Korupcja w sosnowieckim ZUS-ie. Setki tysięcy łapówek
2011-07-01
, aktualizacja: 01.07.2011 22:42
Lekarze orzecznicy z sosnowieckiego ZUS-u wysyłali ludzi na renty za pieniądze - twierdzi prokuratura. Jeden z nich miał wziąć aż 200 tys. zł. Interesem kręciła rencistka, która podobno jednym telefonem potrafiła załatwić dokumentację medyczną.
ZOBACZ TAKŻE
- ZUS każe płacić stare składki (16-08-11, 09:59)
- Strażak brał łapówki za załatwienie pracy (11-08-11, 02:22)
- W tej sprawie mamy 71 podejrzanych, którym przedstawiliśmy 700 zarzutów. Większość z nich przyznała się do winy i złożyła wniosek o dobrowolne poddanie się karze - mówi prokurator Mariusz Łączny z biura prasowego Prokuratury Okręgowej w Katowicach, która skierowała wczoraj do sądu akt oskarżenia w sprawie korupcji w sosnowieckim ZUS-ie.
Na trop afery wpadli oficerowie z wydziału do walki z korupcją, którzy dowiedzieli się, że właścicielka cukierni z Sosnowca chwali się na mieście, że nie musi płacić ubezpieczenia społecznego, bo załatwiła wszystkim swoim pracownikom renty. Nie wiedziała tylko, że policja założyła jej podsłuch. Dzięki temu śledczy dotarli do 54-letniej Haliny B., rencistki o wykształceniu ekonomicznym. Okazało się, że kobieta zajmowała się załatwianiem rent. - Korumpowała trzech lekarzy orzeczników w sosnowieckim ZUS-ie oraz pięciu prywatnych kardiologów, neurologów i psychiatrów - mówi prokurator Łączny.
Po zatrzymaniu Halina B. poszła na współpracę ze śledczymi i opowiedziała komu, kiedy i za ile załatwiła renty. Zaznaczyła jednak, że podaje tylko tych, których pamięta. Ostatecznie przedstawiono jej aż 300 zarzutów! - Kobieta była niezwykle przedsiębiorcza i świetnie zorganizowana - przyznaje jeden z oficerów policji.
Prokuratura ustaliła, że proceder tworzenia lewych rencistów wyglądał tak: kandydat zgłaszał się do Haliny B., która wysyłała go do kardiologa, neurologa lub psychiatry. W zamian za łapówki lekarze tworzyli fikcyjną dokumentację chorobową, potwierdzającą poważne schorzenia. Byli tak skrupulatni, że kartoteka sięgała nawet kilkanaście lat wstecz i opisywała wciąż pogarszający się stan zdrowia pacjentów.
Następnie Halina B. spotykała się z głównym orzecznikiem w sosnowieckim ZUS-ie, z którym ustalała, kogo trzeba wysłać na rentę. Zdaniem śledczych mężczyzna wziął za to co najmniej 200 tys. zł. Kiedy go nie było w pracy, B. korumpowała jego współpracowników. Niektórzy "renciści" w podobny sposób załatwiali sobie potem jeszcze dwu - lub trzykrotne przedłużenia świadczeń.
Załatwienie renty kosztowało kilka tysięcy złotych - najwięcej brali orzecznicy. Lekarze za stworzenie fikcyjnej dokumentacji medycznej inkasowali od kilkuset do tysiąca złotych, a Halina B. nie miała stałego cennika za swoje usługi. Brała od tysiąca do trzech tysięcy złotych. - W jednym przypadku osoba, której kobieta załatwiła rentę, sfinansowała jej potem remont mieszkania - mówi prokurator Łączny.
Oskarżeni lekarze nie pracują już w ZUS-ie, który po tej aferze zaostrzył procedury nadzoru nad pracą orzeczników. Nie ma już możliwości ustawienia, że jakiś lekarz będzie badał przypadek konkretnego pacjenta. Sprawy są przydzielane losowo przez komputer. - Dodatkowo po wydaniu orzeczenia akta są sprawdzane przez głównego orzecznika i jego zastępców - mówi Joanna Biniecka, rzeczniczka prasowa sosnowieckiego ZUS-u. Zapowiada, że w przypadku prawomocnych wyroków skazujących rencistów ZUS zweryfikuje podstawy przyznania im świadczeń.
To już drugi przypadek korupcji w sosnowieckim ZUS-ie. W 2003 r. policja zatrzymała kilkunastu pracujących tam orzeczników oraz współpracujących z nimi laryngologów, którzy w zamian za łapówki mieli przyznawać renty na słuch. f
Na trop afery wpadli oficerowie z wydziału do walki z korupcją, którzy dowiedzieli się, że właścicielka cukierni z Sosnowca chwali się na mieście, że nie musi płacić ubezpieczenia społecznego, bo załatwiła wszystkim swoim pracownikom renty. Nie wiedziała tylko, że policja założyła jej podsłuch. Dzięki temu śledczy dotarli do 54-letniej Haliny B., rencistki o wykształceniu ekonomicznym. Okazało się, że kobieta zajmowała się załatwianiem rent. - Korumpowała trzech lekarzy orzeczników w sosnowieckim ZUS-ie oraz pięciu prywatnych kardiologów, neurologów i psychiatrów - mówi prokurator Łączny.
Po zatrzymaniu Halina B. poszła na współpracę ze śledczymi i opowiedziała komu, kiedy i za ile załatwiła renty. Zaznaczyła jednak, że podaje tylko tych, których pamięta. Ostatecznie przedstawiono jej aż 300 zarzutów! - Kobieta była niezwykle przedsiębiorcza i świetnie zorganizowana - przyznaje jeden z oficerów policji.
Prokuratura ustaliła, że proceder tworzenia lewych rencistów wyglądał tak: kandydat zgłaszał się do Haliny B., która wysyłała go do kardiologa, neurologa lub psychiatry. W zamian za łapówki lekarze tworzyli fikcyjną dokumentację chorobową, potwierdzającą poważne schorzenia. Byli tak skrupulatni, że kartoteka sięgała nawet kilkanaście lat wstecz i opisywała wciąż pogarszający się stan zdrowia pacjentów.
Następnie Halina B. spotykała się z głównym orzecznikiem w sosnowieckim ZUS-ie, z którym ustalała, kogo trzeba wysłać na rentę. Zdaniem śledczych mężczyzna wziął za to co najmniej 200 tys. zł. Kiedy go nie było w pracy, B. korumpowała jego współpracowników. Niektórzy "renciści" w podobny sposób załatwiali sobie potem jeszcze dwu - lub trzykrotne przedłużenia świadczeń.
Załatwienie renty kosztowało kilka tysięcy złotych - najwięcej brali orzecznicy. Lekarze za stworzenie fikcyjnej dokumentacji medycznej inkasowali od kilkuset do tysiąca złotych, a Halina B. nie miała stałego cennika za swoje usługi. Brała od tysiąca do trzech tysięcy złotych. - W jednym przypadku osoba, której kobieta załatwiła rentę, sfinansowała jej potem remont mieszkania - mówi prokurator Łączny.
Oskarżeni lekarze nie pracują już w ZUS-ie, który po tej aferze zaostrzył procedury nadzoru nad pracą orzeczników. Nie ma już możliwości ustawienia, że jakiś lekarz będzie badał przypadek konkretnego pacjenta. Sprawy są przydzielane losowo przez komputer. - Dodatkowo po wydaniu orzeczenia akta są sprawdzane przez głównego orzecznika i jego zastępców - mówi Joanna Biniecka, rzeczniczka prasowa sosnowieckiego ZUS-u. Zapowiada, że w przypadku prawomocnych wyroków skazujących rencistów ZUS zweryfikuje podstawy przyznania im świadczeń.
To już drugi przypadek korupcji w sosnowieckim ZUS-ie. W 2003 r. policja zatrzymała kilkunastu pracujących tam orzeczników oraz współpracujących z nimi laryngologów, którzy w zamian za łapówki mieli przyznawać renty na słuch. f
- 61 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
38 głosów
-
Nikt nie docenia wyksztalcenia
alamakotalive
02.07.11, 17:13
Najnizsze lapowki brali lekarze! Trudno, nikt dzis nie docenia prawdziwego wyksztalcenia. Wstydzcie sie panowie doktorzy, nie ze bierzecie, ale ze bierzecie tak malo.»
-
To się robi u nas co najmniej od 20 lat...
ubiquitousghost88
02.07.11, 17:51
...jak tylko rozpieprzyliście polską gospodarkę i "trzeba było ratować" ludzi lecących na pysk, na bruk z ich poprzednich miejsc pracy.Co jest?Durni udajecie, k. mać!?"Prezydenci" "unijni", »
-
Korupcja w sosnowieckim ZUS-ie. Setki tysięcy ł...
cirano
03.07.11, 09:03
I to głownie ta zagłębiowska banda, uskutecznia i zawsze uskuteczniała z błogosławieństwem Gierka rządy na Ślonsku. Teraz jasne czymu tak stojymy!Przizwoitych za Brynicom ino ze świyczkom »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


