Prokuratura rozbija spółkę Giesche
2011-01-29
, aktualizacja: 29.01.2011 14:10
Pojawiła się szansa, by pokrzyżować plany spółki, która chce odzyskać majątek należący przed wojną do firmy Giesche.
ZOBACZ TAKŻE
- Proces spółki Giesche toczyć się będzie w Warszawie (14-07-11, 12:32)
- Giesche nie dostanie dużej części Katowic (22-03-11, 00:27)
- Ministerstwo Gospodarki odrzuca żądania spółki Giesche (12-03-10, 15:33)
- Kolejny Giesche straszy Katowice. Teraz ze Słowacji (07-03-10, 23:00)
- Nie oddadzą jednej trzeciej Katowic spółce Giesche? (10-02-10, 21:53)
- Spółka Giesche: Katowice są nasze! (17-09-07, 02:00)
Mózgiem operacji jest Marek N., biznesmen z Wybrzeża. Wraz z kilkoma innymi osobami kilka lat temu kupuje od kolekcjonera pakiet przedwojennych akcji na okaziciela spółki Giesche. Rozpoczynają proces reaktywacji spółki, która przed wojną posiadała na Śląsku ogromny majątek. Do firmy należały fabryki, kopalnie i huty - niemal jedna trzecia ówczesnych Katowic. Bajeczna fortuna. Gdyby udało się odzyskać choć część tych pieniędzy...
Posiadacze akcji idą do sądu. Twierdzą, że mają akcje, i żądają upoważnienia do zwołania walnego zgromadzenia akcjonariuszy przedwojennej spółki Giesche S.A. Sąd daje im to prawo. Ponieważ nikt inny nie ma akcji, podejmują uchwałę o reaktywacji firmy, wpisują ją do Krajowego Rejestru Sądowego.
W sądach pojawiają się pierwsze pozwy. Spółka domaga się zwrotu kilku nieruchomości w Katowicach, a to dopiero początek.
Akcjonariusze starają się także obalić decyzję, na mocy której majątek rodu Giesche został po wojnie znacjonalizowany. - Spółka nigdy nie została wykreślona z rejestru, a jej mienie było znacjonalizowane bezprawnie. Część nieruchomości została jej odebrana na podstawie dekretu o mieniu poniemieckim. Władze polskie uznały, że to była spółka niemiecka, a to nieprawda, bo była amerykańska - uzasadniał Leszek P., pełnomocnik spółki (nie możemy podać jego nazwiska, bo ma przedstawione zarzuty w związku z działalnością spółki Giesche).
Reaktywowaną spółką Giesche zainteresowała się ABW. Szybko ustalono, że akcje rzeczywiście należały do Amerykanów, ale Polska już w 1967 r. spłaciła ich roszczenia. Przywiezione z USA papiery wartościowe zostały ostemplowane i zdeponowane w Ministerstwie Finansów. Stamtąd w latach 80. wywieziono je do skupu makulatury. Nie zostały jednak zniszczone. Jeden z pracowników punktu skupu wyniósł je na targ staroci, gdzie za kilka butelek wódki kupił je Ryszard Kowalczuk, kolekcjoner starych druków, dziś kluczowy świadek w sprawie. To od niego akcje odkupił Marek N.
Członkom zarządu spółki Giesche prokuratura przedstawiła zarzuty usiłowania wyłudzenia mienia znacznej wartości. Wkrótce staną przed sądem.
Prokuratura chce teraz podważyć w sądzie legalność działań spółki. Udowadnia, że kilka lat temu sąd, wydając posiadaczom akcji upoważnienie do zwoływania walnego zgromadzenia akcjonariuszy, został wprowadzony w błąd. - Zamiast akcji wnioskodawcy pokazali jedynie pismo, że zostały one zdeponowane u notariusza. Jeśli sąd widziałby, jak te akcje wyglądają, że są ostemplowane, nabrałby wątpliwości co do ich charakteru i zainteresowałby się, jak okaziciel wszedł w ich posiadanie - wyjaśnia prokurator Małgorzata Słowińska. Podkreśla, że akcje mają wyłącznie charakter kolekcjonerski.
Jeśli prokuraturze uda się przekonać sąd do unieważnienia upoważnienia do zwoływania walnego zgromadzenia, zostanie otwarta droga do wykreślenia spółki Giesche z Krajowego Rejestru Sądowego. Wszystkie jej roszczenia majątkowe zostaną anulowane. - Cieszymy się z tego i czekamy na to - mówi Maciej Biskupski, asystent prezydenta miasta.
Posiadacze akcji idą do sądu. Twierdzą, że mają akcje, i żądają upoważnienia do zwołania walnego zgromadzenia akcjonariuszy przedwojennej spółki Giesche S.A. Sąd daje im to prawo. Ponieważ nikt inny nie ma akcji, podejmują uchwałę o reaktywacji firmy, wpisują ją do Krajowego Rejestru Sądowego.
W sądach pojawiają się pierwsze pozwy. Spółka domaga się zwrotu kilku nieruchomości w Katowicach, a to dopiero początek.
Akcjonariusze starają się także obalić decyzję, na mocy której majątek rodu Giesche został po wojnie znacjonalizowany. - Spółka nigdy nie została wykreślona z rejestru, a jej mienie było znacjonalizowane bezprawnie. Część nieruchomości została jej odebrana na podstawie dekretu o mieniu poniemieckim. Władze polskie uznały, że to była spółka niemiecka, a to nieprawda, bo była amerykańska - uzasadniał Leszek P., pełnomocnik spółki (nie możemy podać jego nazwiska, bo ma przedstawione zarzuty w związku z działalnością spółki Giesche).
Reaktywowaną spółką Giesche zainteresowała się ABW. Szybko ustalono, że akcje rzeczywiście należały do Amerykanów, ale Polska już w 1967 r. spłaciła ich roszczenia. Przywiezione z USA papiery wartościowe zostały ostemplowane i zdeponowane w Ministerstwie Finansów. Stamtąd w latach 80. wywieziono je do skupu makulatury. Nie zostały jednak zniszczone. Jeden z pracowników punktu skupu wyniósł je na targ staroci, gdzie za kilka butelek wódki kupił je Ryszard Kowalczuk, kolekcjoner starych druków, dziś kluczowy świadek w sprawie. To od niego akcje odkupił Marek N.
Członkom zarządu spółki Giesche prokuratura przedstawiła zarzuty usiłowania wyłudzenia mienia znacznej wartości. Wkrótce staną przed sądem.
Prokuratura chce teraz podważyć w sądzie legalność działań spółki. Udowadnia, że kilka lat temu sąd, wydając posiadaczom akcji upoważnienie do zwoływania walnego zgromadzenia akcjonariuszy, został wprowadzony w błąd. - Zamiast akcji wnioskodawcy pokazali jedynie pismo, że zostały one zdeponowane u notariusza. Jeśli sąd widziałby, jak te akcje wyglądają, że są ostemplowane, nabrałby wątpliwości co do ich charakteru i zainteresowałby się, jak okaziciel wszedł w ich posiadanie - wyjaśnia prokurator Małgorzata Słowińska. Podkreśla, że akcje mają wyłącznie charakter kolekcjonerski.
Jeśli prokuraturze uda się przekonać sąd do unieważnienia upoważnienia do zwoływania walnego zgromadzenia, zostanie otwarta droga do wykreślenia spółki Giesche z Krajowego Rejestru Sądowego. Wszystkie jej roszczenia majątkowe zostaną anulowane. - Cieszymy się z tego i czekamy na to - mówi Maciej Biskupski, asystent prezydenta miasta.
- 33 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
36 głosów
-
Prokuratura rozbija spółkę Giesche
bluebavaria
29.01.11, 14:47
Guten Morgen in Kattowitz, Herr Uschok!»
-
Prokuratura rozbija spółkę Giesche
shroeder1970
29.01.11, 16:55
Tak się zastanawiam... Przedwojenna akcja jest jak weksel, jak banknot. Ministerstwo spłaciło Amerykanów, więc ci oddali akcj - na akiej samej zasadzie jak weksel wraca do wystawcy. »
-
Prokuratura rozbija spółkę Giesche
czterdziestoletni.pl
30.01.11, 21:07
Najbardziej fachowo i rzeczowo ujął to Pan Schreder70.Państwo Polskie zapłaciło za te aukcje na okaziciela [czyli po ludzku kupiło je] za 20 mln$. A że ich nie skasowało, nie wpisało się do »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


