Wojna pod przedszkolem. Rodzice kontra taksówkarze

Witold Gałązka
2010-10-12 , aktualizacja: 12.10.2010 13:05
A A A Drukuj
Fot. Marcin Onufryjuk / AG
Na wojnie między taksówkarzami i setką rodziców odwożących dzieci do przedszkola Pod Topolą w Sosnowcu używano już policji, straży miejskiej, blokad kół, mandatów, obelg i gróźb. Spór oparł się o radnych. - Dojdzie do rękoczynów! - martwią się przedszkolanki.
Przedszkole nr 27, otoczone trawnikiem jak na zielonej wyspie, stoi przy jednym z najruchliwszym skrzyżowań w mieście. Schodki biegnące od drzwi wiodą wprost na postój taksówek, który kilkanaście lat temu wywalczyli taryfiarze. Cenią sobie miejsce. - To dobry przelotowy punkt obok uczęszczanego przystanku - tłumaczą.

Ten sam kawałek asfaltowego chodnika bezcenny jest też dla rodziców. - Co rano odprowadzamy dzieci, spiesząc się do pracy, a przedszkole ma jedno wejście, żadnego parkingu, i najłatwiej przystanąć tu autem - mówią.

Do starć dochodzi od lat.

Taksówkarze: - Rodzice po pańsku każą nam przesuwać auta i pyskują, że zajmujemy im miejsce.

Rodzice: - Taksówkarze po chamsku obrażają i grożą policją. Nie zadzieramy z nimi, bo się boimy o auta.

Miarka przebrała się rok temu. - W Dzień Matki zaprosiliśmy rodziców na przedstawienie, a taksówkarze wezwali straż miejską, która założyła blokady i powlepiała ludziom trzystuzłotowe mandaty. Było nam przykro - wspomina Elżbieta Świątek, wicedyrektorka przedszkola. Dodaje, że od co najmniej 3 lat dyrekcja prosi urząd miejski o rozwiązanie problemu. Bez skutku.

Od incydentu w Dzień Matki stosunki na ulicy Pod Topolą zaostrzyły się. Rodzice wypatrzyli, że taksówkarze załatwiają się w krzakach przy postoju. Taryfiarze - ośmieleni sukcesem - coraz częściej grożą wezwaniem stróżów prawa.

- Funkcjonariusze muszą interweniować, gdy mamy wezwanie, a parkowanie pojazdu na postoju taksówek jest wykroczeniem - przyznaje Włodzimierz Sieruga z sosnowieckiej straży miejskiej.

Kilkanaście dni temu jedna z matek przybiegła do przedszkola z płaczem. - Bo ci łeb upier ! - miał krzyknąć taksówkarz.

Rodzice postanowili się bronić. Pod petycją do prezydenta podpisało się 120 osób. Proszą o przeniesienie postoju taksówek o 300 m i urządzenie na jego miejscu podjazdu z możliwością parkowania do 10 minut. - Ewentualnie prosimy o wskazanie publicznego parkingu, który umożliwia bezpieczny dowóz i odbiór dzieci - zastrzegli.

- Taki parking jest, i to niecałe sto metrów dalej, pod kościołem św. Barbary - uważa radny Wacław Tabaka, wiceszef Komisji Gospodarki Komunalnej i Komunikacji, na której postawiono wniosek mieszkańców. Problem w tym, że to prywatna własność parafii. - Proboszcz nie robi nam problemów, ale czy będzie tak życzliwy, gdy miasto urządzi regularny parking pod kościołem? - obawia się wicedyrektorka Świątek. Rodzice dodają z oburzeniem, że to skandal, by gmina spychała swój problem na parafię. - I co z tego? Okaże się, czy proboszcz ma miłosierdzie - kpi wiceprzewodniczący Tabaka i zapowiada, że nie da ruszyć postoju taksówek, bo jest tam od dawna, a państwo mamy świeckie.

Tymczasem Wojciech Guzik, naczelnik wydziału organizacji zarządzania drogami i ruchem drogowym UM w Sosnowcu, ma nadzieję, że problem uda się rozwiązać inaczej. Pod wpływem petycji z planowanego remontu skrzyżowania (który się odsuwał, bo nie było pieniędzy) wydzielono proste zadanie - budowę zatoki parkingowej. - W przyszłym roku Miejski Zarząd Ulic i Mostów zbuduje ją na trawniku obok postoju taksówek - obiecuje Wojciech Guzik i zaleca, by do tego czasu rodzice parkowali pod św. Barbarą.

A co, jeśli proboszcz straci cierpliwość i - jak wcześniej taksówkarze - zadzwoni po straż miejską?

- Wtedy będziemy interweniować - obiecuje naczelnik Sieruga.

Podziel się

  • 42 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów