Brud i smród, aż wstyd. Katowice to raj dla handlarzy
2010-10-02
, aktualizacja: 02.10.2010 20:50
Warzywa sprzedawane wprost z chodnika i podróbki kosmetyków z tekturowych pudeł. Brud i smród w samym centrum miasta. Aż wstyd. Tylko nie urzędnikom, którzy swoją bezradność tłumaczą ułomnym prawem - pisze Przemysław Jedlecki
ZOBACZ TAKŻE
- Nie ma mocnych na dziki handel na ulicach (23-03-11, 13:32)
- Katowice ukręcą bat na straganiarzy (31-01-11, 00:30)
- Koniec handlu okrężnego w centrum Katowic? (15-12-10, 23:15)
- Handlarze wyrzuceni spod dworca. Spotkasz ich na rynku (15-10-10, 16:45)
- Na chorzowskim rynku trawa i parkingi zamiast straganów (13-08-10, 13:48)
- Kupcy kontra władze miasta. Wielka kłótnia o bazar (11-03-10, 12:36)
Kto w Katowicach chce przeżyć podróż w czasie i cofnąć się o 20 lat, powinien udać się w okolice estakady na placu Szewczyka. Zaczyna on przypominać dzikie targowisko. Można tu kupić niemal wszystkie warzywa, parę gatunków grzybów, kwiaty, drobny sprzęt AGD, baterie i latarki. Czasem można też trafić na bieliznę i kosmetyki. Nikt tego nie ogarnia, nie porządkuje. Wszędzie walają się śmieci. Kto nie patrzy uważnie pod nogi, raz-dwa pośliźnie się na liściu kapusty.
Nie widać, by władzom miasta to przeszkadzało. Chyba one jedyne, choć od magistratu to zaledwie kilka kroków, tego miejsca nie odwiedzają. Gdyby było inaczej, urzędnicy musieliby przestać się chwalić, że Katowice są "miastem prawdziwie europejskim, w którym nowoczesność twórczo nawiązuje do tradycji". I tym, że "dzisiejsze nowoczesne oblicze Katowic jest zasługą konsekwentnej polityki prowadzonej przez włodarzy miasta przez ostatnie lata".
Na placu Szewczyka, ale też przylegających do niego ulicach - Stawowej i 3 Maja - tej europejskiej nowoczesności jakoś nie widać.
Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu, mówi, że winę za taki stan rzeczy ponoszą wprowadzone latem tego roku zmiany w kodeksie wykroczeń. Wtedy straż miejska straciła możliwość karania osób, które bez zezwolenia zajmują drogę lub pas drogi publicznej.
Rzecznik narzeka na parlamentarzystów i zapewnia, że miasto zacznie szukać pomysłów, jak ograniczyć dziki handel. Pociesza też, że taki problem jest w każdym dużym mieście i np. w Warszawie jest gorzej.
Prawda jest jednak taka, że są duże miasta, które mimo zmian w przepisach walczą z dzikimi handlarzami. Stosowne zarządzenie wydał w tej sprawie prezydent Gdańska, a władze Łodzi nie cofnęły się przed użyciem siły. Przeciwko przekupkom ruszyli strażnicy miejscy. Skutecznym sposobem na straganiarzy okazało się wywożenie towaru do miejskich magazynów. Owszem, handlarz może swoją własność odzyskać, ale musi zapłacić za przechowanie i pokazać faktury. Magistrat w Gdańsku zapowiada, że akcja będzie trwała tak długo, jak długo w mieście będą pojawiać się nielegalne stoiska. Radni tego miasta postanowili ponadto, że osoby przyłapane na handlowaniu w miejscu do tego nieprzeznaczonym muszą zapłacić po 400 zł dziennie za każdy metr zajętej powierzchni.
Tymczasem w Katowicach dziki handel ma się bardzo dobrze.
Owszem, Krzysztof Król, rzecznik katowickiej straży miejskiej, przyznaje, że to granda i wstyd, ale nic się z tym nie da zrobić, bo brakuje przepisów. Można by się za to zabrać, gdy Katowice pójdą śladem Gdańska.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że gdyby Katowice były dobrze zarządzane, to problem byłby już rozwiązany. Nie trzeba się przecież silić na oryginalność. Nikt nie każe prezydentowi wyważać otwartych drzwi. Wystarczy zajrzeć na internetową stronę Gdańska i po prostu szybko zrobić to samo. Trzeba tylko trochę odwagi i zdecydowania.
Nie widać, by władzom miasta to przeszkadzało. Chyba one jedyne, choć od magistratu to zaledwie kilka kroków, tego miejsca nie odwiedzają. Gdyby było inaczej, urzędnicy musieliby przestać się chwalić, że Katowice są "miastem prawdziwie europejskim, w którym nowoczesność twórczo nawiązuje do tradycji". I tym, że "dzisiejsze nowoczesne oblicze Katowic jest zasługą konsekwentnej polityki prowadzonej przez włodarzy miasta przez ostatnie lata".
Na placu Szewczyka, ale też przylegających do niego ulicach - Stawowej i 3 Maja - tej europejskiej nowoczesności jakoś nie widać.
Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu, mówi, że winę za taki stan rzeczy ponoszą wprowadzone latem tego roku zmiany w kodeksie wykroczeń. Wtedy straż miejska straciła możliwość karania osób, które bez zezwolenia zajmują drogę lub pas drogi publicznej.
Rzecznik narzeka na parlamentarzystów i zapewnia, że miasto zacznie szukać pomysłów, jak ograniczyć dziki handel. Pociesza też, że taki problem jest w każdym dużym mieście i np. w Warszawie jest gorzej.
Prawda jest jednak taka, że są duże miasta, które mimo zmian w przepisach walczą z dzikimi handlarzami. Stosowne zarządzenie wydał w tej sprawie prezydent Gdańska, a władze Łodzi nie cofnęły się przed użyciem siły. Przeciwko przekupkom ruszyli strażnicy miejscy. Skutecznym sposobem na straganiarzy okazało się wywożenie towaru do miejskich magazynów. Owszem, handlarz może swoją własność odzyskać, ale musi zapłacić za przechowanie i pokazać faktury. Magistrat w Gdańsku zapowiada, że akcja będzie trwała tak długo, jak długo w mieście będą pojawiać się nielegalne stoiska. Radni tego miasta postanowili ponadto, że osoby przyłapane na handlowaniu w miejscu do tego nieprzeznaczonym muszą zapłacić po 400 zł dziennie za każdy metr zajętej powierzchni.
Tymczasem w Katowicach dziki handel ma się bardzo dobrze.
Owszem, Krzysztof Król, rzecznik katowickiej straży miejskiej, przyznaje, że to granda i wstyd, ale nic się z tym nie da zrobić, bo brakuje przepisów. Można by się za to zabrać, gdy Katowice pójdą śladem Gdańska.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że gdyby Katowice były dobrze zarządzane, to problem byłby już rozwiązany. Nie trzeba się przecież silić na oryginalność. Nikt nie każe prezydentowi wyważać otwartych drzwi. Wystarczy zajrzeć na internetową stronę Gdańska i po prostu szybko zrobić to samo. Trzeba tylko trochę odwagi i zdecydowania.
- 69 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
41 głosów
-
Brud i smród, aż wstyd. Katowice to raj dla han...
gotrak
02.10.10, 22:04
Mentalność włodarzy jest mentalnością odpustowych straganiarzy. Wystarczy tylko posłuchać jak formułują swe myśli - co i jak mówią; wystarczy popatrzeć na ich zachowanie - co wyraża; uważnie»
-
Brud i smród, aż wstyd. Katowice to raj dla han...
dewes
03.10.10, 09:08
A ja myślałem, że to takie celowe działanie. Już na wstępie ostrzec przyjezdnych :> A tak poważnie to Centrum Katowic wygląda jak cyrk. Ostatnio bywam tam z przymusu co miesiąc i po »
-
Popis wazeliny
flet2
03.10.10, 09:34
Redaktorze Jedlecki! Z każdego pańskiego artykułu bije wielka tęsknota za prezydentem miasta z Platformy Obywatelskiej. Czy pan tak lubi, czy musi? »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter




