Giesche nie dostanie dużej części Katowic

Anna Malinowska
2011-03-22 , aktualizacja: 22.03.2011 00:28
A A A Drukuj
Przed wojną Giesche SA miała około 1/3 miasta. W tym zabytkowy Nikiszowiec Fot. Przemek Jendroska / AG Przed wojną Giesche SA miała około 1/3 miasta. W tym zabytkowy Nikiszowiec
Pięć osób reprezentujących reaktywowaną spółkę Giesche, która chciała odzyskać jedną trzecią Katowic, już wkrótce zasiądzie na ławie oskarżonych. W poniedziałek Prokuratura Okręgowa z Tarnobrzega przesłała do Katowic akt oskarżenia w tej sprawie.
Cztery lata temu ujawniliśmy na łamach "Gazety Wyborczej", w jaki sposób doszło do reaktywowania spółki, do której przed wojną należał olbrzymi majątek. Kopalnia Wieczorek, osiedla Giszowiec i Nikiszowiec, fabryki w Szopienicach, Bogucicach i Załężu - to tylko część majątku Giesche w Katowicach.

Kiedy kilka lat temu Marek N., mieszkaniec Pomorza, zobaczył 172 akcje na okaziciela przedwojennej spółki, zainteresował się nimi. Razem z radcą prawnym Leszkiem P. sprawdzili: spółka nigdy nie została wykreślona z rejestru, część nieruchomości została jej odebrana na podstawie dekretu o mieniu poniemieckim, a jak ustalili, jeszcze przed wojną ród Giesche sprzedał udziały w spółce Amerykanom.

Wpadli więc na pomysł: kupujemy akcje, reaktywujemy spółkę i zakładamy sprawy o zwrot majątku. Ryszard Kowalczuk, 80-letni kolekcjoner, zgodził się odsprzedać im pakiet akcji. Nowi właściciele w sądzie zażądali upoważnienia do zwołania walnego zgromadzenia akcjonariuszy przedwojennej spółki. Sąd dał im takie prawo. Właściciele akcji podjęli uchwałę o reaktywacji firmy i wpisali ją do Krajowego Rejestru Sądowego. W katowickich sądach zaczęli zakładać sprawy, które miały umożliwić im zwrot przedwojennego majątku. Adresaci roszczeń to: miasto Katowice, skarb państwa, Katowicki Holding Węglowy i Hutniczo-Górnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa.

Okazało się, że taka reaktywacja w ogóle nie miałaby miejsca, gdyby nie pracownik jednego z warszawskich skupów makulatury... Otóż rzeczywiście w 1926 r. amerykańska spółka Silesian-American Corporation (SACO) przejęła kapitał Giesche w polskiej części Górnego Śląska i stała się jej jedynym akcjonariuszem. Kapitał został podzielony na 172 akcje na okaziciela. Papiery zostały zdeponowane w Guaranty Trust Company w Nowym Jorku. Kiedy wybuchła wojna, kontrolę nad spółką przejęła III Rzesza. Po wojnie majątek Giesche został znacjonalizowany. Amerykanie tymczasem zaczęli żądać odszkodowań. Negocjacje między strona polską a amerykańską trwały do 1960 r. Polski rząd zobowiązał się wówczas do spłaty zobowiązań - 40 mln dol., a amerykański - do oddania akcji. Ostemplowane papiery trafiły do Polski, a do 1981 r. spłacano odszkodowanie.

Z dokumentów wynika, że akcje miał odebrać pracownik Ministerstwa Finansów. W archiwum resortu jest również list przewozowy akcji. Czy jednak rzeczywiście akurat tam trafiły? Pewności nie ma. Możemy jednak założyć, że w 1981 r. w ministerstwie robiono generalne porządki i ktoś postanowił oddać papiery na przemiał. Faktem jest, że do skupu makulatury przy ul. Różanej przyjechały trzy ciężarówki z papierami. Jeden z pracowników zwrócił uwagę na kunsztownie wykonane rdzawobrązowe papiery. Pakiet akcji wyniósł na targ staroci na Kole i sprzedał za butelkę wódki. Na targu za śmieszne pieniądze kupił je właśnie Kowalczuk.

Jak poinformował nas wczoraj Leszek P., obecnie w sądach katowickich prowadzonych jest kilka spraw związanych z uzgodnieniem treści ksiąg wieczystych i stwierdzeniem nieważności decyzji dotyczących nieruchomości spółki. Kilka lat temu spółka Giesche wykupiła na łamach "Gazety" ogłoszenie i napisała list otwarty do mieszkańców Katowic, że nie chce likwidować przedszkoli i szpitali na terenach, o które wnioskuje.

Swoje postępowania tymczasem prowadziły już ABW i prokuratura. - Zebraliśmy olbrzymi materiał dowodowy i nie mamy najmniejszej wątpliwości co do mechanizmu oraz planu działania oskarżonych, który oparty był o akcje o charakterze wyłącznie kolekcjonerskim - mówi Anna Romaniuk, zastępczyni prokuratora okręgowego w Tarnobrzegu.

Na podstawie złożonych przez reaktywowaną spółkę wniosków prokuratorzy wyliczyli, że spółka żądała zwrotu mienia wartości 341 mln zł. To 30 proc. Katowic w obecnych granicach administracyjnych.

Markowi N., Leszkowi P. i pozostałym przedstawicielom spółki Giesche grozi od roku do 10 lat więzienia.

Komentuje Anna Malinowska

Lepiej późno niż wcale

Kiedy zaczęłam się interesować sprawą przedziwnej reaktywacji spółki Giesche, zaczęły do mnie docierać informacje z innych miast Polski, że mechanizm jej działania do odkrywczych nie należy. Spółek zawiązanych na podstawie przedwojennych akcji kupionych za flaszkę wódki było więcej. Docierały do mnie głosy, że jednej czy drugiej spółce udało się nawet "odzyskać" przedwojenną nieruchomość.

Powinniśmy się cieszyć, że Giesche wystąpiło z roszczeniami na tak dużą skalę, że aż drgnęło w sejmowych ławach, a nad sprawą pochylił się rząd. Okazało się bowiem, że po 1989 r. nikt nie zrobił porządku w przepisach prawnych, nikt nie zainteresował się podobnymi przypadkami. Być może materia była zbyt trudna, a dużo łatwiej zdobywać poklask wyborców, debatując o aborcji czy krzyżach w miejscach publicznych.

Sprawa Giesche spowodowała sejmowo-rządową mobilizację. Rok temu zabrano się za nowelizację ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym. Zmiany mają ukrócić reaktywacje spółek zawiązanych przed 1 września 1939 r. Jak mówi posłanka Bożena Szydłowska, koniec ze spółkami zawiązanymi przez osoby, które akcje kupiły na pchlim targu. Sąd przed wpisem do KRS może powiadomić prokuraturę, która taką spółkę prześwietli, może też badać prawidłowość nabycia tytułów prawnych, akcji, udziałów, powoływania składów zarządów i rad nadzorczych spółek.

To wszystko dzięki przypadkowi spółki Giesche. Lepiej późno niż wcale.



Podziel się

  • 18 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

  • Bzdura super-legeartis 22.03.11, 13:25

    Nie wie jak inni, ale myślałem długo na ten temat i jakoś nie widzę w tym wszystkim przestępstwa. Jeśli już to powinni powiesić za jaja albo inną część rzeszę urzędników.»