Uczelnia musi dopieścić VIP-ów

Magdalena Warchala
02.10.2011 , aktualizacja: 02.10.2011 23:33
A A A Drukuj
Podczas tegorocznej rekrutacji, dzięki obietnicy specjalnych przywilejów dla olimpijczyków, Uniwersytet Śląski przyciągnął na studia ponad dwukrotnie więcej prymusów niż w poprzednich latach. To jednak nie wystarczy. Zdolną młodzież trzeba utwierdzić w przekonaniu, że podjęła słuszną decyzję.
Anna Wróblewska jest jedną ze studentek programu ''VIP'' na Uniwersytecie Śląskim
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Anna Wróblewska jest jedną ze studentek programu ''VIP'' na Uniwersytecie Śląskim
Anna Wróblewska z Chorzowa w odróżnieniu od Paris Hilton, która niebawem odwiedzi Katowice, na miano VIP-a nie zasłużyła skandalami ani astronomicznym majątkiem, lecz intelektem i ciężką pracą. Przepustkę do programu "VIP", wymyślonego w tym roku przez UŚ, zdobyła, docierając do ogólnopolskiego finału olimpiady literatury i języka polskiego. Dzięki temu na studia dostała się poza kolejnością, a zamiast 70 zł wpisowego, zapłaciła symboliczną złotówkę. Uczelnia jeszcze w wakacje otoczyła ją opieką.

- Wybrałam sobie tutora, którym został dr Krzysztof Łęcki. Od razu skorzystałam z jego pomocy przy układaniu planu zajęć. Przedmioty wybieram sama, bo zdecydowałam się na międzywydziałowe indywidualne studia humanistyczne z zakresu filologii polskiej i socjologii - wyjaśnia absolwentka chorzowskiego I LO im. Słowackiego.

Dr Łęcki zaprosił ją też na konferencję wolnomyślicieli i polecił kilka kół naukowych. - Zapiszę się do koła krytyki literackiej, bo uwielbiam czytać i dyskutować o książkach - mówi Ania.

O polecenie tytułów, wartych przeczytania, też zamierza prosić tutora. W tej i każdej innej sprawie może do niego bez skrępowania zatelefonować lub napisać e-mail. Studenci o statusie VIP-ów mają również możliwość wyboru indywidualnego toku studiów, a w bibliotece czekają na nich specjalni konsultanci. - Dla mnie to super rozwiązanie, bo nie mam na UŚ żadnych znajomych i w pierwszych dniach roku akademickiego będę trochę zagubiona - mówi Karolina Mystek z Olkusza, laureatka olimpiady o losach Polaków na Wschodzie po roku 1939, która zamierza studiować prawo.

O tym, że oferta VIP była strzałem w dziesiątkę, świadczy fakt, że od października studia na UŚ podjęło 24 laureatów i finalistów olimpiad, czyli ponad dwukrotnie więcej niż w poprzednich latach (mimo niżu demograficznego, który zmniejszył ogólną liczbę kandydatów). - Opłaca się inwestować w prymusów, bo dla uczelni to prestiż, a w przyszłości wybitni absolwenci, którzy są najlepszą wizytówką uczelni - cieszy się Jacek Szymik-Kozaczko, rzecznik UŚ.

Podczas konferencji prasowej poprzedzającej inaugurację roku akademickiego przedstawił dziennikarzom Mikołaja Stelmacha z Sosnowca, laureata olimpiady filozoficznej, który zamierza studiować prawo. Lekko skrępowany nową rolą VIP-a Mikołaj opowiadał dziennikarzom, że w odróżnieniu od części znajomych, postanowił nie wyjeżdżać do Krakowa czy Warszawy, bo UŚ oferuje wysoki poziom nauczania, a oferta VIP jest dodatkowym wabikiem.

O prymusa trzeba dbać - komentuje Magdalena Warchala

Aby prymusi faktycznie byli dobrymi ambasadorami uczelni, nie wystarczy chwalić się nimi przed kamerami i mikrofonami. Uczelnia musi pamiętać o danej im obietnicy także wtedy, gdy ucichnie zainteresowanie mediów. Powinna też cały czas wzbogacać ofertę VIP, bo po semestrze czy dwóch prymusi staną się bardziej samodzielni i rzadziej będą prosili o pomoc tutorów czy bibliotekarzy. Zamiast tego z pewnością ucieszyłyby ich np. organizowane specjalnie dla nich wyjazdy integracyjno-naukowe, rabaty na wydawnictwa UŚ czy zniżki na studia podyplomowe. Możliwości dopieszczenia prymusów jest mnóstwo, UŚ musi tylko mieć dobry pomysł. Inaczej zmarnuje zaufanie, jakim go obdarzyli.



Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów