Kara dla chorej na SM za zakłócanie ciszy nocnej

Marcin Pietraszewski
2010-12-21 , aktualizacja: 21.12.2010 12:21
A A A Drukuj
- Uważam wyrok za krzywdzący, bo podczas ataku choroby nie panuję nad swoim ciałem - mówi Danuta Świtała Fot. Przemysław Jendroska/Agencja Gazeta - Uważam wyrok za krzywdzący, bo podczas ataku choroby nie panuję nad swoim ciałem - mówi Danuta Świtała
Cierpiąca na stwardnienie rozsiane Danuta Świtała, która podczas ataku choroby zakłóciła ciszę nocną, została ukarana naganą. - To kara wychowawcza, a nie represyjna - stwierdził sąd
- Dla sędziów korzystanie przez chorą osobę z przyrządów ortopedycznych jest wykroczeniem. Ten wyrok jest niedopuszczalny i będziemy się od niego odwoływali - zapowiada Leszek Krupanek, katowicki prawnik reprezentujący skazaną kobietę.

O zakłócanie ciszy nocnej oskarżona została chora na stwardnienie rozsiane Danuta Świtała z Katowic. 30 grudnia zeszłego roku miała tzw. rzut choroby. To trwający kilka dni atak, podczas którego kobieta miała drgawki, problemy z widzeniem oraz zaburzenia równowagi. Zeznająca w jej procesie rehabilitantka potwierdziła przed sądem, że Świtała w tym czasie była w takim stanie, że nie mogła wykonywać ćwiczeń. Większość czasu spędzała w łóżku, a wstając, poruszała się za pomocą lasek lub balkonika ortopedycznego. Zdarzyło się jej wtedy przewrócić krzesło, regał lub wpaść na szafę. - Nie robiłam tego specjalnie, to było bezwiedne - zapewnia kobieta.

4 stycznia po godz. 22 do jej drzwi zapukał mężczyzna i powiedział, że impreza, która się u niej odbywa, przeszkadza mu w wypoczynku. Zagroził, że jak nie przerwie irlandzkich tańców i nie ściszy muzyki, to wezwie policję. Świtała nie zdążyła mu wytłumaczyć, że to nie tańce, tylko stukot lasek. Kilkanaście minut później pojawił się u niej patrol policji.

Świtała nie była przyjaźnie nastawiona do stróżów prawa, bo zaczęli ją pytać, czy coś piła, i szukali śladów imprezy. Kobieta powiedziała im, że nie puszczała muzyki, tylko cierpi na sclerosis multiplex [łacińska nazwa choroby - przyp. red.], ale policjanci jej nie zrozumieli. Gdy wyszli, pani Danuta w złości kilka razy uderzyła laską w podłogę. Kilka tygodni po tej interwencji oskarżono ją o "zakłócanie porządku publicznego i ciszy nocnej krzykiem i hałasem".

Sąd przesłuchał w tej sprawie policjantów biorących udział w interwencji, sąsiada, który ich wezwał, lekarkę leczącą Świtałę, a także jej rehabilitantkę. W piątek uznał, że chora na stwardnienie rozsiane kobieta popełniła jednak zarzucane wykroczenie. - Sąd ukarał ją naganą. To kara wychowawcza, nie represyjna - mówi sędzia Krzysztof Hejosz, prezes Sądu Rejonowego Katowice-Zachód. Wyrok nie jest jednak prawomocny.

Danuta Świtała wyrok przyjęła z niedowierzaniem. Z rozżalenia rozebrała choinkę, bo nie ma ochoty na święta. - Czuję się jak kryminalistka - powiedziała nam wczoraj. Dodała, że nie ma już siły na dalszą walkę przed sądem. - Prawnik mówi jednak, że nie mogę się poddawać. Niech więc pisze zażalenie - mówi kobieta.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka, której przedstawiciel obserwował proces Świtały, jest zdumiona wyrokiem. - Jest on niezrozumiały, dlatego jeszcze mocniej będziemy wspierali panią Świtałę przed sądem drugiej instancji - zapowiada doktor Adam Bodnar z HFPC.

Podziel się

  • 61 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    62 głosy