Szpital jak tratwa. Salowe uparcie koczują w urzędzie
2010-09-18
, aktualizacja: 18.09.2010 12:41
Już kilkunastu dni salowe z Dąbrowy Górniczej uparcie koczują w magistracie: najpierw sprzątały na szpitalnych etatach i - choć zarabiają najmniej jak można w Polsce - miały umowy na czas nieokreślony, potem tę samą lecznicę czyściły pod szyldem firmy outsourcingowej Aspen, ale po sześciu latach sielanka się skończyła, bo przetarg wygrała spółdzielnia inwalidów Naprzód, która zatrudni salowe, lecz tylko na dwa lata. Przyszły do prezydenta, bo szpital jest miejski.
ZOBACZ TAKŻE
- Nikt nie chce wychodzić na głupka. Salowe też nie (07-10-10, 23:26)
- Choć radni radzili, salowe z Dąbrowy nadal są bez pracy (06-10-10, 22:12)
- Protest salowych trwa. To już ponad dwa tygodnie (24-09-10, 23:26)
- Salowe zdesperowane. Okupacja gabinetu prezydenta (16-09-10, 01:08)
- Górnicy i hutnicy z "S" poparli protestujące salowe (14-09-10, 20:35)
- Salowe wciąż okupują urząd. Kiedy koniec konfliktu? (08-09-10, 23:35)
- Protestujące salowe uwięzione na dachu urzędu miasta (07-09-10, 22:11)
"Solidarność" przypomina, że od 20 lat nasz kodeks chroni pracowników podczas przejęcia przez nowego pracodawcę, wymuszają to też na Polsce unijne dyrektywy. - To spór między Aspenem i Naprzodem. Nic miastu do niego. Niech rozstrzyga sąd, do którego wpłynęły już odpowiednie pozwy - mówią prezydent i dyrektor szpitala. Zapewniają, że mediowali, ile mogli. Tylko skutek jest taki, że salowe ze śpiworami rozkładają się już pod recepcją - by ktoś na nie zwrócił uwagę.
- Konflikt nakręcają związkowcy, a kobiety uległy manipulacji - oskarża władza, pokazując objazdowych zadymiarzy i jajka rozbite na szybach urzędu w czasie pikiety "S".
- Poza Dąbrową mamy szpitale, które też sięgnęły po outsourcing, ale jakoś nie dochodziło w nich do dantejskich scen, a to my wtedy negocjowaliśmy transfer pracowników - związkowcy przekonują, że winien brak dobrej woli i bezduszna władza.
Dlaczego? Bo zatrudniła menedżerów bez wyobraźni. Wystarczyło wpisać w przetargu warunek ochrony pracowników. Dyrektor szpitala zarzeka się, że prawo na to nie zezwalało, ale Urząd Zamówień Publicznych nie ma takiej pewności. Szpital zaryzykowałby może protesty - lecz niezadowolonych firm, a nie pokrzywdzonych ludzi. Dyrektor na pewno nie jest pracodawcą salowych, ale równie pewne, że od lat pracują one w jego szpitalu i że to on transferował personel. Gdyby choć jeden dzień nie było nowego outsourcera, wszystkie salowe zgodnie z prawem mogłyby starać się o powrót na szpitalne etaty!
Miasto dowodzi, że formalnie nie jest stroną. Niby pozbywa się problemu, ale nie widzi, że rośnie on obok, bo bezrobotne mieszkanki pójdą na garnuszek gminy. Najwięcej Dąbrowa straci na wizerunku: któż nie zadrży, gdy kapitan spycha najsłabszych z podtapianej tratwy? I jeszcze jest święcie przekonany, że rozbitkowie muszą się z tym pogodzić.
- Konflikt nakręcają związkowcy, a kobiety uległy manipulacji - oskarża władza, pokazując objazdowych zadymiarzy i jajka rozbite na szybach urzędu w czasie pikiety "S".
- Poza Dąbrową mamy szpitale, które też sięgnęły po outsourcing, ale jakoś nie dochodziło w nich do dantejskich scen, a to my wtedy negocjowaliśmy transfer pracowników - związkowcy przekonują, że winien brak dobrej woli i bezduszna władza.
Dlaczego? Bo zatrudniła menedżerów bez wyobraźni. Wystarczyło wpisać w przetargu warunek ochrony pracowników. Dyrektor szpitala zarzeka się, że prawo na to nie zezwalało, ale Urząd Zamówień Publicznych nie ma takiej pewności. Szpital zaryzykowałby może protesty - lecz niezadowolonych firm, a nie pokrzywdzonych ludzi. Dyrektor na pewno nie jest pracodawcą salowych, ale równie pewne, że od lat pracują one w jego szpitalu i że to on transferował personel. Gdyby choć jeden dzień nie było nowego outsourcera, wszystkie salowe zgodnie z prawem mogłyby starać się o powrót na szpitalne etaty!
Miasto dowodzi, że formalnie nie jest stroną. Niby pozbywa się problemu, ale nie widzi, że rośnie on obok, bo bezrobotne mieszkanki pójdą na garnuszek gminy. Najwięcej Dąbrowa straci na wizerunku: któż nie zadrży, gdy kapitan spycha najsłabszych z podtapianej tratwy? I jeszcze jest święcie przekonany, że rozbitkowie muszą się z tym pogodzić.
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Re: Szpital jak tratwa. Salowe uparcie koczują w
secundo_pl
19.09.10, 20:27
Regulacje art 23' (imperatyw niepogarszania sytuacji pracownika przy przejęciu) nie są pokłosiem PRL tylko odzwierciedlają standard UE. Dlatego niemądrze jest powoływać się na "rynkowe »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter




więcej zdjęć