Smród zagłusza sumienie
2011-05-16
, aktualizacja: 17.05.2011 19:25
Ten jeden raz mogłam coś zrobić - znieść pół godziny jazdy autobusem w bardzo nieprzyjemnych warunkach, nie krzywiąc się na dotkliwy smród - felieton Judyty Watoły.
ZOBACZ TAKŻE
- Bezdomny też ma prawo do własności (04-07-11, 12:41)
- Śmierdzieć w autobusie nie wolno, ale przeklinać tak (26-05-11, 11:48)
- Bezdomny miał we krwi 10,24 promila alkoholu. Przeżył (28-01-11, 15:22)
- Ulica nawet zimą jest ich dachem (26-12-10, 12:02)
SONDAŻ
Chłodny niedzielny wieczór. Do autobusu linii 194 wsiada w Knurowie bardzo wielu ludzi, głównie młodych. Jadą do Gliwic, do kina albo do knajpy. Oprócz tych młodych wsiada też do autobusu zgarbiony starszy mężczyzna. Po mnóstwie tobołków w obydwu rękach znać bezdomnego. Jest trzeźwy, ale bardzo śmierdzi. Czuję to, choć siedzę z przodu autobusu, a on wszedł przez ostatnie drzwi.
Smród jest coraz bardziej dotkliwy, ludzie oglądają się jeden na drugiego z pytającymi spojrzeniami. Rezolutna brunetka wyjaśnia, że to taki bezdomny, że często jeździ na tej trasie i że ludzie nie mogą takiej jazdy wytrzymać. Po krótkiej chwili postanawia tym razem wybawić pasażerów od smrodu i rusza do kierowcy. Prosi, żeby wyrzucił bezdomnego. Już ruszyliśmy z przystanku, mimo to kierowca zatrzymuje autobus, wysiada, przechodzi na koniec pojazdu i każe bezdomnemu wysiąść. Ten robi to bez szemrania i wolnym krokiem ze swoimi tobołkami zaczyna iść z powrotem na przystanek.
Nie mogę uwierzyć własnym oczom. Tyle razy widziałam, jak kierowcy zamykali komuś drzwi przed nosem - tak bardzo się spieszyli. Ostatnio byłam świadkiem, jak mimo pukania i wyraźnych próśb szofer odjechał z przystanku, nie otwierając drzwi matce z dzieckiem w wózku.
Tym razem kierowca czasu nie żałował. Spojrzałam na dziewczynę. Była z siebie zadowolona. W autobusie przestawało śmierdzieć.
- Czy można się pozbyć człowieka tylko dlatego, że śmierdzi?
- Ale on na pewno jechał na gapę - broni dziewczyny stojący obok mężczyzna, najwyżej 30-letni.
- A wszyscy inni to bilety mają, na pewno! - ironizuję.
- A gdyby tak pani codziennie z takim śmierdzącym bezdomnym jechała, nie miałaby dość? A co pani dla takich bezdomnych zrobiła? W czym im pani pomogła?
Miał rację. Nie muszę codziennie znosić brzydkich zapachów, w niczym bezdomnym nie pomogłam. Ten jeden raz mogłam coś zrobić - znieść pół godziny jazdy w bardzo nieprzyjemnych warunkach, nie krzywiąc się na dotkliwy smród. Mogłam pójść do kierowcy, wtedy kiedy ruszała do niego ta młoda dziewczyna, i poprosić, żeby jednak nie wyrzucał śmierdzącego. Mogłam zapłacić za jego bilet, żeby nie jechał na gapę. Nie zrobiłam nic. Smród zagłusza sumienie.
Smród jest coraz bardziej dotkliwy, ludzie oglądają się jeden na drugiego z pytającymi spojrzeniami. Rezolutna brunetka wyjaśnia, że to taki bezdomny, że często jeździ na tej trasie i że ludzie nie mogą takiej jazdy wytrzymać. Po krótkiej chwili postanawia tym razem wybawić pasażerów od smrodu i rusza do kierowcy. Prosi, żeby wyrzucił bezdomnego. Już ruszyliśmy z przystanku, mimo to kierowca zatrzymuje autobus, wysiada, przechodzi na koniec pojazdu i każe bezdomnemu wysiąść. Ten robi to bez szemrania i wolnym krokiem ze swoimi tobołkami zaczyna iść z powrotem na przystanek.
Nie mogę uwierzyć własnym oczom. Tyle razy widziałam, jak kierowcy zamykali komuś drzwi przed nosem - tak bardzo się spieszyli. Ostatnio byłam świadkiem, jak mimo pukania i wyraźnych próśb szofer odjechał z przystanku, nie otwierając drzwi matce z dzieckiem w wózku.
Tym razem kierowca czasu nie żałował. Spojrzałam na dziewczynę. Była z siebie zadowolona. W autobusie przestawało śmierdzieć.
- Czy można się pozbyć człowieka tylko dlatego, że śmierdzi?
- Ale on na pewno jechał na gapę - broni dziewczyny stojący obok mężczyzna, najwyżej 30-letni.
- A wszyscy inni to bilety mają, na pewno! - ironizuję.
- A gdyby tak pani codziennie z takim śmierdzącym bezdomnym jechała, nie miałaby dość? A co pani dla takich bezdomnych zrobiła? W czym im pani pomogła?
Miał rację. Nie muszę codziennie znosić brzydkich zapachów, w niczym bezdomnym nie pomogłam. Ten jeden raz mogłam coś zrobić - znieść pół godziny jazdy w bardzo nieprzyjemnych warunkach, nie krzywiąc się na dotkliwy smród. Mogłam pójść do kierowcy, wtedy kiedy ruszała do niego ta młoda dziewczyna, i poprosić, żeby jednak nie wyrzucał śmierdzącego. Mogłam zapłacić za jego bilet, żeby nie jechał na gapę. Nie zrobiłam nic. Smród zagłusza sumienie.
- 92 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
187 głosów
-
a moze p.Watoła wykąpala by go w swojej łazience?
feszter
17.05.11, 12:34
bezdomny też może być czysty, umyć się może w każdej noclegownija bym się na miejscu pani Watoły martwił raczej o rodzinę tego gościao jego dzieci, które ma w d....»
-
Smród zagłusza sumienie
kryweg
27.05.11, 04:22
Może zacznę od tego, że mam psa i jestem tzw. nocnym markiem. Wychodzimy więc - często po północy na spacer i spotykamy po drodze różnych ludzi (dzisiaj wielu mi się kłania), którzy śmierdzą»
-
Smród zagłusza sumienie
cartridge4
04.07.11, 20:34
Jakby jechali w tym smrodzie, to by mu pomogli.»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


