Ślub bez kwiatka, ale z proszkiem
2011-07-24
, aktualizacja: 24.07.2011 00:56
Nowożeńcy Katarzyna i Łukasz Maliccy poprosili gości weselnych, żeby nie przynosili im kwiatów, tylko gry planszowe. Prezenty przywieźli dzieciom z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka
Coraz popularniejsze staje się wręczanie nowożeńcom pluszaków zamiast kwiatków. Maskotki są potem przekazywane domom dziecka i szpitalom. Ale pracownicy tych placówek alarmują: jesteśmy zawaleni pluszakami, natomiast brakuje nam podstawowych rzeczy - proszku, mydła, odzieży.

Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Nowożeńcy Katarzyna i Łukasz Maliccy poprosili gości weselnych, żeby nie przynosili im kwiatów, tylko gry planszowe. Prezenty przywieźli dzieciom z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka

Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Nowożeńcy Katarzyna i Łukasz Maliccy poprosili gości weselnych, żeby nie przynosili im kwiatów, tylko gry planszowe. Prezenty przywieźli dzieciom z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka
ZOBACZ TAKŻE
- Ślub pod wodą. Rekord Guinnessa w liczbie świadków pobity (27-08-11, 19:37)
- Ślub pod wodą. Zanurkuje para młoda, ksiądz i 300 świadków (20-07-11, 09:52)
Katarzyna i Łukasz Maliccy z Katowic przywieźli w piątek do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki dwa kosze wyładowane grami i klockami. Darczyńcy miesiąc temu wzięli ślub i jak wielu nowożeńców poprosili, by goście zamiast kwiatów przynieśli prezenty dla małych pacjentów.
Pan Łukasz 10 lat temu był pacjentem oddziału kardiologicznego tego szpitala. - Doskonale pamiętam, jak wygląda dzień powszedni, jak bardzo brakowało zajęć, które pozwoliłyby odgonić przykre myśli - mówi. Dlatego kiedy mieli już wyznaczoną datę ślubu, zadzwonił do GCZDiM. - Zapytałem, czego najbardziej trzeba, z czego najbardziej cieszyłby się dzieci.
Mali pacjenci dziękowali w piątek Malickim, dali im własnoręcznie zrobiony kwiat i laurkę z podziękowaniami. - To było bardzo wzruszające. Nie spodziewaliśmy się takiego przyjęcia - mówi pani Katarzyna.
Anna Kidawa, rzeczniczka szpitala, przyznaje, że państwo młodzi dobrze zrobili, pytając wcześniej, jakich rzeczy w szpitalu brakuje. - Przez długi czas panował bowiem boom na pluszaki. Wielu nowożeńców przywoziło maskotki do szpitala, a to dość kłopotliwe, bo taka zabawka gromadzi bakterie. Zabawek nigdy dość, ale najbardziej potrzebujemy takich, które można przetrzeć ściereczką z płynem dezynfekującym - wyjaśnia.
Szpital poprosił Malickich o gry jeszcze z innego powodu. - Przy grze planszowej może się bawić kilka osób. Zależy nam na integracji dzieci, by wspólnie mogły zająć się jakąś czynnością. To także dobra forma edukacji, bo wśród gier są również te przeznaczone dla najmłodszych, uczące liter czy znaków drogowych - mówi Kidawa.
Problem z darami mają także domy dziecka, ale na szczęście coraz więcej darczyńców wcześniej dzwoni. W domu dziecka w Piekarach Śląskich już rzadko która para przynosi rzeczy, nie ustalając tego wcześniej z dyrekcją placówki. - Na pytanie, co jest najbardziej potrzebne, odpowiadam, że przybory szkolne. Śluby odbywają się w czasie wakacji, więc na wrzesień dzieci mają zeszyty, kredki czy plecaki szkolne - mówi Halina Czapla, dyrektorka placówki.
Pan Maciej z Siemianowic Śląskich, gdy dwa lata temu brał ślub, też poprosił gości, by nie przynosili kwiatów. - Pierwsza myśl była taka, że najlepsze będą maskotki. Moim błędem było to, że nie zadzwoniłem wcześniej do żadnego ośrodka i nie zapytałem, czy to rzeczywiście dobry pomysł. Później z żoną nie mieliśmy gdzie tych maskotek oddać. Wiele placówek mówiło wprost, że takich zabawek mają już za dużo - wspomina.
W końcu udało mu się znaleźć świetlicę środowiskową na katowickim Zawodziu. - To była pierwsza para, która taki dar przywiozła. Byłam przeszczęśliwa, bo maskotki mogłam dołączyć na bożonarodzeniowych paczek dla dzieci - przyznaje Edyta Kruk-Łakomska, kierowniczka świetlicy. Jednak - jak dodaje - dziś pluszaków w świetlicy jest pod dostatkiem. Brakuje za to bloków rysunkowych, bibuły i plasteliny.
Z kolei Monika Łada, wicedyrektorka domu dziecka Zakątek w Katowicach, twierdzi, że dla jej placówki dużo lepsze od pluszowych misiów byłyby proszki do prania czy inne środki czystości. W Zakątku wiele takich zabawek leży w magazynie, bo zwyczajnie jest ich za dużo. - Brakuje bardzo prozaicznych rzeczy, jak klej na zajęcia plastyczne, bielizny, skarpetek, kapci, piżam, parasolek, szlafroków i strojów kąpielowych - wylicza wicedyrektorka.
Pan Łukasz 10 lat temu był pacjentem oddziału kardiologicznego tego szpitala. - Doskonale pamiętam, jak wygląda dzień powszedni, jak bardzo brakowało zajęć, które pozwoliłyby odgonić przykre myśli - mówi. Dlatego kiedy mieli już wyznaczoną datę ślubu, zadzwonił do GCZDiM. - Zapytałem, czego najbardziej trzeba, z czego najbardziej cieszyłby się dzieci.
Mali pacjenci dziękowali w piątek Malickim, dali im własnoręcznie zrobiony kwiat i laurkę z podziękowaniami. - To było bardzo wzruszające. Nie spodziewaliśmy się takiego przyjęcia - mówi pani Katarzyna.
Anna Kidawa, rzeczniczka szpitala, przyznaje, że państwo młodzi dobrze zrobili, pytając wcześniej, jakich rzeczy w szpitalu brakuje. - Przez długi czas panował bowiem boom na pluszaki. Wielu nowożeńców przywoziło maskotki do szpitala, a to dość kłopotliwe, bo taka zabawka gromadzi bakterie. Zabawek nigdy dość, ale najbardziej potrzebujemy takich, które można przetrzeć ściereczką z płynem dezynfekującym - wyjaśnia.
Szpital poprosił Malickich o gry jeszcze z innego powodu. - Przy grze planszowej może się bawić kilka osób. Zależy nam na integracji dzieci, by wspólnie mogły zająć się jakąś czynnością. To także dobra forma edukacji, bo wśród gier są również te przeznaczone dla najmłodszych, uczące liter czy znaków drogowych - mówi Kidawa.
Problem z darami mają także domy dziecka, ale na szczęście coraz więcej darczyńców wcześniej dzwoni. W domu dziecka w Piekarach Śląskich już rzadko która para przynosi rzeczy, nie ustalając tego wcześniej z dyrekcją placówki. - Na pytanie, co jest najbardziej potrzebne, odpowiadam, że przybory szkolne. Śluby odbywają się w czasie wakacji, więc na wrzesień dzieci mają zeszyty, kredki czy plecaki szkolne - mówi Halina Czapla, dyrektorka placówki.
Pan Maciej z Siemianowic Śląskich, gdy dwa lata temu brał ślub, też poprosił gości, by nie przynosili kwiatów. - Pierwsza myśl była taka, że najlepsze będą maskotki. Moim błędem było to, że nie zadzwoniłem wcześniej do żadnego ośrodka i nie zapytałem, czy to rzeczywiście dobry pomysł. Później z żoną nie mieliśmy gdzie tych maskotek oddać. Wiele placówek mówiło wprost, że takich zabawek mają już za dużo - wspomina.
W końcu udało mu się znaleźć świetlicę środowiskową na katowickim Zawodziu. - To była pierwsza para, która taki dar przywiozła. Byłam przeszczęśliwa, bo maskotki mogłam dołączyć na bożonarodzeniowych paczek dla dzieci - przyznaje Edyta Kruk-Łakomska, kierowniczka świetlicy. Jednak - jak dodaje - dziś pluszaków w świetlicy jest pod dostatkiem. Brakuje za to bloków rysunkowych, bibuły i plasteliny.
Z kolei Monika Łada, wicedyrektorka domu dziecka Zakątek w Katowicach, twierdzi, że dla jej placówki dużo lepsze od pluszowych misiów byłyby proszki do prania czy inne środki czystości. W Zakątku wiele takich zabawek leży w magazynie, bo zwyczajnie jest ich za dużo. - Brakuje bardzo prozaicznych rzeczy, jak klej na zajęcia plastyczne, bielizny, skarpetek, kapci, piżam, parasolek, szlafroków i strojów kąpielowych - wylicza wicedyrektorka.
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


więcej zdjęć