Elita policji wbrew premierowi
2011-06-09
, aktualizacja: 09.06.2011 10:28
Nowy szef śląskiego Centralnego Biura Śledczego proponuje doświadczonym agentom przechodzenie na emeryturę. Nawet tym, którzy dalej chcieliby tropić gangsterów. - A przecież premier Donald Tusk chce, aby mundurowi pracowali jak najdłużej - zauważają policyjni związkowcy.
ZOBACZ TAKŻE
- Oficer CBŚ powiesił się przed prokuraturą (10-06-11, 12:45)
- Wojna w elicie policji (16-04-11, 12:14)
- Szalikowiec został małym świadkiem koronnym (12-04-11, 11:33)
- Zapłacili policjantom za brutalne skatowanie człowieka (11-09-10, 23:06)
- Sąd zmierzy się z korupcją w prokuraturze i CBŚ (30-07-10, 23:50)
CBŚ, najbardziej elitarną formację policji, powołano w 2000 roku do walki ze zorganizowaną przestępczością. Większość agentów przeszła zagraniczne szkolenia, mają do dyspozycji najnowocześniejsze uzbrojenie i środki techniki operacyjnej. W lutym biuro zaangażowało się w zwalczanie gangów założonych przez kiboli. Efekt: prawie 300 zatrzymanych bandytów.
Kierownictwo policji od początku podkreśla, że dobre wyniki CBŚ to nie tylko efekt wyszkolenia i doświadczenia agentów, lecz także dobrej atmosfery w jednostce. "Gazeta" dowiedziała się jednak, że od kilku tygodni w śląskim zarządzie CBŚ wrze. Agenci skarżą się, że inspektor Piotr Milczarski, nowy dyrektor katowickiego zarządu, dokonuje rewolucji personalnej.
- Wzywa ludzi i proponuje im przejście na emeryturę. Obiecuje podwyższenie o kilkaset złotych dodatku [dzięki temu funkcjonariusz będzie miał wyższe świadczenia - przyp. red.], natomiast w przypadku odmowy grozi delegowaniem np. do Bielska-Białej - mówi jeden z agentów CBŚ.
Z "emerytalnej oferty" skorzystało już czterech funkcjonariuszy (w tym szef wydziału kryminalnego tropiącego kiboli), kilku innych zastanawia się, co robić dalej. Trzech kolejnych oficerów "ucieka" do Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Katowicach.
Personalna rewolucja w CBŚ spowodowała, że porozpadały się grupy operacyjne stworzone do prowadzenia najbardziej skomplikowanych śledztw. Tak jest np. ze sprawą lobbysty Marka Dochnala - z dwójki funkcjonariuszy prowadzących śledztwo jeden odszedł na emeryturę, drugi, który odrzucił propozycję odejścia ze służby, prawdopodobnie zostanie oddelegowany do Bielska-Białej. - To się odbije na jakości pracy, bo w miejsce wytrawnych agentów do walki z mafią ściąga się żółtodzioby. Na Podbeskidziu do wydziału przyjęto nawet policjanta z prewencji - mówi jeden z funkcjonariuszy.
Inspektor Milczarski nie chciał wczoraj komentować sprawy. - O kadrach mogę rozmawiać tylko ze swoim przełożonym - powiedział "Gazecie".
Inspektor Adam Maruszczak, szef CBŚ, potwierdził nam, że na Śląsku dochodzi do zmian personalnych, ale były one konieczne. - Chłopcy trochę spoczęli na laurach, co od razu było widać po wynikach. Uznaliśmy, że trzeba ich zmotywować i wpuścić trochę świeżej krwi - wyjaśnia inspektor Maruszczak. Dodaje, że Piotr Milczarski ma wolną rękę w podejmowaniu decyzji kadrowych. - To jest pistolet, ale znam go i wiem, że absolutnie nie jest tendencyjny - podkreśla szef CBŚ.
Agenci śląskiego CBŚ nie zgadzają się z zarzutami, że mają gorsze wyniki. - W liczbie zatrzymań jesteśmy w czołówce krajowej, podobnie w ilości przejętych narkotyków - mówią "Gazecie".
Roman Wierzbicki, przewodniczący NSZZ Policjantów w Katowicach, uważa, że kierownictwo policji powinno zbadać sytuację w śląskim CBŚ. - To, co się tam dzieje, jest przecież sprzeczne z polityką rządu, który chce, aby policjanci pracowali jak najdłużej i nie odchodzili na emerytury - mówi Wierzbicki.
To już druga awantura w CBŚ w woj. śląskim. W kwietniu "Gazeta" ujawniła, że agenci bielskiego wydziału CBŚ zawiadomili prokuraturę, iż szef odnosi się do nich w sposób wulgarny W kwietniu "Gazeta" ujawniła, że agenci bielskiego wydziału CBŚ zawiadomili prokuraturę, iż szef odnosi się do nich w sposób wulgarny, obraża ich przy funkcjonariuszach niższych stopniem, z powodu niechęci osobistej pomija w awansach, a na akcję zatrzymania gangstera wysłał ich bez broni. Po naszej publikacji sprawą zajął się rzecznik praw obywatelskich.
Kierownictwo policji od początku podkreśla, że dobre wyniki CBŚ to nie tylko efekt wyszkolenia i doświadczenia agentów, lecz także dobrej atmosfery w jednostce. "Gazeta" dowiedziała się jednak, że od kilku tygodni w śląskim zarządzie CBŚ wrze. Agenci skarżą się, że inspektor Piotr Milczarski, nowy dyrektor katowickiego zarządu, dokonuje rewolucji personalnej.
- Wzywa ludzi i proponuje im przejście na emeryturę. Obiecuje podwyższenie o kilkaset złotych dodatku [dzięki temu funkcjonariusz będzie miał wyższe świadczenia - przyp. red.], natomiast w przypadku odmowy grozi delegowaniem np. do Bielska-Białej - mówi jeden z agentów CBŚ.
Z "emerytalnej oferty" skorzystało już czterech funkcjonariuszy (w tym szef wydziału kryminalnego tropiącego kiboli), kilku innych zastanawia się, co robić dalej. Trzech kolejnych oficerów "ucieka" do Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Katowicach.
Personalna rewolucja w CBŚ spowodowała, że porozpadały się grupy operacyjne stworzone do prowadzenia najbardziej skomplikowanych śledztw. Tak jest np. ze sprawą lobbysty Marka Dochnala - z dwójki funkcjonariuszy prowadzących śledztwo jeden odszedł na emeryturę, drugi, który odrzucił propozycję odejścia ze służby, prawdopodobnie zostanie oddelegowany do Bielska-Białej. - To się odbije na jakości pracy, bo w miejsce wytrawnych agentów do walki z mafią ściąga się żółtodzioby. Na Podbeskidziu do wydziału przyjęto nawet policjanta z prewencji - mówi jeden z funkcjonariuszy.
Inspektor Milczarski nie chciał wczoraj komentować sprawy. - O kadrach mogę rozmawiać tylko ze swoim przełożonym - powiedział "Gazecie".
Inspektor Adam Maruszczak, szef CBŚ, potwierdził nam, że na Śląsku dochodzi do zmian personalnych, ale były one konieczne. - Chłopcy trochę spoczęli na laurach, co od razu było widać po wynikach. Uznaliśmy, że trzeba ich zmotywować i wpuścić trochę świeżej krwi - wyjaśnia inspektor Maruszczak. Dodaje, że Piotr Milczarski ma wolną rękę w podejmowaniu decyzji kadrowych. - To jest pistolet, ale znam go i wiem, że absolutnie nie jest tendencyjny - podkreśla szef CBŚ.
Agenci śląskiego CBŚ nie zgadzają się z zarzutami, że mają gorsze wyniki. - W liczbie zatrzymań jesteśmy w czołówce krajowej, podobnie w ilości przejętych narkotyków - mówią "Gazecie".
Roman Wierzbicki, przewodniczący NSZZ Policjantów w Katowicach, uważa, że kierownictwo policji powinno zbadać sytuację w śląskim CBŚ. - To, co się tam dzieje, jest przecież sprzeczne z polityką rządu, który chce, aby policjanci pracowali jak najdłużej i nie odchodzili na emerytury - mówi Wierzbicki.
To już druga awantura w CBŚ w woj. śląskim. W kwietniu "Gazeta" ujawniła, że agenci bielskiego wydziału CBŚ zawiadomili prokuraturę, iż szef odnosi się do nich w sposób wulgarny W kwietniu "Gazeta" ujawniła, że agenci bielskiego wydziału CBŚ zawiadomili prokuraturę, iż szef odnosi się do nich w sposób wulgarny, obraża ich przy funkcjonariuszach niższych stopniem, z powodu niechęci osobistej pomija w awansach, a na akcję zatrzymania gangstera wysłał ich bez broni. Po naszej publikacji sprawą zajął się rzecznik praw obywatelskich.
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


