałość oraz decyzję rodziców. Tak będzie przez trzy lata. Minister ma nadzieję, że w tym czasie uda się wypracować model najlepszy z możliwych.

Dlaczego warto posłać sześciolatka do pierwszej klasy?

- Jeżeli dziecko jest dojrzałe, nauka szkolna będzie dla niego dobrodziejstwem. To nieprawda, że w szkole będzie się już tylko uczyć i przestanie się bawić. To raczej dziś w wielu przedszkolach dzieci nie mają czasu na zabawę, bo nauczyciele kładą nacisk na przekazywanie wiedzy i umiejętności, a rodzicom, o zgrozo, się to podoba. Przyzwyczaili się już, że wiadomości to coś znakomitego, że musi być ich więcej, więcej, i więcej. Tymczasem dzieci najlepiej uczą się poprzez zabawę.

Rodzice uważają, że szkoła i zabawa nie idą w parze.

- To niesłuszne obawy. W zabawie dzieci uczą się intensywnie. Szkoła ma przejąć metody wychowania przedszkolnego, a nie na odwrót. Dziś to przedszkola przejmują metody szkolne. W nowej podstawie programowej po raz pierwszy jest dokładnie określone, ile czasu nauczyciel ma przeznaczyć na zabawę, ile na dydaktykę, ile na ćwiczenia na powietrzu.

Czy dzisiejsza szkoła jest gotowa, by przyjąć sześciolatka?

- Trzeba do niej pójść i zobaczyć, czy jest w niej odpowiednio wyposażona sala do wychowania przedszkolnego, świetlica, ubikacje, ogród, czy nauczycielka ma stosowne kwalifikacje. Niektórzy dyrektorzy mówią - u mnie się to nie uda, bo wójt nie da mi pieniędzy na wyposażenie sal. Ale wójt jest przecież wybierany przez rodziców. Jeżeli będzie ich trzydziestu, to tak łatwo im nie odmówi.

Czy rolą rodziców jest walczyć o takie sprawy?

- Rodzice muszą się zaangażować, przecież tu chodzi o ich dzieci! Ja też wolałabym, żeby ktoś za mnie coś zrobił, ale czas przejąć inicjatywę. W czasach realnego socjalizmu wszystko było poukładane, więc teraz ludzie nie mają nawyku, by działać, brak im na to czasu, boją się, a bywa też, że są źle traktowani przez urzędników. Ale powinni to przełamać i sami dopominać się o to, co jest im potrzebne.

Nowa reforma to nie tylko obniżenie wieku szkolnego, ale także zmiany w programie nauczania

- I to ogromne! Ostatnie podstawy programowe pochodziły sprzed dziesięciu lat. Na ówczesne czasy były dobre, ale wiele się zmieniło. Przez ostatnie lata patrzyliśmy na upadek wychowania przedszkolnego, na likwidację przedszkoli. Na wsiach chodzi do nich zaledwie 8 proc. dzieci. Lepiej jest nawet w Albanii. Trzeba było zatem wydać zarządzenie, że każdemu dziecku należy się przynajmniej rok wychowania przedszkolnego, czyli tzw. zerówka. Ale rok to za mało. Na szczęście Unia Europejska kładzie nacisk na edukację małych dzieci. Aby zapewnić im do niej dostęp, postawiono na tzw. inne formy wychowania przedszkolnego. To ma sens podczas niżu demograficznego, gdy nie opłaca się tworzyć dużych placówek, choćby na wsiach, gdzie jest 4-5 maluchów z rocznika. Małe przedszkole może teraz założyć każdy, z zastrzeżeniem, że dziećmi musi się zajmować nauczyciel. Jeśli każdy, to musi istnieć dokument, określający precyzyjnie, jak to wychowanie przedszkolne realizować, żeby wszystkim dzieciom w Polsce dać tę samą bazę. Dotąd wystarczał zapis, że trzeba rozwijać osobowość twórczą dziecka. Teraz musi być wyjaśnione, że taką osobowość rozwija się poprzez muzykę, śpiew, zajęcia plastyczne, żywy teatr

Zadbano też o tzw. ciągłość edukacyjną - materiału zrealizowanego w przedszkolu nie powtarza się już w nauczaniu początkowym. Podobnie jest z kolejnymi etapami - szkołą podstawową, gimnazjum, szkołą średnią. Dlatego nie będzie już dwa razy nauki czytania - w zerówce i w pierwszej klasie. Zadaniem nauczyciela w przedszkolu nie jest nauczenie dzieci czytania i pisania. Powinien się skupić na rozwoju mowy, wypowiadania się, kodowania informacji, sprawności manualnej. Wszystko to jest potrzebne, żeby później dziecko mogło się nauczyć czytać i pisać z przyjemnością. W tej chwili w wielu przedszkolach nauczycielki uczą czytać, niezależnie od tego, czy dzieci do tego dojrzały, czy nie.

Nauczycielki w przedszkolach nie chcą się zgodzić z takim podejściem.

- To znaczy, że czegoś nie rozumieją. Podstawy programowe to nie program wychowania przedszkolnego. One tylko określają fundamenty edukacji. Nauczyciel może realizować program autorski, do którego wprowadzi czytanie, ale pod warunkiem, że wcześniej zrealizuje to, co zakłada podstawa. Jeśli wszystkie dzieci w grupie osiągną dojrzałość do nauki czytania, można ich zacząć uczyć. Zapewniam, że o wiele trudniej jest przygotować dziecko do nauki czytania, niż nauczyć je składać literki. To potrafi każda babcia.

Podobnie jest z matematyką. Po co w zerówce robi się monografię liczby, skoro dla większości dzieci jest to niezrozumiałe? Znacznie trudniejsze, ale na tym etapie potrzebniejsze, jest kształtowanie rozumowania. Niestety, dotąd w szkołach pędziło się z materiałem. Maluch jeszcze się nie nauczył dodawać i odejmować, a już musiał mnożyć i dzielić. Ćwiczenie za ćwiczeniem, ćwiczenie za ćwiczeniem. Czy pani wie, że są już zeszyty ćwiczeń dla trzylatków?! Siedzi mały i koloruje. I nic z tego nie wynika, oprócz tego, że jest zajęty. Zeszyty ćwiczeń są też do wuefu! Jak pokolorujesz majtki chłopaka, który skacze przez rów, to już sam nie musisz skakać. Zamiast śpiewania i muzykowania - zeszyty ćwiczeń. Efekt jest taki, że dzieci nie odróżniają topoli od brzozy, choć z lekcji biologii znają na pamięć całą systematykę roślin. W warszawskich szkołach bardzo rzadko widzę słoiczek z kiełkującym ziarnkiem fasoli. Nie ma też patyczków, na których ja uczyłam się rachunków. "Weź 4 patyczki, dodaj 3, policz i zapisz działanie" - mówiła nauczycielka. W tym czasie umysł dziecięcy manipulował na konkretach, przetwarzał to na symbol, na formułę matematyczną. Teraz w zeszycie ćwiczeń dziecko musi wstawić tylko plus, minus i równa się. To jest matematyka?! To jest rozwiązywanie rebusów! Wiara w nauczanie papierowe jest zbyt wielka. A nauczyciel jest przecież od nauczania, a nie od pilnowania, czy dzieci wypełniają ćwiczeniówki. Trzeba było zatem wprowadzić zapisy, że z zeszytów ćwiczeń można korzystać tylko określoną ilość czasu.

Nowa podstawa programowa kładzie również nacisk na wychowanie.

- Przez całe lata szkoła nie chciała wychowywać. I co się porobiło? Wszystkim zależy, żeby uczniowie umieli coraz więcej i więcej. Wiedza stała się najważniejsza. Gdy nałożył się na to kryzys wychowania rodzicielskiego, doczekaliśmy się rozbestwienia wielu młodych ludzi, na szczęście nie wszystkich. Dlatego nowa podstawa programowa zakłada, że dziecko ma nie tylko wiedzieć i umieć. Ma być też grzeczne, rozróżniać dobro od zła, szanować bliźniego, nie niszczyć, nie kłamać, być usłużne, opiekuńcze, szanować przyrodę. Teraz, gdy się zwraca uwagę młodym ludziom w autobusie, by nie przeklinali, mogą cię pobić. Tak się dłużej nie da żyć! Wiadomości można uzupełniać przez całe życie, ale człowieka trzeba wychowywać od małego, w przedszkolu i szkole. Potem bywa za późno.

Rozmowa odbyła się w czasie wizyty prof. Edyty Gruszczyk-Kolczyńskiej w Szkole Podstawowej nr 10 w Piasku, którą odwiedziła jako absolwentka z okazji 125-lecia istnienia placówki.



Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Re: Dla sześciolatka szkoła jest dobrodziejstwem ksionc_proborzdz 10.06.09, 11:26

    "A ona zna dzieci i wie, na co malucha stać. Każda nauczycielka jest do tegoprzygotowywana w trakcie studiów. Jeżeli się okaże, że dziecko jest jeszczeniedojrzałe, będzie uczestniczyć w »

  • Fasolka i patyczki 2.janek 10.06.09, 19:27

    Szanowna Pani Profesor Niestety mamy XXI wiek i sugerowanie szerokiemu gremium nauczycieli, iż kiełkująca fasolka w szkiełku oraz patyczki do liczenia to właśnie dobrodziejstwo szkoły nie »

  • Nie śpiewają i nie muzykują tylko wypełniają .... 2.janek 17.06.09, 21:49

    Tak, tak Pani ProfesorReklamuje Pani wydawnictwo Edukacja Polska, które właśnie wypełnianie ćwiczeń do muzyki proponuje. Gdzie tu konsekwencja. Dlaczego Pani sobie sama zaprzecza? Zamęczy »