Bunt w Centrum Kultury Katowice

Przemysław Jedlecki
2011-03-28 , aktualizacja: 28.03.2011 13:15
A A A Drukuj
We wrześniu 2010 roku podczas demontażu praca Leona Tarasewicza została zniszczona Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta We wrześniu 2010 roku podczas demontażu praca Leona Tarasewicza została zniszczona
Pracownicy Centrum Kultury Katowice od kilku miesięcy alarmowali władze miasta, że instytucja jest źle zarządzana. Jej szefowa chciała np., żeby zorganizować koncert Milesa Davisa, który... nie żyje od 20 lat. Ich głosy zignorowano, więc niektórzy postanowili zwolnić się z pracy
Od ponad roku na czele Centrum Kultury Katowice stoi Izabela Kosowska. Już na początku swojej pracy stała się bohaterką skandalu, po tym jak kazała pracownikom technicznym zdemontować wielką pracę Leona Tarasewicza wiszącą w sali konferencyjnej. Ci połamali ją podczas demontażu. Tarasewicz całą rzecz nazwał wandalizmem i o zdarzeniu powiadomił prokuraturę.

Część pracowników CKK uważa, że to konsekwencja sposobu zarządzania instytucją przez Kosowską. Zaraz po tym zdarzeniu czwórka z nich napisała do prezydenta Piotra Uszoka alarmujący list w tej sprawie. Zwracali uwagę, że CKK rozmienia swój dorobek na drobne, ponieważ promuje głównie komercyjne wydarzenia o estradowym znaczeniu. Przykładem takiego myślenia o kulturze ma być m.in. zapowiedziany na kwiecień koncert Maryli Rodowicz czy niedawna rewia musicalowa. - Jednocześnie od początku mówi nam się o konieczności ograniczeń, kolosalnym zadłużeniu instytucji i zmniejszaniu budżetu - zwracali uwagę pracownicy.

Ich prośby o zmianę sposobu zarządzania CKK i odwołanie Kosowskiej nic jednak nie dały.

Alina Świeściak, do tej pory redaktor naczelna kwartalnika "Opcje", niedawno dowiedziała się, że pismo ma ukazywać się głównie w internecie, a ona będzie tylko sekretarzem redakcji. - To bez sensu. Odchodzę - mówi.

Krzysztof Kula, kurator galerii Engram: - Nie ma dobrego pomysłu na CKK. Dyrekcja nie rozmawia z nami, decyzje podejmuje samodzielnie. Wystawa zdjęć poświęcona Edwardowi Gierkowi to kolejny przykład destrukcji tego miejsca. W CKK nie da się twórczo pracować - mówi. Zapowiada, że przeniesie się z prowadzeniem galerii do Cieszyna. - Nie mogę firmować czegoś, z czym się nie zgadzam - mówi.

Andrzej Kalinowski, autor znanego cyklu "Jazz i okolice", też ma nadzieje na zmiany w CKK. - Pani dyrektor przyszła do mnie i zapytała, czemu robię takie małe koncerty i dlaczego nie zaproszę Milesa Davisa? Musiałem jej powiedzieć, że on nie żyje od 20 lat. To tyle jeśli chodzi o wiedzę pani dyrektor w dziedzinie kultury. Jej misją jest dać ludziom tylko coś popularnego, a my liczyliśmy na kulturę wyższego lotu - mówi.

Na stronie nieistniejącego już Górnośląskiego Centrum Kultury (CKK powstało z połączenia GCK i Estrady Śląskiej) przy informacji poświęconej swojemu cyklowi Kalinowski umieścił żałobną wstążkę. - Dziesięć lat pracy poszło na marne. Teraz dyrekcja każe mi się zajmować np. pilnowaniem, by w garderobie była woda dla muzyków z rewii - mówi.

Kosowska zdaje sobie sprawę z konfliktu w CKK. - Niska frekwencja zwiedzających wystawy wymusiła zmiany. Wśród nich zostały zmienione godziny otwarcia galerii oraz zostały zaproponowane dyżury kuratorskie i akcje edukacyjne. Ich wprowadzenie, a także kontrola czasu pracy i rozliczanie z zadań budzi opór co poniektórych pracowników - mówi.

Przyznaje też, że stara się ciąć wydatki. - Budżet instytucji został okrojony, miasto pokrywa jedynie część kosztów remontowych i pensje. Na działalność kulturalną CKK musi zarabiać samo. "Opcje" kosztowały 178 tys. zł przy wpływie ze sprzedaży na poziomie 4,4 tys. zł, cykl "Jazz i okolice" 230 tys. zł przy średnim wpływie ok. 28 tys. - argumentuje. Przekonuje też, że skoro "ludzie chcą znanych twarzy", takich jak np. Rodowicz, to dlaczego ich nie zapraszać. A jako dowód tego, że nie zapomina się tu też o kulturze wyższych lotów, podaje Festiwal Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje", który wcześniej organizowała Estrada Śląska.

- To odwracanie kota ogonem. Pracownikom tworzącym wydarzenia artystyczne nagle każe się szukać na nie pieniędzy. Tym powinien zajmować się dział marketingu. Do robienia rozrywkowych imprez nie trzeba takiej instytucji kultury, wystarczą prywatne firmy - mówi Kalinowski.

Murem za dyrektorką stoją władze miasta, choć wiedzą o skargach na Kosowską. Maciej Biskupski, asystent prezydenta Piotra Uszoka: - Pani dyrektor stara się uporządkować sytuację w CKK i może to budzić pewne kontrowersje u osób, które do tej pory były przyzwyczajone do innego trybu pracy. Prezydent nie ma jednak żadnych zastrzeżeń do pracy pani dyrektor i dobrze ją ocenia.

Podziel się

  • 109 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów