Spłonęło kilkanaście aut. "To nie wojna szalikowców"

Marcin Pietraszewski
2010-09-09 , aktualizacja: 09.09.2010 10:45
A A A Drukuj
Czy sprawcą był szalikowiec, czy nie, jedno jest pewne: tym autem już nikt nie pojedzie Fot. Michał Włoszczyk/Agencja Gazeta Czy sprawcą był szalikowiec, czy nie, jedno jest pewne: tym autem już nikt nie pojedzie
Na Nikiszowcu, w Szopienicach i na Giszowcu spłonęło kilkanaście samochodów. Ludzie boją się, że zaczęła się wojna szalikowców. - Wykluczamy to - zapewnia policja i szuka piromana.
Dwa dni temu ktoś oblał benzyną i podpalił sześć samochodów przy ul. Porcelanowej w Katowicach. Ogień był tak wielki, że z jednego z pobliskich budynków odpadła elewacja, w innym stopiła się stolarka okienna. Strażacy z płomieniami walczyli kilkanaście minut. Po ich odjeździe nie było już co ratować. Straty wyliczono na ponad 100 tys. zł.

- Z wozów zostały tylko okopcone blachy - mówi właściciel jednego ze spalonych aut. Prosi o niepodawanie nazwiska, bo boi się piromana.

Pożar na ul. Porcelanowej to nie pierwszy taki przypadek w mieście. W sierpniu w Szopienicach i na Nikiszowcu spłonęły cztery samochody, kolejny na Giszowcu. Według informacji "Gazety" pożarów aut było jednak więcej, ale nie wszyscy właściciele domagali się ścigania sprawców.

- Były przypadki, że ktoś uznał, iż auto nie miało już żadnej wartości i odmawiał złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. W takiej sytuacji nie zajmujemy się taką sprawą - przyznaje komisarz Jacek Pytel, rzecznik prasowy komendy miejskiej w Katowicach.

Mieszkańcy obawiają się, że podpalenia aut to efekt wojny pseudokibiców GKS Katowice oraz Ruchu Chorzów. Przypominają, że w kwietniu szalikowcy z Chorzowa zrobili najazd na szkołę w Mysłowicach i pobili trenujących tam kick-boxing szalikowców z Katowic. Przy okazji zniszczyli też ich samochody. Prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie, bo poszkodowani nie chcieli składać zeznań na temat sprawców pobicia. Na forach internetowych zapowiadali jednak, że sami wyrównają rachunki.

- I pewno teraz dotrzymują słowa. Według moich synów płomienne porachunki to główny temat rozmów uczniów ich technikum, które jest podzielone na fanów obu drużyn - mówi pan Ryszard z Giszowca. W obawie o bezpieczeństwo prosił o nieujawnianie nazwiska. - Niech policja coś w końcu zrobi, bo prędzej czy później dojdzie do tragedii - dodaje.

Policja zapewnia jednak, że podpalenia nie mają żadnego związku z konfliktem pomiędzy szalikowcami. - Nasze ustalenia całkowicie wykluczają takie motywy działania sprawców - podkreśla komisarz Pytel. Zasłaniając się tajemnicą śledztwa, odmówił jednak podania szczegółów sprawy. Nie chciał nawet powiedzieć, czy policja łączy podpalenia z jednym sprawcą, czy też kilkoma. Zapewnił jednak, że komenda robi wszystko, aby zatrzymać podejrzanych. - Nasi ludzie prowadzą w tej sprawie wzmożone czynności operacyjne, o których z oczywistych względów na razie nie mogę mówić - dodał rzecznik komendy.

Według niego nie wszystkie pożary aut mają związek z podpaleniami. W dwóch przypadkach według wstępnych raportów biegłych samochody spłonęły w wyniku zwarcia instalacji elektrycznej. - Dodatkowo dwa ze spalonych wozów były wcześniej skradzione, więc prawdopodobnie złodzieje w ten sposób chcieli zatrzeć za sobą ślady - mówi kom. Pytel.

Podziel się

  • 19 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów

  • Kibice? To żadni kibice tylko bandyci! rojberek 09.09.10, 22:12

    Nie mylcie pojęć!Ci ludzie nie mają z kibicami nic wspólnego - nie wyobrażam sobie, abym jako kibic Ruchu miał podpalać samochód kibica innej drużyny, czy bić kogokolwiek z tego »