Zaświadczenie przedłuży dzieciństwo

Magdalena Warchala
06.09.2011 , aktualizacja: 06.09.2011 00:10
A A A Drukuj
Za rok do pierwszych klas mają iść wszystkie sześciolatki, jednak niechętni temu rodzice już znaleźli sposób, by zatrzymać dzieci w przedszkolach. Problem ma rozwiązać zaświadczenie od psychologa. Ale czy takie kombinowanie nie skrzywdzi dziecka? - zastanawia się Magdalena Warchala
W Zespole Szkół nr 3 w Chruszczobrodzie od trzech lat do pierwszej klasy idzie niemal każdy sześciolatek
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
W Zespole Szkół nr 3 w Chruszczobrodzie od trzech lat do pierwszej klasy idzie niemal każdy sześciolatek
SERWISY
Przez trzy ostatnie lata rodzice sami decydowali, czy ich sześcioletnie dziecko zasiądzie w szkolnej ławce, czy jeszcze rok spędzi w przedszkolu. Mimo zachęt Ministerstwa Edukacji Narodowej, samorządów i dyrektorów szkół na pierwszą klasę stawiało jednak niewiele rodzin. Także w tym roku 1 września do podstawówek pomaszerowało zaledwie 6,5 tys. sześciolatków z województwa śląskiego, czyli tylko 18 proc. dzieci w tym wieku. Jednak za rok nie będzie już dyskusji - w szkolnych ławach mają zasiąść wszystkie sześciolatki bez wyjątku. No chyba że któremuś wyraźnie odradzi to psycholog.

Znajoma matka z Tychów zszokowała mnie ostatnio opowieścią, że jej koleżanki właśnie z tym przepisem wiążą duże nadzieje. - Chcą załatwić dzieciom zaświadczenie o braku gotowości szkolnej z poradni psychologiczno-pedagogicznej, a na jego podstawie odroczyć sześciolatkowi obowiązek szkolny - wyjaśniła tyszanka.

Dlaczego rodzice, którzy zwykle z dumą chwalą się bystrością i talentami swoich dzieci, tym razem chcą pisemnego poświadczenia, że ich pociecha pozostaje w tyle za rówieśnikami? Mamy, które o taki papierek planują zabiegać, wymieniają kilka powodów: chęć przedłużenia malcowi dzieciństwa, obawa, że szkoła nie zapewni mu równie komfortowych warunków co przedszkole, a wreszcie - chęć uniknięcia tłoku w klasach, zajęć na zmiany i nieustannej konkurencji z siedmiolatkami, które pójdą do pierwszych klas równocześnie z sześciolatkami.

Szanuję decyzje rodziców, którzy - mając możliwość wyboru - świadomie wskazywali dotąd na przedszkola. Trudno mi jednak przyklasnąć tym, którzy chcą zagrać na nosie urzędnikom, udając, że ich dziecko jest bardziej dziecinne niż w rzeczywistości. Zastanawiam się, czy to nie napiętnuje go już na starcie szkolnej kariery. Czy nie lepiej, gdy maluch, nawet pokonując pewne trudności, będzie się mierzył ze swoimi rówieśnikami, niż miałby rok później - jako jedyny siedmiolatek - trafić do klasy złożonej z samych młodszych dzieci?

Hanna Tustanowska, psycholog i dyrektorka Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 5 w Katowicach, potwierdza moje obawy. Podejrzewa, że jeśli rodzice obecnych pięciolatków już dziś nie wierzą, że ich dziecko za rok będzie gotowe do szkoły, to ewidentnie ulegają uprzedzeniom. - Wielu przeciwników reformy twierdzi, że szkoła oferuje ich dziecku nieodpowiednie warunki, ale zapytani o szczegóły przyznają, że nawet nie odwiedzili rejonowej podstawówki, lecz polegają na obiegowych opiniach - przekonuje Tustanowska.

Podkreśla, że rok w życiu kilkulatków to epoka, zatem jeśli dziś pięciolatek wydaje się niedojrzały, nie oznacza to wcale, że za rok sytuacja ta się nie zmieni. - Pamiętajmy, że część dzieci wcześniej nie chodziła do przedszkola i dopiero zaczyna uczyć się funkcjonowania w grupie, samodzielności - zauważa Tustanowska.

Psycholog rozwiewa również nadzieje rodziców, że specjaliści będą chętnie wystawiać zaświadczenia umożliwiające odroczenie nauki. - Jeśli rodzic przyjdzie do poradni, najpierw dostanie wskazówki do pracy z dzieckiem i dowie się, jak wspomagać jego rozwój - mówi dyrektorka.

Jej zdaniem rodzice, zamiast tracić energię na próby przechytrzenia urzędników, powinni skupić się na przygotowaniu dziecka do roli ucznia. Nie wolno im wpisywać własnego strachu w życie dziecka, podkopywać jego poczucia bezpieczeństwa, podważać autorytetu nauczycieli. Tustanowska spodziewa się, że wielu rodziców i tak to nie przekona. Jednak bardziej obawia się tych, którzy zapragną posłać dziecko do szkoły... o rok szybciej. - Wcześniej wielu rodziców zabiegało o taką zgodę, ale niewiele dzieci dostawało pozytywną opinię, bo obowiązywała stara podstawa programowa, układana pod siedmiolatki. Teraz podstawa uwzględnia możliwości sześciolatków, ale na pewno znajdą się rodziny, które będą chciały wysłać do podstawówki pięciolatka. To może być za wcześnie - przestrzega dyrektorka.

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • w wieku 6 lat kelderek 06.09.11, 13:42

    ja byłem w zerówce, nie było z tym problemu a ja nie mam z tym okresem związanych żadnych przykrych wspomnień, zajęcia zerówkowe miały miejsce w budynku podstawówki w której potem siedziałem»