Szukają przecieku w Szkole Policji

Marcin Pietraszewski
2010-12-09 , aktualizacja: 09.12.2010 21:58
A A A Drukuj
Kadr z filmu, który wywołał trzęsienie ziemi w policji. Widać na nim, jak funkcjonariusze pchają samochody Kadr z filmu, który wywołał trzęsienie ziemi w policji. Widać na nim, jak funkcjonariusze pchają samochody
Kierownictwo katowickiej Szkoły Policji szuka autora filmu, na którym widać, jak policjanci podczas zajęć z zatrzymywania uciekających bandytów muszą pchać radiowozy. Wykładowca, który ujawnił film, został już czasowo odsunięty od zajęć.
Napisaliśmy w "Gazecie", że Szkoła Policji w Katowicach wyrejestrowała radiowozy wykorzystywane do szkolenia funkcjonariuszy, więc przyszli stróże prawa podczas ćwiczeń z zatrzymywania "przestępców" muszą je pchać.

W internecie pokazaliśmy film z takich właśnie zajęć, nakręcony przez kursantów. Jest szokujący. Widać na nim najnowocześniejsze w tej części Europy miasteczko treningowe policji (uliczki z bankiem, kantorem, sklepem, jubilerem, przystankiem autobusowym, barem) oraz umundurowanych policjantów, którzy pchają pandę z "bandytami" oraz dwa próbujące ją zablokować radiowozy.

Po naszej publikacji sprawą zainteresowała się komenda główna. Kierownictwo katowickiej szkoły zostało poproszone o wyjaśnienia, a w poniedziałek rozpocznie się w niej kontrola.

- Ja rozumiem, że wyciąganie "bandyty" z auta można robić w sposób statyczny. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby kursanci w taki sposób trenowali zatrzymywanie samochodów - powiedział nam młodszy inspektor Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy komendy głównej. Dodał, że policja posiada ponad 20 tys. radiowozów i nie ma potrzeby ćwiczenia na atrapach. - Widok umundurowanych funkcjonariuszy pchających radiowozy jest nie do zaakceptowania - podkreślił Sokołowski.

Kierownictwo szkoły początkowo twierdziło, że film jest żartem kursantów, potem, że przedstawia przygotowania do statycznych ćwiczeń z wyciągania przestępców z zatrzymywanych samochodów. Do takich zajęć wykorzystuje się atrapy aut. W szkole zaczęło się też wewnętrzne śledztwo. Jej szefowie za wszelką cenę chcą się dowiedzieć, kto i jak nakręcił ujawniony przez "Gazetę" film. - Wykładowcy muszą pisać notatki, kto i dlaczego w taki, a nie inny sposób prowadził zajęcia - mówi podinspektor Jacek Kosmaty, wykładowca szkoły, który przekazał nam film.

W środę zastępca komendanta szkoły w obecności szefa kadr poprosiła Kosmatego o ujawnienie okoliczności powstania filmu, podanie nazwisk autora oraz kursantów, których słychać w tle. Kosmaty chciał, aby wydano mu taki rozkaz na piśmie. Nie dostał go, więc wyjaśnił, że film dostał na prywatnego e-maila. "Biorąc pod uwagę zaistniałą sytuację, nie ujawnię danych osoby, która przesłała film na adres mojej poczty. (...) Nadmieniam, że niniejszą notatkę sporządziłem na polecenie swojego przełożonego, w dalszym ciągu wyrażając wątpliwość, czemu mają służyć podejmowane w związku z zaistniałą sytuacją działania kierownictwa Szkoły Policji w Katowicach" - napisał Kosmaty.

W czwartek, kiedy rano przyjechał do szkoły, przełożeni powiedzieli mu, że na dwa dni został odsunięty od prowadzenia zajęć z kursantami. - Zakomunikowano mi, że w poniedziałek zapadnie decyzja, co ze mną zrobić - mówi Kosmaty. Po czterech godzinach zakaz prowadzenia zajęć został jednak cofnięty. Podinspektor poprowadził więc dwa z sześciu zaplanowanych na czwartek zajęć.

Młodszy inspektor Dorota Matys, rzeczniczka szkoły, nie chciała w czwartek rozmawiać z "Gazetą". Wydała oświadczenie, w którym potwierdziła, że wykładowcy otrzymali polecenie napisania notatek na temat naszej publikacji. "Dokumenty te powinny się przyczynić do wyjaśnienia zdarzenia zarejestrowanego na filmie" - napisała Matys. Dodała, że kierownictwo szkoły ma wątpliwości co do działań Kosmatego. Zgodnie z przepisami prawo do udzielania informacji dziennikarzom mają wyłącznie rzecznik lub upoważnieni policjanci. "Takiego upoważnienia J. Kosmatemu nie udzielono" - stwierdziła Matys. Zaapelowała też do dziennikarzy, aby pisząc o szkole, stosowali się do zasad etyki dziennikarskiej.

Kosmaty: - Przepraszam kolegów, że naraziłem ich na problemy, ale mam już dość tego zakłamania. Autorzy filmu mogą spać spokojnie. Nie zdradzę ich.

Komentarz Marcina Pietraszewskiego

Zew natury

Policja staje się coraz bardziej nowoczesna i sprawna. Nie jest jednak wolna od absurdów. Zdarzy się jej przetarg na zakup wody mineralnej rozstrzygnąć we wrześniu, po upałach, lub kupić supernowoczesne motocykle wraz z pierwszym śniegiem.

Myślałem, że nic już nie przebije widoku przyszłych policjantów pchających radiowozy na zajęciach w szkole policji. Okazało się, że byłem w błędzie. Jeszcze większym absurdem jest bowiem reakcja kierownictwa szkoły, które wszczęło wewnętrzne śledztwo. Wykładowcy piszą notatki, będą składali wyjaśnienia. A wszystko po, by ustalić, kto dał cynk mediom i naraził budowany przez lata wizerunek placówki.

Panowie oficerowie! Nie traćcie czasu i energii. Tropiąc źródło przecieku, nie spowodujecie, że kursanci będą szkoleni na miarę XXI wieku. Zamiast tracić czas na łapanie sprawców tej "zbrodni", rozwiążcie problem. To proste, wystarczy wlać benzynę do baków. Chociaż, z drugiej strony, trudno się wam dziwić. Pewnie nie umiecie robić nic innego. Prowadzenie śledztw weszło wam w krew.



Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów