Nowoczesny cyklotron pomoże w Gliwicach chorym na raka
2010-09-19
, aktualizacja: 19.09.2010 03:30
Dr Zbigniew Wygoda prezentuje komorę syntezy radiofarmaceutyków, które podawane są pacjentom przed badaniem PET
Potężny bunkier z murem grubym na dwa metry, w nim stalowy walec opleciony cieniutkimi przezroczystymi przewodami. Trudno uwierzyć, że taka machina może pomóc chorym ludziom. A jednak!
ZOBACZ TAKŻE
- Złote kotwice pomagają w walce z rakiem prostaty (12-07-10, 21:53)
- W Gliwicach Robocop ruszył do akcji (29-01-11, 01:41)
- Na cholerę tomograf? (13-11-10, 16:00)
- Kosmiczny laser dla szpitala św. Barbary w Sosnowcu (07-11-10, 21:29)
- Pierwszy przeszczep łękotki na Śląsku [ZDJĘCIA] (27-10-10, 21:33)
- Trudniej o rehabilitację dla pacjentów po udarze mózgu (12-10-10, 13:29)
- NFZ opóźnia konkurs na leczenie, bo zatkały się serwery (09-10-10, 22:30)
- Kropka nad "i". Można przeszczepiać szpik w Gliwicach (16-09-10, 22:16)
- Cybernetyczny nóż już gotowy do walki z rakiem (22-12-10, 00:24)
SERWISY
Jako pierwszy w Polsce i jeden z nielicznych w Europie Instytut Onkologii w Gliwicach uruchomił kosztem 60 mln zł nowoczesny cyklotron do produkcji izotopów radioaktywnych używanych w diagnozowaniu i leczeniu chorych na nowotwory. By wytłumaczyć, do czego służy, trzeba zacząć od badania nazywanego PET. To tomografia pozytonowo-emisyjna. Pomaga ona w wykryciu najmniejszych skupisk komórek nowotworowych, a nawet w odróżnieniu, które z tych komórek są najbardziej niebezpieczne dla chorego, bo mogą być źródłem przerzutów.
- W tomografii komputerowej otrzymujemy obraz guza, wiemy, w jakim jest narządzie, jaki ma kształt. Natomiast tomografia pozytonowa umożliwia nam sporządzenie jego mapy komórkowej z najwyższą dokładnością. Kiedy nałożymy jeden obraz na drugi, mamy bardzo precyzyjne dane o nowotworze - mówi prof. Bogusław Maciejewski, dyrektor Instytutu Onkologii w Gliwicach.
Uzyskanie tak dokładnego obrazu jest możliwe dzięki wyrafinowanej technologii. Chorym podaje się dożylnie roztwór glukozy zawierający radioaktywny izotop. Glukoza w pierwszej kolejności wędruje do komórek nowotworu, bo to on rozrasta się najbardziej agresywnie. Jeśli więc w krótkim czasie od podania zastrzyku - od pół do dwu i pół godziny - chory będzie miał tomografię, zmiany nowotworowe będą dokładnie widoczne.
O ile PET ma już w Polsce wiele szpitali, cyklotron jest tylko jeden - w Bydgoszczy. Można w nim jednak produkować jedynie izotopy fluoru i węgla tylko na potrzeby tamtejszego centrum onkologii. Pozostałe ośrodki sprowadzają tzw. znaczniki, czyli roztwory zawierające izotopy radioaktywne z zagranicy. Jedne z Austrii, inne z Niemiec. Transport musi obywać się samolotem, bo izotopy służące do PET mają krótki czas rozkładu, co oznacza, że po upływie kilku godzin nie nadają się już do użycia w badaniu.
- To niezwykle kosztowne. Pomyśleliśmy, że trzeba zdobyć pieniądze na własny cyklotron i to najwyższej klasy, by można było wytwarzać izotopy różnych pierwiastków i dostarczać je także do innych ośrodków - mówi prof. Maciejewski. Część z potrzebnych na inwestycję 60 mln zł instytut otrzymał z funduszy europejskich, część z Ministerstwa Zdrowia, a część wyłożył z własnego budżetu.
Budowa zakończyła się przed rokiem. Potem rozpoczęły się testy sprawdzające jakość produkcji izotopów - bez tego Instytut nie mógłby ich sprzedawać innym szpitalom. Teraz IO czeka już tylko na certyfikat potwierdzający jego uprawnienia.
Wchodzimy do pracowni CT-PET. W przestronnej poczekalni gromadka chorych czeka na podanie izotopu i badanie tomografem. Przez przeszklony dach wpadają promienie słońca. Na niższym poziomie całkiem inny widok: ciemny bunkier, w którym stoi cyklotron. W swoim wnętrzu kryje 4 kg złota i 200 kg miedzi. Są potrzebne do wytworzenia silnego pola elektromagnetycznego. - Dzięki niemu zaczynają wirować protony. W ścianę cyklotronu wmontowane są specjalne cylindry, w każdym z nich inny pierwiastek. Cylindry pełnią rolę tarczy. Kiedy uderza w nie wiązka protonów, tworzą się radioaktywne izotopy - mówi dr Zbigniew Wygoda, szef Samodzielnej Pracowni Cyklotronu w gliwickim instytucie.
Potem cienkimi przezroczystymi przewodami izotopy "wędrują" z bunkra piętro wyżej, do tzw. komór syntezy radiofarmaceutyków. Komory można by przyrównać do szaf pancernych z niewielkimi okienkami. Ich ściany są pokryte stalową blachą, ale wnętrze wypełnia ołów, by zabezpieczyć pracowników laboratorium przed promieniowaniem.
Z trudem otwieram drzwi jednej z komór, ale kiedy słyszę, że ważą pół tony, dziwię się, że w ogóle zdołałam nimi ruszyć. - Są świetnie wyważone. To naprawdę najwyższej światowej klasy technologia - przekonuje dr Wygoda i pokazuje, jak wewnątrz innej komory robot miesza izotop z roztworem glukozy. Okienko w drzwiach jest tylko po to, by sprawdzać, czy wszystko przebiega prawidłowo.
Obok komór syntezy radiofarmaceutyków są komory dozowania. Tu też pracę wykonuje robot. Z precyzją wlewa odpowiednią dawkę roztworu do ampułki, która następnie, również automatycznie, umieszczana jest w specjalnym podajniku. Dopiero teraz wszystko jest gotowe do podania pacjentowi.
- Nasza pracownia umożliwia nie tylko wytwarzanie izotopów różnych pierwiastków, ale także znakowanie nimi przeciwciał monoklonalnych i cząsteczek protein. To niezwykle ważne dla poszerzenia możliwości diagnozowania innych niż nowotwory chorób, a także rozwijania prac badawczych. Zaprosiliśmy już do współpracy naukowców z innych uczelni - mówi prof. Maciejewski.
W zaplanowanej na poniedziałek uroczystości oficjalnego otwarcia pracowni cyklotronu ma wziąć udział minister zdrowia Ewa Kopacz.
- W tomografii komputerowej otrzymujemy obraz guza, wiemy, w jakim jest narządzie, jaki ma kształt. Natomiast tomografia pozytonowa umożliwia nam sporządzenie jego mapy komórkowej z najwyższą dokładnością. Kiedy nałożymy jeden obraz na drugi, mamy bardzo precyzyjne dane o nowotworze - mówi prof. Bogusław Maciejewski, dyrektor Instytutu Onkologii w Gliwicach.
Uzyskanie tak dokładnego obrazu jest możliwe dzięki wyrafinowanej technologii. Chorym podaje się dożylnie roztwór glukozy zawierający radioaktywny izotop. Glukoza w pierwszej kolejności wędruje do komórek nowotworu, bo to on rozrasta się najbardziej agresywnie. Jeśli więc w krótkim czasie od podania zastrzyku - od pół do dwu i pół godziny - chory będzie miał tomografię, zmiany nowotworowe będą dokładnie widoczne.
O ile PET ma już w Polsce wiele szpitali, cyklotron jest tylko jeden - w Bydgoszczy. Można w nim jednak produkować jedynie izotopy fluoru i węgla tylko na potrzeby tamtejszego centrum onkologii. Pozostałe ośrodki sprowadzają tzw. znaczniki, czyli roztwory zawierające izotopy radioaktywne z zagranicy. Jedne z Austrii, inne z Niemiec. Transport musi obywać się samolotem, bo izotopy służące do PET mają krótki czas rozkładu, co oznacza, że po upływie kilku godzin nie nadają się już do użycia w badaniu.
- To niezwykle kosztowne. Pomyśleliśmy, że trzeba zdobyć pieniądze na własny cyklotron i to najwyższej klasy, by można było wytwarzać izotopy różnych pierwiastków i dostarczać je także do innych ośrodków - mówi prof. Maciejewski. Część z potrzebnych na inwestycję 60 mln zł instytut otrzymał z funduszy europejskich, część z Ministerstwa Zdrowia, a część wyłożył z własnego budżetu.
Budowa zakończyła się przed rokiem. Potem rozpoczęły się testy sprawdzające jakość produkcji izotopów - bez tego Instytut nie mógłby ich sprzedawać innym szpitalom. Teraz IO czeka już tylko na certyfikat potwierdzający jego uprawnienia.
Wchodzimy do pracowni CT-PET. W przestronnej poczekalni gromadka chorych czeka na podanie izotopu i badanie tomografem. Przez przeszklony dach wpadają promienie słońca. Na niższym poziomie całkiem inny widok: ciemny bunkier, w którym stoi cyklotron. W swoim wnętrzu kryje 4 kg złota i 200 kg miedzi. Są potrzebne do wytworzenia silnego pola elektromagnetycznego. - Dzięki niemu zaczynają wirować protony. W ścianę cyklotronu wmontowane są specjalne cylindry, w każdym z nich inny pierwiastek. Cylindry pełnią rolę tarczy. Kiedy uderza w nie wiązka protonów, tworzą się radioaktywne izotopy - mówi dr Zbigniew Wygoda, szef Samodzielnej Pracowni Cyklotronu w gliwickim instytucie.
Potem cienkimi przezroczystymi przewodami izotopy "wędrują" z bunkra piętro wyżej, do tzw. komór syntezy radiofarmaceutyków. Komory można by przyrównać do szaf pancernych z niewielkimi okienkami. Ich ściany są pokryte stalową blachą, ale wnętrze wypełnia ołów, by zabezpieczyć pracowników laboratorium przed promieniowaniem.
Z trudem otwieram drzwi jednej z komór, ale kiedy słyszę, że ważą pół tony, dziwię się, że w ogóle zdołałam nimi ruszyć. - Są świetnie wyważone. To naprawdę najwyższej światowej klasy technologia - przekonuje dr Wygoda i pokazuje, jak wewnątrz innej komory robot miesza izotop z roztworem glukozy. Okienko w drzwiach jest tylko po to, by sprawdzać, czy wszystko przebiega prawidłowo.
Obok komór syntezy radiofarmaceutyków są komory dozowania. Tu też pracę wykonuje robot. Z precyzją wlewa odpowiednią dawkę roztworu do ampułki, która następnie, również automatycznie, umieszczana jest w specjalnym podajniku. Dopiero teraz wszystko jest gotowe do podania pacjentowi.
- Nasza pracownia umożliwia nie tylko wytwarzanie izotopów różnych pierwiastków, ale także znakowanie nimi przeciwciał monoklonalnych i cząsteczek protein. To niezwykle ważne dla poszerzenia możliwości diagnozowania innych niż nowotwory chorób, a także rozwijania prac badawczych. Zaprosiliśmy już do współpracy naukowców z innych uczelni - mówi prof. Maciejewski.
W zaplanowanej na poniedziałek uroczystości oficjalnego otwarcia pracowni cyklotronu ma wziąć udział minister zdrowia Ewa Kopacz.
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



