Trzy lata więzienia dla policjantów za pobicie ucznia
2010-09-07
, aktualizacja: 07.09.2010 23:03
Michałowi już nic zdrowia nie wróci - mówi jego mama Bernadeta Golenia. Na zdjęciu z synem tuż po ogłoszeniu wyroku
Na trzy lata więzienia skazał we wtorek mikołowski sąd dwóch policjantów, który trzy lata temu pobili na komisariacie 17-letniego Michała Golenia, ucznia szkoły specjalnej
ZOBACZ TAKŻE
- Policjanta szlag trafił. "Pana wyliczanka jest do dupy" (06-09-10, 11:01)
- Chora kobieta chciała spalić sąsiadów. Nikt nie pomaga (25-08-10, 22:03)
- Omawiali skok przed komendą. Policjanci podsłuchali (24-08-10, 10:31)
- Katowice odbiły się od dna i są teraz bezpieczniejsze (20-08-10, 21:10)
Do sądu przyszedł tylko jeden z oskarżonych policjantów. Nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Ubrany w policyjny mundur z kamienną twarzą wysłuchał wyroku.
- Od funkcjonariuszy policji wymaga się uczciwości i rzetelności wykonywania zawodu. To zdarzenie miało charakter szczególnie bulwersujący, zwłaszcza że poszkodowana została osoba niepełnoletnia, uczeń szkoły specjalnej - podkreślała sędzia Beata Porębny. Wydając wyrok skazujący, sąd opierał się na zeznaniach świadków, w tym znajomych Michała, relacji jego samego oraz opinii biegłych.
10 grudnia 2007 roku Michał pojechał po szkole do znajomych w Łaziskach Górnych. Spotkał się z nimi w mieszkaniu jednej z koleżanek. Kiedy siedzieli i rozmawiali, do drzwi zapukali policjanci. Dla jednego z domowników przynieśli wezwanie. Przy okazji zaczęli legitymować młodzież. Michał nie chciał pokazać legitymacji ani powiedzieć jak się nazywa. Policjanci kazali mu pójść z nimi na komisariat. Po godzinie wrócił do znajomych z zakrwawioną twarzą. - Bez powodu zaczęli mnie tłuc. Z otwartej ręki, przewrócili krzesło, na którym siedziałem. Dostałem kilka kopniaków. Nic się nie odzywali, tylko lali, a potem kazali się wynosić - opowiadał Michał.
Po powrocie do domu chłopak bał się powiedzieć rodzicom o tym, co się stało, milczał. Kiedy jednak ból brzucha stał się już nie do zniesienia, przemógł się i opowiedział o wszystkim. Wtedy jego matka wezwała pogotowie. W szpitalu okazało się, że lekarze muszą usunąć chłopcu pękniętą śledzionę.
- Za co? Jakby się szlajał i narozrabiał, jakby komuś krzywdę zrobił, zdemolował czy w bójkę się wdał! - Bernadeta Golenia, matka chłopca do tej pory nie rozumie, jak mogło dojść do pobicia.
Michał dwa tygodnie spędził w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Jeszcze w szpitalu złożył zeznania w sprawie pobicia. Sprawa stała się głośna w całej Polsce. Sierżanci Waldemar Ł. i Dariusz P. zostali tymczasowo aresztowani. Jednak po dwóch miesiącach sąd zdecydował o ich wypuszczeniu. Powoływał się przy tym na trudną sytuację rodzinną funkcjonariuszy. Żona jednego z nich była w ciąży, a drugi ma dwójkę małych dzieci.
Policjanci nie przyznali się do winy. Zgodnie powtarzali, że Michał wszystko wymyślił, a oni po rutynowym sprawdzeniu tożsamości zwyczajnie pozwolili mu wyjść z komisariatu.
- Mój syn sam się posiniaczył, sam złamał sobie nos i sam doprowadził do pęknięcia śledziony?! Przez cały proces kurczowo trzymali się tej wersji. Przyprowadzali świadków, którzy wymyślali różne bajki, byleby tylko z Michała zrobić oszusta - denerwowała się matka chłopca tuż przed ogłoszeniem wyroku. Przyjęła go z ulgą: - Cieszę się, że wreszcie proces dobiegł do końca. Każde przyjście do sądu, patrzenie na tych oprawców było trudne dla Michała. Wyrok jest po naszej stronie, ale wiem, że zdrowia Michałowi to już nie wróci.
Michał skomentował krótko: - Mają, co chcieli.
Wyrok nie jest prawomocny. Obrońcy oskarżonych prawdopodobnie wniosą apelację. Niezależnie od tego Bernadeta Golenia zamierza teraz wnieść sprawę o odszkodowanie z powództwa cywilnego. - Od czasu pobicia i usunięcia śledziony Michałowi sypie się zdrowie, a dziś ma już 20 lat i powinien zacząć pracować - mówi matka.
- Od funkcjonariuszy policji wymaga się uczciwości i rzetelności wykonywania zawodu. To zdarzenie miało charakter szczególnie bulwersujący, zwłaszcza że poszkodowana została osoba niepełnoletnia, uczeń szkoły specjalnej - podkreślała sędzia Beata Porębny. Wydając wyrok skazujący, sąd opierał się na zeznaniach świadków, w tym znajomych Michała, relacji jego samego oraz opinii biegłych.
10 grudnia 2007 roku Michał pojechał po szkole do znajomych w Łaziskach Górnych. Spotkał się z nimi w mieszkaniu jednej z koleżanek. Kiedy siedzieli i rozmawiali, do drzwi zapukali policjanci. Dla jednego z domowników przynieśli wezwanie. Przy okazji zaczęli legitymować młodzież. Michał nie chciał pokazać legitymacji ani powiedzieć jak się nazywa. Policjanci kazali mu pójść z nimi na komisariat. Po godzinie wrócił do znajomych z zakrwawioną twarzą. - Bez powodu zaczęli mnie tłuc. Z otwartej ręki, przewrócili krzesło, na którym siedziałem. Dostałem kilka kopniaków. Nic się nie odzywali, tylko lali, a potem kazali się wynosić - opowiadał Michał.
Po powrocie do domu chłopak bał się powiedzieć rodzicom o tym, co się stało, milczał. Kiedy jednak ból brzucha stał się już nie do zniesienia, przemógł się i opowiedział o wszystkim. Wtedy jego matka wezwała pogotowie. W szpitalu okazało się, że lekarze muszą usunąć chłopcu pękniętą śledzionę.
- Za co? Jakby się szlajał i narozrabiał, jakby komuś krzywdę zrobił, zdemolował czy w bójkę się wdał! - Bernadeta Golenia, matka chłopca do tej pory nie rozumie, jak mogło dojść do pobicia.
Michał dwa tygodnie spędził w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Jeszcze w szpitalu złożył zeznania w sprawie pobicia. Sprawa stała się głośna w całej Polsce. Sierżanci Waldemar Ł. i Dariusz P. zostali tymczasowo aresztowani. Jednak po dwóch miesiącach sąd zdecydował o ich wypuszczeniu. Powoływał się przy tym na trudną sytuację rodzinną funkcjonariuszy. Żona jednego z nich była w ciąży, a drugi ma dwójkę małych dzieci.
Policjanci nie przyznali się do winy. Zgodnie powtarzali, że Michał wszystko wymyślił, a oni po rutynowym sprawdzeniu tożsamości zwyczajnie pozwolili mu wyjść z komisariatu.
- Mój syn sam się posiniaczył, sam złamał sobie nos i sam doprowadził do pęknięcia śledziony?! Przez cały proces kurczowo trzymali się tej wersji. Przyprowadzali świadków, którzy wymyślali różne bajki, byleby tylko z Michała zrobić oszusta - denerwowała się matka chłopca tuż przed ogłoszeniem wyroku. Przyjęła go z ulgą: - Cieszę się, że wreszcie proces dobiegł do końca. Każde przyjście do sądu, patrzenie na tych oprawców było trudne dla Michała. Wyrok jest po naszej stronie, ale wiem, że zdrowia Michałowi to już nie wróci.
Michał skomentował krótko: - Mają, co chcieli.
Wyrok nie jest prawomocny. Obrońcy oskarżonych prawdopodobnie wniosą apelację. Niezależnie od tego Bernadeta Golenia zamierza teraz wnieść sprawę o odszkodowanie z powództwa cywilnego. - Od czasu pobicia i usunięcia śledziony Michałowi sypie się zdrowie, a dziś ma już 20 lat i powinien zacząć pracować - mówi matka.
- 49 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
30 głosów
-
Policyjne śmiecie
condor
08.09.10, 10:22
Tolerowanie bandytyzmu w szeregach policji to patologia. Te ścierwa powinny zgnić w pierdlu a ich przełożeni nie powinni pracować w policji. Niestety ale jest to jedno wielkie bagno gdzie »
-
Trzy lata więzienia dla policjantów za pobicie ...
jerry21
08.09.10, 13:09
A kiedy wyrok się uprawomocni sąd albo prokuratura nie omieszka wziąść na warsztat tych świadków co składali fałszyewe zeznania.... bo fałszywi świadkowie to zmora polskich sądów bo »
-
Trzy lata więzienia dla policjantów za pobicie ...
pyzz
08.09.10, 13:38
Pytania do sądu:Dlaczego tylko trzy lata?Dlaczego sąd nie nakazał zwolnienia ich ze służby w trybie karnym?Dlaczego, tak, jak Dariusz Woźniak, morderca Przemysława Czai ci kryminaliści będą »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

