Członkini sekty nie dostanie miliona euro odszkodowania

Marcin Pietraszewski
2010-11-20 , aktualizacja: 20.11.2010 20:03
A A A Drukuj
Szef podlegającego kurii diecezjalnej Śląskiego Centrum Informacji o Sektach "Kana" nie musi płacić miliona euro odszkodowania. Katowicki sąd uznał, że miał prawo krytycznie wypowiadać się o sekcie Himawanti.
Sąd Okręgowy w Katowicach umorzył niedawno postępowanie w tej sprawie. Decyzja jest prawomocna. - Zdaniem sędziów nie doszło do zniesławienia, bo oskarżony, wypowiadając się o Himawanti, informował opinię publiczną o związanych z tym ruchem zagrożeniach - mówi sędzia Jacek Krawczyk, rzecznik prasowy katowickiego sądu.

Dariusz Pietrek jest szefem Śląskiego Centrum Informacji o Sektach i Grupach Psychomanipulacyjnych "Kana" w Katowicach. Zajmuje się doradztwem prawnym i psychologicznym dla ofiar sekt oraz ich rodzin. Prowadzi też zajęcia w szkołach, podczas których opowiada młodzieży o metodach werbunku do sekt oraz o wiążących się z tym zagrożeniach. We wtorek dostał postanowienie sądu, które oczyszcza go z zarzutów.

Prywatny akt oskarżenia przeciwko Pietrkowi złożyła Marta S., pochodząca z Pomorza członkini Bractwa Zakonnego Himawanti. To sekta, która trzy razy bezskutecznie starała się o rejestrację jako mniejszość wyznaniowa. MSWiA odmawiało, uznając, że statut bractwa jest sprzeczny z konstytucją. Pochodzący z Jaworzna guru BZH Ryszard M. ps. "Mohan" trzy lata temu został wysłany przez gliwicki sąd na leczenie psychiatryczne. Policja zatrzymała go wtedy za groźby karalne kierowane pod adresem Pietrka. "Mohan" miał też stać za groźbami pod adresem Jana Pawła II, skazano go również za napaść na byłą członkinię sekty. Szef Kany był wtedy konsultantem Centralnego Biura Śledczego. Od tego czasu znajduje się na czarnej liście BZH.

Marta S. zarzuciła Pietrkowi zniesławienie i nawoływanie do waśni na tle religijnym. Kobietę zabolały publikacje, w których szef Kany określił Himawanti jako bractwo zakonne hipokrytów i stwierdził, że jest ono sektą "destrukcyjną, a nawet terrorystyczną". Kobieta twierdziła, że w wyniku tych publikacji do jej mieszkania wtargnęli dziennikarze jednego z tabloidów i ukradli jej 200 funtów, a dzieci sąsiadów przestały bawić się z jej synem. - Z tytułu licznych pomówień zostały obrażone moje wartości duchowe, poniosłam straty moralne, jak również została naruszona moja nietykalność cielesna - tłumaczyła w akcie oskarżenia Marta S. Dodaje, że Kana jest organizacją nazistowską, a Pietrek, krytykując Himawanti, daje upust swoim faszystowskim poglądom. Jako rekompensaty domagała się rekordowego odszkodowania w wysokości miliona euro.

Postępowanie w tej sprawie toczyło się dwa lata. Sąd pierwszej instancji uznał, że w słowach Pietrka nie było nic obraźliwego. Zażalenie na tę decyzję złożyła jednak Marta S. Twierdziła, że Himawanti zajmuje się pomocą dla osób, które w dzieciństwie padły ofiarą molestowania ze strony księży i zakonnic, a wypowiedzi Pietrka to nic innego jak "próba niszczenia naszej działalności terapeutycznej, która w realiach tego kraju i pedofilskiego zepsucia, jakie tu panuje, jest działalnością potrzebną i pożądaną". Sąd drugiej instancji także uznał, że szef Śląskiego Centrum Informacji o Sektach nie popełnił przestępstwa.

Pietrek zapowiada, że dalej będzie robił swoje. - Przypominam jednak, że my nie nawracamy członków sekt, lecz pomagamy ich ofiarom oraz ich rodzinom - tłumaczy Pietrek. Przyznaje, że dwuletni proces kosztował go sporo nerwów.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów