Nikt nie chce wychodzić na głupka. Salowe też nie
2010-10-07
, aktualizacja: 07.10.2010 23:26
Salowe ze Szpitala Specjalistycznego w Dąbrowie Górniczej protestują nie tylko dlatego, że nie chcą gorszych warunków zatrudnienia. Protestują także w obronie własnej godności.
ZOBACZ TAKŻE
- Salowe z Dąbrowy Górniczej zwyciężyły w sądzie pracy (18-11-10, 01:08)
- Kasjerki liczyły po włosku. "Też mamy swoje potrzeby" (07-10-10, 22:12)
- Szpital jak tratwa. Salowe uparcie koczują w urzędzie (18-09-10, 12:41)
- Salowe zdesperowane. Okupacja gabinetu prezydenta (16-09-10, 01:08)
- Protestujące salowe uwięzione na dachu urzędu miasta (07-09-10, 22:11)
Miesiąc temu salowe rozpoczęły protest, o którym głośno było we wszystkich mediach, łącznie z ogólnopolskimi stacjami telewizyjnymi. Grupce zdesperowanych kobiet bardziej chyba jednak zależy na pracy niż na pojawianiu się w telewizyjnych migawkach. Za tydzień, dwa skończą im się pieniądze z ostatniej pensji i nie będą miały z czego żyć, bo z powodu protestu zostały całkiem bez pracy.
Sześć lat temu dyrekcja szpitala w Dąbrowie Górniczej zdecydowała o wprowadzeniu tzw. outsourcingu. Chodzi o to, by na przykład zamiast zatrudniania praczek, zlecić pranie zewnętrznej firmie. To samo z gotowaniem, sprzątaniem i tak dalej... Cel jest jeden - oszczędności.
Firma Aspen, która wygrała wtedy przetarg na sprzątanie dąbrowskiego szpitala, zobowiązała się, że zatrudni wszystkie salowe na tych samych warunkach, na jakich zatrudniał je wcześniej szpital. Podpisywaniu umowy między Aspenem a szpitalem przyglądały się władze miasta.
Salowe otrzymywały w szpitalu pensje minimalne plus dodatki za pracę w nocy i święta oraz wysługę lat. Skoro firma Aspen zobowiązała się do zatrudnienia kobiet na identycznych warunkach, to jakim cudem mogła oferować szpitalowi sprzątanie za niższą kwotę, niż ten sam wcześniej wydawał na wynagrodzenia dla salowych? Czy nikt, kto umie liczyć, nie wpadł na to, że nie da się tego pogodzić?
Dyrektor innego szpitala tłumaczył mi, że nie chodzi tylko o oszczędności na pensjach. Szpitali nie stać też na inwestycje w nowoczesne maszyny potrzebne do sprzątania. Zgoda. Skoro jednak inwestują w taki sprzęt prywatne firmy i gwarantują przy tym niższe koszty sprzątania, to jasne jest, że oszczędzać będą gdzie indziej.
W przypadku dąbrowskiego szpitala odpowiedź nadeszła niedługo po podpisaniu kontraktu z Aspenem. Firma wypowiedziała salowym umowy o pracę i zaproponowała nowe, a w nich "gołe" pensje bez dodatków. Kobiety straciły na tym ponad 400 zł. Było ich wtedy 100. Protestowały, ale bez skutku.
Niedawno kolejny przetarg na sprzątanie wygrała firma Naprzód, która miała tańszą ofertę od Aspenu. Salowe dostały zawiadomienie, że nowy pracodawca zatrudni je na takich samych warunkach jak poprzedni. I znów rozczarowanie. Gwarantowanej prawem pensji minimalnej wprawdzie nie można już obniżyć, ale Naprzód chciał zmienić umowy na czas nieokreślony na czasowe - na dwa lata.
Salowe na tym nic by nie straciły finansowo, ale łatwiej można je zwolnić. W tej sytuacji nikt nie powinien się dziwić, że protestują, okupując urząd miejski. Bronią, jak potrafią, nie tylko swoich interesów, lecz także swojej godności. Nikt z nas nie chciałby dać się łatwo oszukać, nikt nie chce wychodzić na głupka. Powinny to zrozumieć władze miasta i dyrekcja szpitala. Zamiast powtarzać, że nie są stroną sporu, spróbować na poważnie im pomóc. W końcu one też kiedyś obiecywały salowym, że wszystko będzie jak dawniej.
Sześć lat temu dyrekcja szpitala w Dąbrowie Górniczej zdecydowała o wprowadzeniu tzw. outsourcingu. Chodzi o to, by na przykład zamiast zatrudniania praczek, zlecić pranie zewnętrznej firmie. To samo z gotowaniem, sprzątaniem i tak dalej... Cel jest jeden - oszczędności.
Firma Aspen, która wygrała wtedy przetarg na sprzątanie dąbrowskiego szpitala, zobowiązała się, że zatrudni wszystkie salowe na tych samych warunkach, na jakich zatrudniał je wcześniej szpital. Podpisywaniu umowy między Aspenem a szpitalem przyglądały się władze miasta.
Salowe otrzymywały w szpitalu pensje minimalne plus dodatki za pracę w nocy i święta oraz wysługę lat. Skoro firma Aspen zobowiązała się do zatrudnienia kobiet na identycznych warunkach, to jakim cudem mogła oferować szpitalowi sprzątanie za niższą kwotę, niż ten sam wcześniej wydawał na wynagrodzenia dla salowych? Czy nikt, kto umie liczyć, nie wpadł na to, że nie da się tego pogodzić?
Dyrektor innego szpitala tłumaczył mi, że nie chodzi tylko o oszczędności na pensjach. Szpitali nie stać też na inwestycje w nowoczesne maszyny potrzebne do sprzątania. Zgoda. Skoro jednak inwestują w taki sprzęt prywatne firmy i gwarantują przy tym niższe koszty sprzątania, to jasne jest, że oszczędzać będą gdzie indziej.
W przypadku dąbrowskiego szpitala odpowiedź nadeszła niedługo po podpisaniu kontraktu z Aspenem. Firma wypowiedziała salowym umowy o pracę i zaproponowała nowe, a w nich "gołe" pensje bez dodatków. Kobiety straciły na tym ponad 400 zł. Było ich wtedy 100. Protestowały, ale bez skutku.
Niedawno kolejny przetarg na sprzątanie wygrała firma Naprzód, która miała tańszą ofertę od Aspenu. Salowe dostały zawiadomienie, że nowy pracodawca zatrudni je na takich samych warunkach jak poprzedni. I znów rozczarowanie. Gwarantowanej prawem pensji minimalnej wprawdzie nie można już obniżyć, ale Naprzód chciał zmienić umowy na czas nieokreślony na czasowe - na dwa lata.
Salowe na tym nic by nie straciły finansowo, ale łatwiej można je zwolnić. W tej sytuacji nikt nie powinien się dziwić, że protestują, okupując urząd miejski. Bronią, jak potrafią, nie tylko swoich interesów, lecz także swojej godności. Nikt z nas nie chciałby dać się łatwo oszukać, nikt nie chce wychodzić na głupka. Powinny to zrozumieć władze miasta i dyrekcja szpitala. Zamiast powtarzać, że nie są stroną sporu, spróbować na poważnie im pomóc. W końcu one też kiedyś obiecywały salowym, że wszystko będzie jak dawniej.
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


