Wygodna komunikacja? To nabijanie ludzi w butelkę

Jacek Madeja
2010-09-21 , aktualizacja: 21.09.2010 16:30
A A A Drukuj
Zajezdnia w Zawodziu. Odnowiony karlik Fot. Marta Błażejowska/Agencja Gazeta Zajezdnia w Zawodziu. Odnowiony karlik
Autobusy i tramwaje wciąż nie są u nas konkurencją dla samochodów. Nie ma co liczyć na to, że posiadacze czterech kółek się przesiądą. Chyba że w komunikacji nastąpi rewolucja - pisze Jacek Madeja.
O tym, że warto zostawić samochód przed domem i wsiąść do autobusu lub tramwaju, od kilku dni z zapałem przekonuje Komunikacyjny Związek Komunalny GOP, organizator transportu publicznego. Wszystko z okazji Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu (jego kulminacja przypada w środę, kiedy obchodzony jest Dzień bez Samochodu). Kierowców, którzy tego dnia zostaną pasażerami, mają skusić darmowe przejazdy, kawa i ciastko oraz możliwość wygrania biletu kwartalnego.

To wystarczy? Być może na ten jeden dzień tak. Szczerze wątpię, że na stałe. Wejście i przejazd autobusem lub tramwajem będzie tego dnia jak pokerowe "sprawdzam". Nietrudno przewidzieć, jak zakończy się ta partia, bo karty, które trzyma w ręku organizator transportu w aglomeracji, to same przegrane blotki. Moim zdaniem sam na to rozdanie solennie zapracował - zamiast zachęcić ludzi do korzystania ze swoich usług, zrobił wiele, żeby ich odstraszyć i pozbyć się nawet wiernych pasażerów.

Sporą winę za taki stan rzeczy ponoszą prezydenci śląskich i zagłębiowskich miast. Wielu z nich od dawna stara się minimalizować własny wkład finansowy w publiczną komunikację. W 2009 roku KZK GOP, który skupia 25 gmin, dysponował budżetem w wysokości 490 mln zł, czyli trzy razy mniejszym od tego, co na organizację komunikacji u siebie wydała Warszawa i niewiele większym od wydatków Krakowa.

Efekt jest taki, że po stolicy wkrótce zacznie jeździć prawie 170 nowych tramwajów, a my musimy się cieszyć, jeśli trafi się nam przejażdżka przemalowanym 10-letnim karlikiem.

Nie lepiej jest z autobusami. Tutaj na wielu trasach wciąż rzęzi wiekowy ikarus, ale nie zanosi się na to, by miał ustąpić pola młodszym wozom. O tym, jak wiele by trzeba zmienić, najlepiej świadczą wyniki kontroli przeprowadzonej latem przez Inspektorat Transportu Drogowego. Po wyrywkowych badaniach autobusów w ośmiu miastach (m.in. w Katowicach, Bytomiu i Będzinie) okazało się, że co czwarty nie spełniał wymagań technicznych. Główne problemy to: przekroczenie wartości zadymienia spalin, wycieki paliwa, olejów, płynów hamulcowych, chłodniczych.

Jednak problem z komunikacją nie polega u nas wyłącznie na braku pieniędzy. Odpowiadające za tę dziedzinę osoby zdają się zapominać, że miejski transport powinien w równym stopniu wykorzystywać kolej, autobusy i tramwaje. Naukowcy przyrównują tę strukturę do szkieletu ryby: kręgosłup i główne ości to połączenia kolejowe, mniejsze to autobusy i tramwaje. U nas nikt się do tego nie stosuje, a pojawienie się w ofercie wspólnego biletu kolejowo-autobusowo-tramwajowego zakończyło się fiaskiem.

Dlatego nie wierzę, że w ciągu jednego dnia KZK GOP przekona kierowców do tramwajów i autobusów. Wmawianie im, że nasz transport miejski to wygoda, mniejsze stres, hałas i zanieczyszczenie powietrza, to najzwyczajniej nabijanie ludzi w butelkę. Bo kiedy na przystanek przyjedzie spóźniony rozklekotany gruchot, w którym deszcz leje się przez przeciekający dach, a spaliny dostają do środka, to na następny dzień wsiądą do niego tylko ci, którzy muszą, czyli nie mają alternatywy w postaci samochodu.

Podziel się

  • 43 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów