Urodziła i wyrzucili ją z domu. Potrzebuje pomocy

Anna Malinowska
2010-11-06 , aktualizacja: 06.11.2010 16:40
A A A Drukuj
- Z tym bachorem nie masz po co wracać do domu - usłyszała od rodziców ciężarna Dagmara. 19-letniej matce chciały pomóc lekarki, ale wtedy okazało się, że w Katowicach nie ma placówki, która pomaga kobietom w takiej sytuacji
Szczupła brunetka o dziecięcej buzi kilka dni temu zjawiła się w Szpitalu Kolejowym w Katowicach. Lekarzom wyrecytowała formułkę o tym, że zrzeknie się praw do dziecka i zostawi je do adopcji. - Próbowałyśmy z koleżankami z nią rozmawiać. Była zamknięta w sobie, prawie w ogóle się nie odzywała. W końcu zaczęła płakać. Od słowa do słowa opowiedziała nam o swoim życiu - mówi Barbara Doniec, ordynator oddziału noworodków.

Edukację zakończyła na gimnazjum, później dorabiała na czarno. Rodzice nie za bardzo przejmowali się losem córki, bo częściej myśleli o wódce. Gdy Dagmara poznała chłopaka, mówiła, że jej życie nabrało sensu. Zaszła w ciążę, ale nie poszła do lekarza. Nie miał jej kto powiedzieć, że jako ciężarna ma prawo do opieki medycznej. Ojciec dziecka przestał się z Dagmarą spotykać, wyparł się ojcostwa.

Przed pójściem do szpitala dziewczyna usłyszała od rodziców, że "z bachorem w ogóle nie ma po co do domu wracać". - Płakała, bo w końcu wyznała nam, że tak naprawdę nie chce dziecka nigdzie zostawiać. Zaczęłyśmy więc wydzwaniać i szukać dla niej miejsca - mówi ordynator Doniec.

Pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Katowicach poinformowali, że dziewczynę może przyjąć placówka przy ul. Orkana. To hotel dla kobiet, w którym jest 70 miejsc. Obecnie przebywa w nim sto osób. - To placówka, do której trafiają wszyscy. Ostatnio nasza bezdomna pacjentka, u której stwierdzono nowotwór. Czeka tam na miejsce w hospicjum. To nie są warunki dla noworodka i dziewczyny, która miała właśnie cesarskie cięcie - uważa lekarka.

Doktor Doniec dowiedziała się o ośrodku dla matek z małymi dziećmi w Rudzie Śląskiej. - Kiedy zaproponowałam urzędnikom z MOPS-u umieszczenie tam Dagmary, usłyszałem, że miasto za taki pobyt nie zapłaci, bo nie ma na to pieniędzy. To się nazywa biurokratyczna znieczulica - denerwuje się Doniec.

Teresa Moralewicz, dyrektorka Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Rudzie Śląskiej mówi, że w takich sytuacjach obowiązuje rejonizacja. - Mamy ośrodek dla matek z małymi dziećmi na 15 osób. Mamy też mieszkanie i ośrodek PCK dostosowany do potrzeb noworodków. Dla mieszkanek Rudy Śląskiej pobyt u nas jest darmowy. Za kobiety z innych miast muszą płacić tamtejsze jednostki - mówi dyrektor Moralewicz. Dodaje, że czasem ośrodek jest przepełniony. - Ostatnio wysłaliśmy mamę z dzieckiem do ośrodka w Rybniku. Płacimy za jej pobyt - mówi.

Agatą Mryc, wicedyrektorką katowickiego MOPS-u: - Nie mogę tej sprawy komentować, bo nie mam zgody zainteresowanej.

Mryc zapewnia natomiast, że każdy, kto potrzebuje pomocy, otrzymuje ją. - Nakazuje nam to ustawa. Znalezienie odpowiedniego ośrodka nie jest jednak łatwe. Szukamy takiego, na który nas stać. A ceny wahają się od 600 do 3 tys. zł za miesiąc. Szukamy najtańszego - mówi wicedyrektorka.

Kilka najbliższych dni Dagmara spędzi jeszcze w szpitalu. Lekarze liczą, że po nagłośnieniu sprawy dziewczyna znajdzie własny kąt. - Dziecko jest zdrowe, mama karmi piersią. Nie można zniszczyć więzi między nimi - podkreślają.

* Imię bohaterki na jej prośbę zostało zmienione

Komentarz Anny Malinowskiej

W Rudzie Śląskiej, mieście dużo mniejszym od Katowic, młoda matka w trudnej sytuacji życiowej może liczyć na własny kąt w specjalnym ośrodku. W stolicy województwa nikt o tym nie pomyślał, a przecież nie trzeba wiele. Wystarczy na przyszłość wydzielić i przystosować dla matek z dziećmi pokoje w już istniejącym hotelu dla kobiet: młode matki potrzebują odrobiny intymności, miejsca na przewijak i kąpiel malucha. Skoro życie i tak ich nie rozpieszcza, lepiej zawczasu zaoszczędzić im upokorzeń.



Podziel się

  • 21 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów