Jak policja (nie) szuka zaginionych

Marcin Pietraszewski
2011-02-23 , aktualizacja: 23.02.2011 16:21
A A A Drukuj
25-letni mężczyzna uciekł ze szpitala psychiatrycznego, a później popełnił samobójstwo. Pochowano go jako NN Fot. Rafał Michałowski / Agencja Gazeta 25-letni mężczyzna uciekł ze szpitala psychiatrycznego, a później popełnił samobójstwo. Pochowano go jako NN
25-letni mężczyzna uciekł ze szpitala psychiatrycznego i popełnił samobójstwo. Policja szukała go przez cztery miesiące, ale nie powiązała tych faktów. - Gdyby nie Fundacja ITAKA, nigdy nie dowiedzielibyśmy się, że nie żyje i został pochowany jako NN - mówi rozgoryczony Eugeniusz Dębski, wuj uciekiniera
Borys od dziewięciu lat mieszkał w Bytomiu u babci, do której przeprowadził się po śmierci mamy. Kiedy skończył szkołę, miał problemy ze znalezieniem pracy. Chwytał się dorywczych robót w Czechach i Holandii.

- Kiedy w końcu wrócił do Polski, coś się zaczęło z nim dziać. Zaczął mówić do siebie, wykłuwał oczy postaciom na fotografiach, zerwał z dziewczyną. Twierdził, że jest wiedźmą i rzuciła na niego urok - mówi Eugeniusz Dębski.

Z czasem mężczyzna zrobił się agresywny, kąpał się z brzozowym drągiem, który miał mu dodawać mocy, zafarbował wszystkie ubrania na niebiesko, celowo kaleczył się maszynką do golenia. Po trwającej kilka miesięcy batalii sądowej babcia zdobyła nakaz przymusowego leczenia. 26 sierpnia policja zawiozła Borysa na oddział psychiatryczny szpitala w Tarnowicach Starych koło Tarnowskich Gór. Dzień później mężczyzna wyswobodził się z kaftanu i uciekł przez otwarte okno. Kilka godzin później ubrany w szpitalną koszulę, dżinsy i adidasy skoczył z wieżowca na osiedlu Tysiąclecia. Zginął na miejscu.

Członkowie rodziny i kierownictwo szpitala nic o tym nie wiedzieli. Zgłosili policji zaginięcie Borysa. - Poszukiwania ograniczyły się do tego, że policjanci odwiedzili babcię Borysa i zapytali ją, gdzie jest wnuk. Poprosili, żeby - jeśli się czegoś dowie - dała im znać - mówi Dębski.

Zaniepokojona zaginięciem Borysa rodziła poprosiła o pomoc Fundację ITAKA. Zdjęcie mężczyzny pojawiło się na jej stronie internetowej, nie było jednak żadnych sygnałów na jego temat. Wszyscy odchodzili od zmysłów. - Najbardziej przeżyła to babcia, która z każdym upływającym tygodniem żyła coraz większą nadzieją, że Borys ma się jednak dobrze - mówi Dębski.

W grudniu pracownicy ITAKI poprosili go, żeby przejrzał w internecie bazę fotografii niezidentyfikowanych ciał odnalezionych w całej Polsce (pracownicy ITAKI podają rodzinom zaginionych jednorazowe hasło i login do zalogowania się na stronie).

- Przejrzałem setki potwornych zdjęć i na jednym z nich rozpoznałem mężczyznę, który był podobny do Borysa - mówi Dębski.

Dopiero to ruszyło machinę śledczą. ITAKA zawiadomiła policję, która poprosiła Mateusza, brata Borysa, o identyfikację. Pokazano mu kilkanaście zdjęć samobójcy, który w sierpniu skoczył z wieżowca na Tysiącleciu. Ciała już nie było, bo jako NN zostało pochowane na cmentarzu komunalnym w Katowicach. Mateusz nie miał żadnych wątpliwości, że to był Borys.

- To żenujące, że policja nie powiązała ucieczki ze szpitala psychiatrycznego z samobójstwem mężczyzny w szpitalnej koszuli. Czyżby tyle było takich przypadków w regionie? - pyta Dębski. Jego zdaniem już w sierpniu wystarczyło poprosić rodzinę o identyfikację ciała samobójcy albo pokazać zdjęcia, tak jak to zrobiła ITAKA. - Nie żylibyśmy na próżno nadzieją, a Borys miałby prawdziwy pogrzeb - mówi jego wuj.

Kilka tygodni temu napisał skargę do komendy wojewódzkiej w Katowicach. Odpisano mu, że wszystko było w porządku, bo w dniu ucieczki rysopis Borysa dostały wszystkie patrole w Tarnowskich Górach, a o zdarzeniu powiadomiono brata. Zdjęcie mężczyzny opublikowano też na stronie internetowej komendy. "Rozumiemy rozgoryczenie i tragedię Pana rodziny i ubolewamy, że śląska policja nie zdołała zapobiec tragedii, jak również w krótszym terminie czy też w inny sposób dokonać identyfikacji. Żywimy nadzieję, że przyjmie Pan do wiadomości dokonane ustalenia i uzna je za wystarczające" - stwierdziła policja.

Dębski uznał te wyjaśnienia za skandaliczne i napisał kolejną skargę. - Nie jestem pieniaczem, ale niech policja uderzy się w pierś i coś zmieni w swoim działaniu, żeby w przyszłości rodziny zaginionych nie musiały żyć złudną nadzieją - mówi.

Dopiero wtedy komenda zaczęła badać, co funkcjonariusze zrobili, żeby znaleźć Borysa. - Do czasu zakończenia postępowania nie będziemy komentowali tej sprawy - mówi podinspektor Andrzej Gąska, rzecznik prasowy śląskiej policji.

Zuzanna Ziajko, dyrektor zespołu poszukiwań i identyfikacji ITAKI, nie chciała oceniać działań policji w sprawie Borysa. - Nie wiem, dlaczego jego rodzinie nie pokazano bazy fotografii niezidentyfikowanych ciał. Dla nas to podstawowe narzędzie, które służy do wykluczenia najgorszej wersji - twierdzi Ziajko.

Rodzina Borysa przez kilka tygodni walczyła, aby ZUS uznał jego śmierć. Ustaliła też numer kwatery, gdzie został pochowany w Katowicach. Teraz przygotowuje się do ekshumacji i przeniesienia ciała do Bytomia. Borys będzie tam miał prawdziwy pogrzeb.

Podziel się

  • 43 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    37 głosów

  • Jak policja (nie) szuka zaginionych anty65 23.02.11, 20:11

    Tak, jasne policja ma ważniejsze sprawy na głowie. :-(Czy może ktoś z forumowiczów, albo dziennikarzy wie co właściwie w Polsce jeszcze działa jak należy? Pytam, bo obraz jest ponury i »

  • Jak policja (nie) szuka zaginionych fantastic-polonia 24.02.11, 00:09

    bo polska policja to tłuki, nic nowego, a w innym artykule chce im się kamizelek antynożowych...niech lepiej sobie kupią oleju do głowy, może być rzepakowy.»

  • Jak policja (nie) szuka zaginionych dysforia_trolla 24.02.11, 00:40

    Oburzające, ale nic nowego. Równie wstrząsającą historię "poszukiwań" swojego syna opowiedziała Anda Rottenberg w Proszę bardzo. Jak widać efektywność polskiej policji to jeden z »