Cicho w sklepach i u fryzjera. Nikt nie lubi ZAiKS-u

Ewa Furtak
2010-09-12 , aktualizacja: 12.09.2010 00:41
A A A Drukuj
Zakłady fryzjerskie, gabinety kosmetyczne, małe restauracje. Coraz częściej nie posłuchamy w nich radia Fot. Renata Dabrowska / AG Zakłady fryzjerskie, gabinety kosmetyczne, małe restauracje. Coraz częściej nie posłuchamy w nich radia
Zamilkły radia w sklepach, zakładach fryzjerskich, gabinetach kosmetycznych. - Zdemontowałam wieżę, zrezygnowałam z abonamentu radiowego. Wszyscy wkoło robią tak samo - mówi właścicielka bielskiego salonu fryzjerskiego. Wszystko po tym, gdy ZAiKS zaczął upominać się o tantiemy dla artystów
Gdy kilka dni temu poprosiłam taksówkarza, by włączył radio (była akurat pełna godzina, zaczynały się wiadomości), popatrzył na mnie podejrzliwie. Włączył radio, ale z wyraźną niechęcią. Wyłączył je zaraz po tym, jak skończył się serwis informacyjny i zabrzmiały pierwsze takty muzyki. - Nie wiem, czy pani nie jest z ZAiKS-u, a podobno taksówkarze też muszą płacić za włączanie radia w samochodzie, bo to środek transportu publicznego - wyjaśnił mi. W większości bielskich sklepów panuje już głucha cisza. Podobnie jest w Katowicach, Sosnowcu i Gliwicach.

Tak samo jest w zakładach fryzjerskich, gabinetach kosmetycznych, a nawet niektórych restauracjach. W malutkim, ale bardzo sympatycznym zakładzie fryzjerskim w centrum Bielska-Białej zawsze można było posłuchać radia. Teraz panuje cisza. - Przyszło do mnie pismo z ZAiKS-u z zaproszeniem do podpisania umowy. Pewno bym ją podpisała, gdyby nie to, że kazali mi jeszcze zapłacić za rok wstecz. Kilkaset złotych. Przegięcie! W tym samym dniu zdemontowałyśmy z moimi pracownicami wieżę. Zrezygnowałam też z abonamentu radiowego. Nie będę ryzykować, bo do sklepu obok przyszli kontrolerzy. Niby klienci, pan z panią, ale zamiast robić zakupy, pytali o to, czy w sklepie jest radio - mówi właścicielka zakładu.

Zbigniew Śliwiński, właściciel zajazdu Horolna w Przybędzy, w swoim lokalu puszcza tylko zwolnioną z takich opłat muzykę folkową nagraną przez artystów, którzy nie należą do żadnego stowarzyszenia twórców. - Ja jestem w dobrej sytuacji, bo akurat taka muzyka pasuje do wystroju oraz charakteru Horolnej. O wiele gorzej mają np. właściciele nowoczesnych pubów. Trudno sobie wyobrazić taki lokal bez muzyki, bo straci klientów, a taka, jaką ja mam, tam nie pasuje - mówi Śliwiński.

Roman Matyja, bielski radny i właściciel sklepów, mówi, że nie przypomina sobie, by ktoś robił badania o wpływie muzyki w sklepie na liczbę klientów. - Na pewno jednak wszędzie tam, gdzie gra muzyka, jest po prostu przyjemniej. I to nie chodzi tylko o klientów, także o pracowników - mówi Matyja.

Ryszard Nowosadzki, dyrektor katowickiego okręgu ZAiKS-u, przyznaje, że liczba podpisywanych licencji w regionie spadła, przybyła za to liczba miejsc, w których panuje głucha cisza. - Myślę, że jest to efekt kryzysu. Teraz przedsiębiorcy liczą każdą wydawaną złotówkę. Nic nam do tego, jeśli fryzjer czy restaurator faktycznie przestaje używać radia. Ale jeśli nadal odtwarza muzykę, np. z płyt, to narusza prawo - mówi Nowosadzki.

Zdaniem przedsiębiorców cisza w lokalach to nie tylko wynik oszczędności. - Walczymy razem z Beskidzką Izbą Turystyki przede wszystkim o to, żeby sprawy odtwarzania muzyki unormować. Pół biedy, gdyby był tylko ZAiKS, ale takich organizacji jest w naszym kraju kilka, m.in. STOART i ZPAV. Naprawdę trudno się w tym wszystkim połapać - irytuje się Śliwiński.

Dodaje, że oprócz konieczności płacenia organizacjom twórców hotelarze, restauratorzy itd. muszą jeszcze przecież płacić abonament radiowo-telewizyjny. - I to w zależności od liczby posiadanych odbiorników. Ja tylko za telewizory w hotelu Cis płacę rocznie 7 tys. zł. Niezależnie od tego, czy korzystamy z oferty programu telewizyjnego, czy odtwarzamy filmy nakręcone przez nas w czasie wycieczek z turystami, np. po tzw. Beskidzkiej Pętli. Przecież to wszystko jest chore - mówi Śliwiński.

W Polsce przybywa firm, które proponują przedsiębiorcom sprzedaż muzyki do publicznego odtwarzania bez konieczności płacenia stowarzyszeniom twórców. - Moim zdaniem wcale nie jest to bardziej opłacalne niż wykupienie licencji, ale to już sprawa przedsiębiorców, to ich pieniądze. W każdym razie korzystanie z usług takich firm jest jak najbardziej zgodne z prawem - mówi Nowosadzki.

Komentarz Łukasza Kałębasiaka

Za pracę trzeba płacić. Praca muzyków polega na komponowaniu, graniu i śpiewaniu piosenek. W Polsce sprzedaje się mało płyt (niestety, większość nadal ściąga je nielegalnie z internetu). Koncertów nie da się grać bez przerwy. Pieniądze z tytułu praw autorskich to dla wielu, nawet bardzo znanych artystów, główne źródło i to wcale nie kolosalnego dochodu. Skoro byli na tyle kreatywni, żeby nagrać przebój, dlaczego nie mają z tego korzystać?

Oczywiście szkoda mi małych knajpek i sklepików. Dobrze dobrana muzyka pomaga w handlu i umila czas spędzony nad kawą. Ale gdy pomyślę o butikach w centrach handlowych, z których każdy krzyczy inną muzyką, marzy mi się, żeby wszystkie zamilkły.



Podziel się

  • 366 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    116 głosów

  • Cicho w sklepach i u fryzjera. Nikt nie lubi ZA... sioban 12.09.10, 09:19

    Malarz, piekarz, czy kierowca dostaję kasę za konkretnie wykonaną pracę. Zlecenie - robota - wynagrodzenie. To jakim cudem państwo "artyści" mają dostawać kasę przez 25 lat, za wymyślenie 3 »

  • Wreszcie cisza - odpoczniemy od umpa umpa a.ba 12.09.10, 12:20

    Młodzi i tak noszą słuchawki w uszach i nic do nich nie dociera.Starsi chcieliby spokojnie w restauracji pogadać a nie wrzeszczeć.Dzięki zaiskopodobnym wzrosna obroty w sklepach bo »

  • nareszcie cisza! agoraj 12.09.10, 13:31

    już nie dawało się wytrzymać, wszędzie ogłuszająca muzyka, nie dało się rozmawiać, wszędzie hałas i kakofonia - oby tak dalej! »