Emerytka cierpi za długi byłego męża
2011-06-09
, aktualizacja: 09.06.2011 15:17
- Jestem gotowa na wszystko, nawet na proces w Strasburgu. Inaczej skończę pod mostem - mówi pani Irena
Co miesiąc komornik zabiera pani Irenie z Chorzowa 300 zł. To prawie jedna trzecia jej emerytury. Wszystko przez byłego męża, który ma prawie 4 mln zł długów. - Z emeryturą stałam się łatwym celem do windykacji, choć od 12 lat mieszkamy osobno - mówi załamana kobieta
ZOBACZ TAKŻE
- Alimenty spłacił, ale do więzienia iść musi (09-09-11, 12:55)
- Prokuratura ścigała emeryta, bo nazwał urzędników kłamcami (05-09-11, 00:28)
- Budował Altusa, teraz idzie z długiem do Strasburga (23-08-11, 13:38)
- Za zapłacenie mandatu dwa dni po terminie od razu czeka sąd (22-08-11, 11:57)
- "Poręczyciel jest od tego, żeby z niego ściągnąć dług" (18-07-11, 12:33)
- Prokuratura: bank doprowadził klienta do bankructwa (07-04-11, 12:03)
- Spłacili kredyt, unieważnili egzekucję i... stracą dom (12-11-10, 14:54)
- Sekretarki musiały brać kredyty. I mają milionowe długi (19-08-10, 13:08)
- Były mąż nie płacił podatków, ZUS-u, zaciągał kredyty w bankach, jeździł po świecie i ja mam teraz płacić za jego hulaszczy tryb życia? - pyta 59-letnia Irena P.
Pod koniec lat 70. założyła w Chorzowie piekarnię, która zajmowała się produkcją ciastek oraz kanapek. Firma dobrze się rozwijała. Najpierw miała jeden punkt handlowy, potem całą sieć. W 1988 r. kobieta przepisała interes na męża. - Źle się czuł w roli pracownika swojej żony, więc chciałam zaspokoić jego ambicje - wspomina pani Irena, która została pełnomocnikiem firmy.
W latach 90. piekarnia sprzedawała swoje wyroby w kilku miastach Śląska oraz w Warszawie. Od 1995 r. małżonkowie P. zaczęli się jednak kłócić na temat rozwoju firmy. Pani Irenie nie podobały się decyzje podejmowane przez męża. - Nie znosił krytyki i w efekcie przestał mnie informować o finansach firmy, a nawet zabronił odwiedzać jej siedzibę - wspomina kobieta.
W 1999 r. jej mąż wyprowadził się z domu i samodzielnie przejął kierowanie piekarnią. Przez dziewięć lat separacji dawał żonie po tysiąc złotych miesięcznie, płacił też za studia dzieci. Pani Irena nie wiedziała, że w tym czasie prowadzona przez męża firma zaczyna tonąć w długach. - O tym, że są jakieś problemy finansowe, dowiedziałam się w 2007 r., kiedy złożyłam w ZUS-ie wniosek o emeryturę. Odmówiono mi, twierdząc, że mój mąż nie odprowadzał za mnie składek - mówi chorzowianka.
To był szok. Kobieta nie miała szans na powrót do pracy w piekarni, więc zatrudniła się u syna. - Mama prowadziła kwiaciarnię, żeby dopracować okres wymagany przez ZUS - potwierdza Tomasz P., syn pani Ireny.
Dwa lata temu kobieta przeszła wreszcie na emeryturę i dostaje tysiąc złotych miesięcznie. Po rozwodzie sąd zasądził jej też 2 tys. zł alimentów od byłego męża. Ten jednak ich nie płaci. - Za to teraz okazało się, że ja muszę spłacać jego długi zaciągnięte w czasie separacji - mówi chorzowianka. Z tego powodu komornik co miesiąc potrąca jej 300 zł emerytury, bo w czasie separacji nie miała z byłym mężem orzeczonej rozdzielności majątkowej.
Pani Irena odwiedziła kilka kancelarii komorniczych w mieście. Była zszokowana, kiedy dowiedziała się, że każda z nich zajmuje się egzekucją długów jej byłego męża. Z jej emerytury ściągane jest 61 tys. zł kredytu bankowego, 190 tys. zł składek na Fundusz Świadczeń Gwarantowanych i Pracowniczych oraz 4 tys. zł za zagraniczną wycieczkę. W lutym dostała informację, że jej były mąż ma także 3,5 mln zł zaległości za składki ubezpieczeniowe w latach 1999-2010 i ZUS też szykuje się do ściągnięcia tej kwoty. - Jak to usłyszałam, ugięły się pode mną nogi, bo przecież nie spłacę tego do końca życia - mówi kobieta. Jej były mąż nadal prowadzi działalność gospodarczą. Nie chciał wczoraj rozmawiać z "Gazetą".
Sędzia Krzysztof Zawała, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Katowicach, przyznał, że sytuacja prawna kobiety jest bardzo ciężka, ale nie beznadziejna. - Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest złożenie powództwa przeciwegzekucyjnego - radzi rzecznik sądu.
Pani Irena: - Jestem gotowa na wszystko, nawet na proces w Strasburgu. Inaczej skończę pod mostem.
Pod koniec lat 70. założyła w Chorzowie piekarnię, która zajmowała się produkcją ciastek oraz kanapek. Firma dobrze się rozwijała. Najpierw miała jeden punkt handlowy, potem całą sieć. W 1988 r. kobieta przepisała interes na męża. - Źle się czuł w roli pracownika swojej żony, więc chciałam zaspokoić jego ambicje - wspomina pani Irena, która została pełnomocnikiem firmy.
W latach 90. piekarnia sprzedawała swoje wyroby w kilku miastach Śląska oraz w Warszawie. Od 1995 r. małżonkowie P. zaczęli się jednak kłócić na temat rozwoju firmy. Pani Irenie nie podobały się decyzje podejmowane przez męża. - Nie znosił krytyki i w efekcie przestał mnie informować o finansach firmy, a nawet zabronił odwiedzać jej siedzibę - wspomina kobieta.
W 1999 r. jej mąż wyprowadził się z domu i samodzielnie przejął kierowanie piekarnią. Przez dziewięć lat separacji dawał żonie po tysiąc złotych miesięcznie, płacił też za studia dzieci. Pani Irena nie wiedziała, że w tym czasie prowadzona przez męża firma zaczyna tonąć w długach. - O tym, że są jakieś problemy finansowe, dowiedziałam się w 2007 r., kiedy złożyłam w ZUS-ie wniosek o emeryturę. Odmówiono mi, twierdząc, że mój mąż nie odprowadzał za mnie składek - mówi chorzowianka.
To był szok. Kobieta nie miała szans na powrót do pracy w piekarni, więc zatrudniła się u syna. - Mama prowadziła kwiaciarnię, żeby dopracować okres wymagany przez ZUS - potwierdza Tomasz P., syn pani Ireny.
Dwa lata temu kobieta przeszła wreszcie na emeryturę i dostaje tysiąc złotych miesięcznie. Po rozwodzie sąd zasądził jej też 2 tys. zł alimentów od byłego męża. Ten jednak ich nie płaci. - Za to teraz okazało się, że ja muszę spłacać jego długi zaciągnięte w czasie separacji - mówi chorzowianka. Z tego powodu komornik co miesiąc potrąca jej 300 zł emerytury, bo w czasie separacji nie miała z byłym mężem orzeczonej rozdzielności majątkowej.
Pani Irena odwiedziła kilka kancelarii komorniczych w mieście. Była zszokowana, kiedy dowiedziała się, że każda z nich zajmuje się egzekucją długów jej byłego męża. Z jej emerytury ściągane jest 61 tys. zł kredytu bankowego, 190 tys. zł składek na Fundusz Świadczeń Gwarantowanych i Pracowniczych oraz 4 tys. zł za zagraniczną wycieczkę. W lutym dostała informację, że jej były mąż ma także 3,5 mln zł zaległości za składki ubezpieczeniowe w latach 1999-2010 i ZUS też szykuje się do ściągnięcia tej kwoty. - Jak to usłyszałam, ugięły się pode mną nogi, bo przecież nie spłacę tego do końca życia - mówi kobieta. Jej były mąż nadal prowadzi działalność gospodarczą. Nie chciał wczoraj rozmawiać z "Gazetą".
Sędzia Krzysztof Zawała, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Katowicach, przyznał, że sytuacja prawna kobiety jest bardzo ciężka, ale nie beznadziejna. - Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest złożenie powództwa przeciwegzekucyjnego - radzi rzecznik sądu.
Pani Irena: - Jestem gotowa na wszystko, nawet na proces w Strasburgu. Inaczej skończę pod mostem.
- 29 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
74 głosy
-
Pytanie:
blimp60
10.06.11, 10:18
Dlaczego nasze ukochane państwo prawa dopuszcza prowadzenie działalności gospodarczej przez człowieka który tak nawywijał? Czyżby reguła oczywistego w takiej sytuacji zakazu mogła odbić się »
-
Emerytka cierpi za długi byłego męża
maxixxx
10.06.11, 10:49
Wiem, że może to wyglądać na bezduszne ale muszę się zgodzic z kilkoma wcześniejszymi opiniami, że pani emerytka oprócz długów męża spłaca też swoją naiwność i olewactwo bo miała »
-
Emerytka cierpi za długi byłego męża
kbaus
10.06.11, 20:39
Klasyczny przyklad nierownego wsparcia prawnego. Emerytka z emerytura i ZUS/banki z armia mecenasow. Ktos "blyskotliwy" zasugerowal porade za 60zl - chyba sam naciagaczem jest bo jak mozna »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

