Psy trują się na beskidzkim szlaku
2011-03-04
, aktualizacja: 04.03.2011 15:42
W czasie spaceru w górach Kora wzięła do pyska coś, co znalazła na ścieżce. I nim właściciele zdążyli dowieźć ją do weterynarza, nie żyła. - To niejedyny taki przypadek na tym szlaku - ostrzegają.
ZOBACZ TAKŻE
- O dumnych kotach i złośliwych psach (11-02-11, 19:05)
- Komary? Moskitiery są bezpieczniejsze od oprysków (30-08-11, 08:50)
- Państwo Ustrońscy zaadoptowali bocianiątko (19-06-11, 16:52)
- Więzienie w zawieszeniu za umyślne przejechanie jeża (03-06-11, 12:21)
- Nie wszędzie trzeba płacić za posiadanie psa (26-04-11, 12:07)
- Żabia pułapka na drodze. Ktoś zapomniał o wiaderkach (06-04-11, 11:54)
- Ewa uratowała pięknego Rymarza (15-03-11, 18:21)
- Źrebak czeka na pomoc (08-03-11, 16:46)
- Policjanci apelują: "Zwolnij, zwierzę na drodze" (09-02-11, 13:12)
- Konie ocalały z pożaru stajni, ale potrzebują pomocy (08-02-11, 03:33)
- Kastracja? Przecież pies musi sobie poużywać (03-02-11, 11:31)
- Słowacy strzelają, polskie wilki giną (20-01-11, 22:05)
- Dzieci przywołały ustrońskie bociany (05-04-11, 17:49)
- Dramat w gnieździe ustrońskich bocianów [WIDEO] (18-04-11, 10:49)
O tym, co wydarzyło się na beskidzkim szlaku, powiadomiła nas Barbara Kamieniecka ze Stowarzyszenia Humanitarno-Ekologicznego "Dla Braci Mniejszych". "Jeśli to celowe działanie jakiegoś zwyrodnialca, to jest to straszne!" - napisała w e-mailu do "Gazety".
Korę, młodą suczkę owczarka niemieckiego, wystraszoną i wygłodniałą wolontariusze wypatrzyli w schronisku w Wieluniu. Jesienią zeszłego roku zamieszkała w Pawłowicach. Pokochała nowych właścicieli i ich psa Tinę. Wolontariusze byli pewni, że Korę czeka długie i szczęśliwe życie.
Właściciele Kory często zabierali psy w góry, zawsze w to samo miejsce w Wiśle, w okolice szlaku na Baranią Górę i ścieżki przyrodniczej. Tak było i w ostatnią niedzielę, gdy Kora wzięła coś do pyska. Przywołana wypluła jakąś fioletową substancję, a po dziesięciu minutach zaczęło się z nią dziać coś złego. Zataczała się, kładła na ziemi, chodziła do tyłu.
Przy właścicielach Kory zatrzymało się auto. Z psem kierowcy działo się dokładnie to samo co z Korą. Mężczyzna zaproponował pomoc w znalezieniu weterynarza. I jeszcze tylko spotkana na parkingu kobieta dorzuciła, że tydzień wcześniej jej czworonoga spotkał te sam los: znalazł coś na ścieżce, wziął do pyska i zachorował. - Znaleźliśmy tam w niedzielę martwą kunę, więc ewidentnie coś jest nie tak - mówi Halina Szymura, właścicielka Kory.
Kora nie zdążyła dojechać do weterynarza, umarła w samochodzie w męczarniach. Miała drgawki, wymiotowała. Właścicielka zgłosiła sprawę policji. Jest przekonana, że ktoś rozsypał w górach trutkę. - To uczęszczane miejsce, boję się, że kolejne psy może spotkać taki sam los. A co się stanie, jeśli tę substancję weźmie do buzi dziecko? - pyta pani Halina.
Rafał Domagała, oficer prasowy cieszyńskiej komendy powiatowej policji, mówi, że w tej sprawie prowadzone jest postępowanie. - Na miejscu był nasz technik, zabezpieczył tę substancję do badań - dodaje rzecznik.
Korę, młodą suczkę owczarka niemieckiego, wystraszoną i wygłodniałą wolontariusze wypatrzyli w schronisku w Wieluniu. Jesienią zeszłego roku zamieszkała w Pawłowicach. Pokochała nowych właścicieli i ich psa Tinę. Wolontariusze byli pewni, że Korę czeka długie i szczęśliwe życie.
Właściciele Kory często zabierali psy w góry, zawsze w to samo miejsce w Wiśle, w okolice szlaku na Baranią Górę i ścieżki przyrodniczej. Tak było i w ostatnią niedzielę, gdy Kora wzięła coś do pyska. Przywołana wypluła jakąś fioletową substancję, a po dziesięciu minutach zaczęło się z nią dziać coś złego. Zataczała się, kładła na ziemi, chodziła do tyłu.
Przy właścicielach Kory zatrzymało się auto. Z psem kierowcy działo się dokładnie to samo co z Korą. Mężczyzna zaproponował pomoc w znalezieniu weterynarza. I jeszcze tylko spotkana na parkingu kobieta dorzuciła, że tydzień wcześniej jej czworonoga spotkał te sam los: znalazł coś na ścieżce, wziął do pyska i zachorował. - Znaleźliśmy tam w niedzielę martwą kunę, więc ewidentnie coś jest nie tak - mówi Halina Szymura, właścicielka Kory.
Kora nie zdążyła dojechać do weterynarza, umarła w samochodzie w męczarniach. Miała drgawki, wymiotowała. Właścicielka zgłosiła sprawę policji. Jest przekonana, że ktoś rozsypał w górach trutkę. - To uczęszczane miejsce, boję się, że kolejne psy może spotkać taki sam los. A co się stanie, jeśli tę substancję weźmie do buzi dziecko? - pyta pani Halina.
Rafał Domagała, oficer prasowy cieszyńskiej komendy powiatowej policji, mówi, że w tej sprawie prowadzone jest postępowanie. - Na miejscu był nasz technik, zabezpieczył tę substancję do badań - dodaje rzecznik.
- 94 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
16 głosów
-
Ja myślę, że to podrzuca...
jotdee
04.03.11, 16:51
...jakiś zwolennik aborcji.»
-
Re: Psy trują się na beskidzkim szlaku
mrarm
04.03.11, 16:59
A ja myślę, że to jakiś katolik - ponoć ponad 50% Polaków to katolicy, więc jest większe prawdopodobieństwo, że to ja trafiłem. (co prawda tylko 44% praktykuje regularnie te idiotyczne »
-
Gościu robi kawał dobrej roboty edukacyjnej
az555
05.03.11, 07:59
I jak ekonomicznie: troszkę trutki na szczury w starej parówce»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


