Zobacz, co chcą sobie wyburzyć Katowice
2011-03-17
, aktualizacja: 17.03.2011 20:00
Katowice. Były siedziba Urzędu Stanu Cywilnego przy al. Korfantego. W marcu ma się rozpocząć wyburzanie budynku
Na kilka dni przed rozstrzygnięciem przetargu na wyburzenie katowickiego Pałacu Ślubów budynek zwiedzili jego wielbiciele. Chociaż niektóre ozdoby już zdemontowano, wnętrze pawilonu nadal robi wielkie wrażenie.
ZOBACZ TAKŻE
- Zabytek z Szopienic czeka ruina (15-04-11, 20:47)
- Zabytkowy szyb Anna zostanie rozebrany (03-05-11, 13:17)
- Pałac Ślubów do wyburzenia (03-02-11, 19:12)
- Po Pałacu Ślubów może być pawilon (01-03-11, 17:23)
Na pomysł zwiedzania Pałacu Ślubów wpadła prof. Irma Kozina. Akcję nazwała "Narzeczona dla Brutala". Narzeczoną ma być pałac, szczęśliwym oblubieńcem istniejący już tylko w pamięci swoich wielbicieli katowicki dworzec kolejowy. Budowle powstały mniej więcej w tym samym czasie, ale nie tylko z racji wieku tworzyłyby doskonałą parę. To architektura czysta, nowoczesna i odkrywcza, choć nie przez wszystkich akceptowana.
Katowicki dworzec, zanim zniknął, został utrwalony na tysiącach zdjęć. Teraz czas na Pałac Ślubów. Za kilka dni ma zostać rozstrzygnięty przetarg na jego wyburzenie. Według oficjalnych planów miasta do czasu znalezienia inwestora zainteresowanego tym terenem, ma tu działać parking.
- Chcemy dokładnie obfotografować pawilon z zewnątrz i od wewnątrz. Tylko tak możemy go "ocalić" - mówi prof. Kozina, która w czwartek zabrała na wycieczkę po pałacu grupę swoich studentów. Wcześniej przekonała urząd miasta, by pozwolił im wejść. Informacja o planowanej wyprawie rozeszła się pocztą pantoflową i po drodze przeszła kilka transformacji. W efekcie zwiedzać chcieli nie tylko studenci i nie wszyscy chętni docierali o właściwej porze. Opór urzędnika pilnującego drzwi musiała pokonać między innymi pani Maria Witkowska. - Władze miasta od trzech kadencji nie słuchają głosów mieszkańców. Wyburzenie Pałacu Ślubów i urządzenie na jego miejscu parkingu to potworne marnotrawstwo! Proszę spojrzeć na te boazerie i posadzki! - denerwuje się pani Maria, która ostatnio była tu kilkanaście lat temu.
Magdalena Giertuga nie była nigdy. - Do przyjścia tu skłoniło mnie to całe zamieszanie wokół katowickiego dworca. Jestem mile zaskoczona. Przecież ten budynek można by ładnie odrestaurować. Warto, bo tego typu architektura jest wizytówką naszego miasta - mówi.
W pałacu rozpoczęły się pierwsze prace demontażowe. Nie ma już lamp, mebli i okładzin na części ścian, pod innymi leżą sterty śmieci, ale wnętrze i tak prezentuje się olśniewająco. Boazerie i posadzki odbijają się w kryształowych lustrach. Na ścianach korytarza, którym z sali ślubów wychodzili nowożeńcy nadal są wspaniałe płaskorzeźby, barwione na purpurowo i zielono. Obok nich stoi kilka porzuconych giętych krzeseł z podziurawioną skórzaną tapicerką. Dobry design widać nawet spod zniszczeń. Relief zdobi też główna klatkę schodową. Schodzi się tędy do holu, największej chluby i ozdoby pałacu. To tu podziwiać można wspaniałą opartowską czarno-białą posadzkę zaprojektowaną przez twórcę budynku prof. Mieczysława Króla. - Na podobnej zasadzie tworzyła niektóre swoje prace Bridget Riley, której prace można oglądać w Metropolitan Museum w Nowym Jorku! A my coś takiego niszczymy! - mówi prof. Kozina.
Po niecałej godzinie urzędnik, który nas wpuszczał, zarządza koniec zwiedzania. Na zewnątrz czeka grupka tych, którzy nie zdążyli jeszcze w ogóle wejść do środka. Wśród nich jest Andrzej Tobis, artysta i wykładowca katowickiej ASP. - Nic nie przemawia za zburzeniem tego budynku. Inwestora nie ma. Może urzędnikom brakuje miejsca do parkowania ich samochodów? - mówi. Martwi się już o sąsiedni pawilon, który pewnie kiedyś podzieli los pałacu. Jego ściany zdobią rzeźby Zdzisława Stanka. - Nazywał je obrazoformami. To miało być coś między malarstwem i rzeźbą - mówi Tobis. Fotografię dzieła Stanka pokazał parę lat temu na wystawie inaugurującej działalność Ronda Sztuki. Chciał przypomnieć, że sto metrów od nowiutkiej galerii niszczeją unikatowe dzieła sztuki.
Katowicki dworzec, zanim zniknął, został utrwalony na tysiącach zdjęć. Teraz czas na Pałac Ślubów. Za kilka dni ma zostać rozstrzygnięty przetarg na jego wyburzenie. Według oficjalnych planów miasta do czasu znalezienia inwestora zainteresowanego tym terenem, ma tu działać parking.
- Chcemy dokładnie obfotografować pawilon z zewnątrz i od wewnątrz. Tylko tak możemy go "ocalić" - mówi prof. Kozina, która w czwartek zabrała na wycieczkę po pałacu grupę swoich studentów. Wcześniej przekonała urząd miasta, by pozwolił im wejść. Informacja o planowanej wyprawie rozeszła się pocztą pantoflową i po drodze przeszła kilka transformacji. W efekcie zwiedzać chcieli nie tylko studenci i nie wszyscy chętni docierali o właściwej porze. Opór urzędnika pilnującego drzwi musiała pokonać między innymi pani Maria Witkowska. - Władze miasta od trzech kadencji nie słuchają głosów mieszkańców. Wyburzenie Pałacu Ślubów i urządzenie na jego miejscu parkingu to potworne marnotrawstwo! Proszę spojrzeć na te boazerie i posadzki! - denerwuje się pani Maria, która ostatnio była tu kilkanaście lat temu.
Magdalena Giertuga nie była nigdy. - Do przyjścia tu skłoniło mnie to całe zamieszanie wokół katowickiego dworca. Jestem mile zaskoczona. Przecież ten budynek można by ładnie odrestaurować. Warto, bo tego typu architektura jest wizytówką naszego miasta - mówi.
W pałacu rozpoczęły się pierwsze prace demontażowe. Nie ma już lamp, mebli i okładzin na części ścian, pod innymi leżą sterty śmieci, ale wnętrze i tak prezentuje się olśniewająco. Boazerie i posadzki odbijają się w kryształowych lustrach. Na ścianach korytarza, którym z sali ślubów wychodzili nowożeńcy nadal są wspaniałe płaskorzeźby, barwione na purpurowo i zielono. Obok nich stoi kilka porzuconych giętych krzeseł z podziurawioną skórzaną tapicerką. Dobry design widać nawet spod zniszczeń. Relief zdobi też główna klatkę schodową. Schodzi się tędy do holu, największej chluby i ozdoby pałacu. To tu podziwiać można wspaniałą opartowską czarno-białą posadzkę zaprojektowaną przez twórcę budynku prof. Mieczysława Króla. - Na podobnej zasadzie tworzyła niektóre swoje prace Bridget Riley, której prace można oglądać w Metropolitan Museum w Nowym Jorku! A my coś takiego niszczymy! - mówi prof. Kozina.
Po niecałej godzinie urzędnik, który nas wpuszczał, zarządza koniec zwiedzania. Na zewnątrz czeka grupka tych, którzy nie zdążyli jeszcze w ogóle wejść do środka. Wśród nich jest Andrzej Tobis, artysta i wykładowca katowickiej ASP. - Nic nie przemawia za zburzeniem tego budynku. Inwestora nie ma. Może urzędnikom brakuje miejsca do parkowania ich samochodów? - mówi. Martwi się już o sąsiedni pawilon, który pewnie kiedyś podzieli los pałacu. Jego ściany zdobią rzeźby Zdzisława Stanka. - Nazywał je obrazoformami. To miało być coś między malarstwem i rzeźbą - mówi Tobis. Fotografię dzieła Stanka pokazał parę lat temu na wystawie inaugurującej działalność Ronda Sztuki. Chciał przypomnieć, że sto metrów od nowiutkiej galerii niszczeją unikatowe dzieła sztuki.
- 56 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Zobacz, co chcą sobie wyburzyć Katowice
jalat
17.03.11, 19:50
Do dziś co rano budzę się szczęśliwy, że budzę się w mieście, w którym nie ma już kielichowatego potwora, śmierdzącego grzybem koszmaru. Ale Pałacu trochę mi szkoda. Bo akurat on niezły. Co »
-
Zobacz, co chcą sobie wyburzyć Katowice
rocktonante82
17.03.11, 21:03
piękny socrealizm... może pani profesor kozina tęskni za tymi czasami? Bo broni tylko perełki architektury komunistycznej»
-
A za 40 lat jak będziemy wyburzać to co postawimy,
felucjan
17.03.11, 23:29
to będziemy mówić o wyburzanej uszoczczyźnie - trendzie w architekturze pozbawionym smaku.»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter





więcej zdjęć