Psy trują się na beskidzkim szlaku

Ewa Furtak
2011-03-04 , aktualizacja: 04.03.2011 15:42
A A A Drukuj
Na szlaku na Baranią Górę z psów lepiej nie spuszczać oka Fot. Tomasz Fritz / Agencja Gazeta Na szlaku na Baranią Górę z psów lepiej nie spuszczać oka
W czasie spaceru w górach Kora wzięła do pyska coś, co znalazła na ścieżce. I nim właściciele zdążyli dowieźć ją do weterynarza, nie żyła. - To niejedyny taki przypadek na tym szlaku - ostrzegają.
O tym, co wydarzyło się na beskidzkim szlaku, powiadomiła nas Barbara Kamieniecka ze Stowarzyszenia Humanitarno-Ekologicznego "Dla Braci Mniejszych". "Jeśli to celowe działanie jakiegoś zwyrodnialca, to jest to straszne!" - napisała w e-mailu do "Gazety".

Korę, młodą suczkę owczarka niemieckiego, wystraszoną i wygłodniałą wolontariusze wypatrzyli w schronisku w Wieluniu. Jesienią zeszłego roku zamieszkała w Pawłowicach. Pokochała nowych właścicieli i ich psa Tinę. Wolontariusze byli pewni, że Korę czeka długie i szczęśliwe życie.

Właściciele Kory często zabierali psy w góry, zawsze w to samo miejsce w Wiśle, w okolice szlaku na Baranią Górę i ścieżki przyrodniczej. Tak było i w ostatnią niedzielę, gdy Kora wzięła coś do pyska. Przywołana wypluła jakąś fioletową substancję, a po dziesięciu minutach zaczęło się z nią dziać coś złego. Zataczała się, kładła na ziemi, chodziła do tyłu.

Przy właścicielach Kory zatrzymało się auto. Z psem kierowcy działo się dokładnie to samo co z Korą. Mężczyzna zaproponował pomoc w znalezieniu weterynarza. I jeszcze tylko spotkana na parkingu kobieta dorzuciła, że tydzień wcześniej jej czworonoga spotkał te sam los: znalazł coś na ścieżce, wziął do pyska i zachorował. - Znaleźliśmy tam w niedzielę martwą kunę, więc ewidentnie coś jest nie tak - mówi Halina Szymura, właścicielka Kory.

Kora nie zdążyła dojechać do weterynarza, umarła w samochodzie w męczarniach. Miała drgawki, wymiotowała. Właścicielka zgłosiła sprawę policji. Jest przekonana, że ktoś rozsypał w górach trutkę. - To uczęszczane miejsce, boję się, że kolejne psy może spotkać taki sam los. A co się stanie, jeśli tę substancję weźmie do buzi dziecko? - pyta pani Halina.

Rafał Domagała, oficer prasowy cieszyńskiej komendy powiatowej policji, mówi, że w tej sprawie prowadzone jest postępowanie. - Na miejscu był nasz technik, zabezpieczył tę substancję do badań - dodaje rzecznik.

Podziel się

  • 94 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów