Ulica nawet zimą jest ich dachem
2010-12-26
, aktualizacja: 26.12.2010 12:02
Szałas pod wiaduktem Drogowej Trasy Średnicowej Józef zbudował trzy lata temu, w tym roku powiększył go o sień
Co najmniej pięćdziesięcioro ludzi w Katowicach może tej zimy umrzeć z wychłodzenia, od podpalenia, pod gruzami pustostanów. Nie ma statystyki bezdomnych. Liczeni są tylko ci w noclegowniach i ogrzewalniach, a te są już przepełnione - pisze Małgorzata Goślińska
ZOBACZ TAKŻE
- Bezdomny też ma prawo do własności (04-07-11, 12:41)
- Smród zagłusza sumienie (16-05-11, 17:08)
- Bez stałego meldunku książki w Bibliotece Śląskiej nie wypożyczysz (26-02-11, 23:05)
Szałas pod wiaduktem Drogowej Trasy Średnicowej Józef zbudował trzy lata temu, w tym roku powiększył go o sień. Spędzą tu z Małgorzatą pierwszą zimę, wcześniej na tę porę udawało im się wynająć lokal - za 200 zł miesięcznie, bez ogrzewania i prądu, ale było bezpieczniej. W środku mieszczą się trzy materace, trzeci dla Jerzego. Przejeżdżając ulicą Bocheńskiego, z daleka widać tlący się nad rzeką ogień. To jedyne ogrzewanie tego domu z gałęzi i folii.
Ile ludzi w Katowicach żyje w podobnych warunkach? - Liczeni są tylko bezdomni w ogrzewalniach i noclegowniach, lokale niemieszkalne są pomijane - mówi Jacek Marciniak, kierownik sekcji ds. bezdomnych w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Katowicach.
Katowice mają trzy ogrzewalnie (w sumie 83 miejsca) i pięć noclegowni (198 miejsc). Wszystkie są już przepełnione, w każdej placówce dostawiono łóżka bądź materace, liczba mieszkańców waha się każdej nocy. - Szacuje się, że w całej Polsce jest od 30 do 300 tys. bezdomnych. Taka rozpiętość pokazuje, że to bardziej gdybanie niż diagnoza - dodaje Marciniak. Dopiero w przyszłym roku, przy okazji narodowego spisu powszechnego, Główny Urząd Statystyczny ma uwzględnić ludzi bez dachu nad głową.
Krzysztof Podlas z katowickiego koła Stowarzyszenia św. Brata Alberta dotarł do 50 takich osób. Od kilku lat prowadzi na terenie Katowic streetworking wśród bezdomnych. - Ich liczba zwiększa się z dnia na dzień - mówi. Śpią w klatkach schodowych, piwnicach, kanałach ciepłowniczych, śmietnikach, altankach ogródków działkowych, zakładają obozowiska, takie jak pod wiaduktem DTŚ. Podlasa i Marciniaka najbardziej przeraża zajmowanie pustostanów grożących zawaleniem.
Józef był górnikiem, póki nie doznał kontuzji. Mąż Małgorzaty zginął w wypadku samochodowym. Jerzy, technik chemik, wyszedł z więzienia. Tak znaleźli się na bruku. Każde z nich przekroczyło 50. rok życia. Ale ludzie bezdomni, z obserwacji Marciniaka i Podlasa, mają od 20 lat. Często są wykształceni. - Pojawiło się nowe zjawisko - mówi Marciniak. - Człowiek ma mieszkanie i wynajmuje je, żeby mieć za co żyć, a sam idzie pod most.
Katowicka sekcja ds. bezdomnych przyjrzała się również żebractwu, przeprowadzając w listopadzie tego roku kampanię informacyjną "Pomagać mądrze". Pracownicy MOPS przekonywali, żeby dawać pieniądze organizacjom społecznym, a nie żebrakom; samych żebraków zaś do korzystania ze wsparcia placówek. Przy okazji wypytywali tych ostatnich, kim są. - To nie bezdomni żebrzą - mówi Marciniak. Nie są też pijakami, nierobami ani złodziejami, stereotyp bezdomnego okazał się mylny.
Jerzy od lat szuka pracy, jego szanse przekreślają pobyt w więzieniu, wiek i brak meldunku, utrzymuje się z zasiłku. Józef i Małgorzata - z handlu, codziennie przed świtem wyruszają zbierać złom, a potem na giełdę po odrzucone warzywa i owoce. Nie korzystają z darmowych jadłodajni - w Katowicach jest takich siedem, oferują gorący posiłek od 8.30 do 17, nie zawsze wymagając zaświadczenia o biedzie ani trzeźwości. Nie chodzą nawet na uroczystości wielkanocne czy wigilijne dla bezdomnych, sami je sobie urządzają. Od czasu do czasu biorą darmową kąpiel w łaźni publicznej, wolą jednak prysznic na giełdzie za 7 zł.
Piątkowy wieczór. W szałasie pod wiaduktem gra mały czarno-biały telewizor na akumulator, ładowany w pobliskiej noclegowni albo na stacji benzynowej. Mieszkańców odwiedza dwóch pracowników MOPS - od niedawna pracują w nietypowych godzinach, jak streetworkerzy, chociaż Marciniak uważa, że to zadanie lepiej wykonują organizacje pozarządowe, nie tylko dlatego, że mają nienormowany czas pracy, ale cieszą się większym zaufaniem niż instytucje. Pracownicy standardowo zapraszają bezdomnych do ogrzewalni i noclegowni. Zapewniają, że mimo przepełnienia o każdej porze znajdzie się miejsce. Jerzy wyciąga z portfela rachunki wystawione przez ogrzewalnie - 15 zł za noc albo 380 zł za miesiąc. - Oddałbym prawie cały zasiłek, a za co jeść? - pyta. - O ósmej rano każą zwinąć materac i wykopują człowieka na mróz pod pretekstem poszukiwania pracy, której nikt nie chce mi dać.
- Człowiek wypije jedno piwo i od razu wysyłają go na AA, alkoholikiem nazywają - mówi Józef. Ale nie to jest dla niego najbardziej uwłaczające w przyjmowaniu do placówki. - Dlaczego bez mojej zgody powiadamiacie o tym moją żonę i dzieci? Nie chcę, żeby wiedzieli, w jakich warunkach się znalazłem.
Małgorzata wysyłana jest do noclegowni w miejscowości, z której pochodzi. - Co z tego, że tam się urodziłam? Przez ostatnie 20 lat żyję w Katowicach, tu mam znajomych, swój rejon. Nie poradziłabym sobie sama nawet w innej dzielnicy.
Mieszkańcy szałasu otwierają szafkę pod filarem wiaduktu. Jest pełna jedzenia. - Niczego nie potrzebujemy, nie jest nam zimno, mamy kołdry, ciepłe ubrania - zapewniają.
- Będzie mroźniej - mówię.
- Wolimy zamarznąć, niż iść do placówki - oni na to.
Wokół szałasu biegają szczury, można się do nich przyzwyczaić. Najgorszy jest strach przed chuliganami i urzędnikami. Jedni mogą pobić, podpalić (zdarza się to co roku), drudzy przeganiają. - Chcemy tylko spokoju - mówią bezdomni.
- Nasze działanie ma charakter osłonowy. Nocleg, posiłek i do widzenia. W ten sposób nie rozwiążemy problemu, tylko minimalizujemy skutki. Bezdomni to ludzie w kryzysie, mają swój świat, tworzą minikomuny. Na nas reagują agresją, obrażają się, po latach trudno ich przywrócić społeczeństwu. Mamy obowiązek udzielenia schronienia, ale rozumiem, że nie każdy chce żyć w zbiorowisku. Cieszę się, że przynajmniej zaczęło się o tym mówić. 2010 był rokiem wypracowywania standardów pracy z osobą bezdomną. Model jest rekomendowany w Ministerstwie Pracy, jeśli zostanie zaakceptowany, w przyszłym roku będzie wdrażany pilotażowo w dużych miastach, być może również w Katowicach - mówi Marciniak.
Ile ludzi w Katowicach żyje w podobnych warunkach? - Liczeni są tylko bezdomni w ogrzewalniach i noclegowniach, lokale niemieszkalne są pomijane - mówi Jacek Marciniak, kierownik sekcji ds. bezdomnych w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Katowicach.
Katowice mają trzy ogrzewalnie (w sumie 83 miejsca) i pięć noclegowni (198 miejsc). Wszystkie są już przepełnione, w każdej placówce dostawiono łóżka bądź materace, liczba mieszkańców waha się każdej nocy. - Szacuje się, że w całej Polsce jest od 30 do 300 tys. bezdomnych. Taka rozpiętość pokazuje, że to bardziej gdybanie niż diagnoza - dodaje Marciniak. Dopiero w przyszłym roku, przy okazji narodowego spisu powszechnego, Główny Urząd Statystyczny ma uwzględnić ludzi bez dachu nad głową.
Krzysztof Podlas z katowickiego koła Stowarzyszenia św. Brata Alberta dotarł do 50 takich osób. Od kilku lat prowadzi na terenie Katowic streetworking wśród bezdomnych. - Ich liczba zwiększa się z dnia na dzień - mówi. Śpią w klatkach schodowych, piwnicach, kanałach ciepłowniczych, śmietnikach, altankach ogródków działkowych, zakładają obozowiska, takie jak pod wiaduktem DTŚ. Podlasa i Marciniaka najbardziej przeraża zajmowanie pustostanów grożących zawaleniem.
Józef był górnikiem, póki nie doznał kontuzji. Mąż Małgorzaty zginął w wypadku samochodowym. Jerzy, technik chemik, wyszedł z więzienia. Tak znaleźli się na bruku. Każde z nich przekroczyło 50. rok życia. Ale ludzie bezdomni, z obserwacji Marciniaka i Podlasa, mają od 20 lat. Często są wykształceni. - Pojawiło się nowe zjawisko - mówi Marciniak. - Człowiek ma mieszkanie i wynajmuje je, żeby mieć za co żyć, a sam idzie pod most.
Katowicka sekcja ds. bezdomnych przyjrzała się również żebractwu, przeprowadzając w listopadzie tego roku kampanię informacyjną "Pomagać mądrze". Pracownicy MOPS przekonywali, żeby dawać pieniądze organizacjom społecznym, a nie żebrakom; samych żebraków zaś do korzystania ze wsparcia placówek. Przy okazji wypytywali tych ostatnich, kim są. - To nie bezdomni żebrzą - mówi Marciniak. Nie są też pijakami, nierobami ani złodziejami, stereotyp bezdomnego okazał się mylny.
Jerzy od lat szuka pracy, jego szanse przekreślają pobyt w więzieniu, wiek i brak meldunku, utrzymuje się z zasiłku. Józef i Małgorzata - z handlu, codziennie przed świtem wyruszają zbierać złom, a potem na giełdę po odrzucone warzywa i owoce. Nie korzystają z darmowych jadłodajni - w Katowicach jest takich siedem, oferują gorący posiłek od 8.30 do 17, nie zawsze wymagając zaświadczenia o biedzie ani trzeźwości. Nie chodzą nawet na uroczystości wielkanocne czy wigilijne dla bezdomnych, sami je sobie urządzają. Od czasu do czasu biorą darmową kąpiel w łaźni publicznej, wolą jednak prysznic na giełdzie za 7 zł.
Piątkowy wieczór. W szałasie pod wiaduktem gra mały czarno-biały telewizor na akumulator, ładowany w pobliskiej noclegowni albo na stacji benzynowej. Mieszkańców odwiedza dwóch pracowników MOPS - od niedawna pracują w nietypowych godzinach, jak streetworkerzy, chociaż Marciniak uważa, że to zadanie lepiej wykonują organizacje pozarządowe, nie tylko dlatego, że mają nienormowany czas pracy, ale cieszą się większym zaufaniem niż instytucje. Pracownicy standardowo zapraszają bezdomnych do ogrzewalni i noclegowni. Zapewniają, że mimo przepełnienia o każdej porze znajdzie się miejsce. Jerzy wyciąga z portfela rachunki wystawione przez ogrzewalnie - 15 zł za noc albo 380 zł za miesiąc. - Oddałbym prawie cały zasiłek, a za co jeść? - pyta. - O ósmej rano każą zwinąć materac i wykopują człowieka na mróz pod pretekstem poszukiwania pracy, której nikt nie chce mi dać.
- Człowiek wypije jedno piwo i od razu wysyłają go na AA, alkoholikiem nazywają - mówi Józef. Ale nie to jest dla niego najbardziej uwłaczające w przyjmowaniu do placówki. - Dlaczego bez mojej zgody powiadamiacie o tym moją żonę i dzieci? Nie chcę, żeby wiedzieli, w jakich warunkach się znalazłem.
Małgorzata wysyłana jest do noclegowni w miejscowości, z której pochodzi. - Co z tego, że tam się urodziłam? Przez ostatnie 20 lat żyję w Katowicach, tu mam znajomych, swój rejon. Nie poradziłabym sobie sama nawet w innej dzielnicy.
Mieszkańcy szałasu otwierają szafkę pod filarem wiaduktu. Jest pełna jedzenia. - Niczego nie potrzebujemy, nie jest nam zimno, mamy kołdry, ciepłe ubrania - zapewniają.
- Będzie mroźniej - mówię.
- Wolimy zamarznąć, niż iść do placówki - oni na to.
Wokół szałasu biegają szczury, można się do nich przyzwyczaić. Najgorszy jest strach przed chuliganami i urzędnikami. Jedni mogą pobić, podpalić (zdarza się to co roku), drudzy przeganiają. - Chcemy tylko spokoju - mówią bezdomni.
- Nasze działanie ma charakter osłonowy. Nocleg, posiłek i do widzenia. W ten sposób nie rozwiążemy problemu, tylko minimalizujemy skutki. Bezdomni to ludzie w kryzysie, mają swój świat, tworzą minikomuny. Na nas reagują agresją, obrażają się, po latach trudno ich przywrócić społeczeństwu. Mamy obowiązek udzielenia schronienia, ale rozumiem, że nie każdy chce żyć w zbiorowisku. Cieszę się, że przynajmniej zaczęło się o tym mówić. 2010 był rokiem wypracowywania standardów pracy z osobą bezdomną. Model jest rekomendowany w Ministerstwie Pracy, jeśli zostanie zaakceptowany, w przyszłym roku będzie wdrażany pilotażowo w dużych miastach, być może również w Katowicach - mówi Marciniak.
- 14 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Ulica nawet zimą jest ich dachem
computerro
26.12.10, 12:38
"Fajna" pomoc. Jeżeli ludzie w tak strasznych warunkach nie decydują się jej przyjąć ale wolą ryzykować śmierć z zamarznięcia to znaczy tylko jedno: że cena oferowanej im "pomocy" jest za »
-
Ulica nawet zimą jest ich dachem
yaman49
26.12.10, 14:45
Ten problem jest trudniejszy niż władzom administracyjnym się wydaje. Nasz niewydolny i odhumanizowany system pomocy społecznej może traktować tych ludzi jako (liczbowo) problem marginalny. »
-
Jaja sobie robicie...?
art_102
26.12.10, 17:13
"Jerzy wyciąga z portfela rachunki wystawione przez ogrzewalnie - 15 zł za noc albo 380 zł za miesiąc" - co to ma być za pomoc? Mój syn mniej płaci za akademik na studiach, bo 340 zł i nikt»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter




