Górniczy protest będzie miał charakter "kroczący"
2010-09-06
, aktualizacja: 07.09.2010 10:21
Najpierw strajk ostrzegawczy, potem całodobowy, a na końcu 48-godzinny. W ten sposób chcą we wrześniu i październiku protestować górnicy z Kompanii Węglowej. - Zaczynamy łagodnie, ale potem będzie boleśnie - zapowiadają związkowcy.
ZOBACZ TAKŻE
- Jest porozumienie. Górnicy z Kompanii nie zastrajkują (17-09-10, 22:30)
- Nowego górnika rozpoznasz po pomarańczowym kasku (09-09-10, 21:37)
- Kompania ostrzega górników: strajk będzie nielegalny (25-08-10, 21:25)
- Górniku, doceń, że nie wylatujesz na bruk. Mentalny PRL (18-08-10, 22:30)
- Górnicy za prywatyzacją? Związkowcy: wybory sfałszowane (13-08-10, 14:03)
- Związkowcy: KW chce zamknąć Halembę za półtora roku (30-07-10, 16:10)
- 500 zł dla dołowych: kontrowersyjne premie w JSW (18-07-10, 16:20)
Przez ponad trzy godziny związkowcy z 12 górniczych central, którzy zebrali się wczoraj w siedzibie śląsko-dąbrowskiej "Solidarności", zastanawiali się, kiedy ogłosić strajk generalny w Kompanii Węglowej. Ostatecznie zdecydowano, że protest będzie miał charakter "kroczący" - 20 września na wszystkich zmianach odbędzie się czterogodzinny strajk ostrzegawczy, 4 października strajk całodobowy, a 18 października - strajk 48-godzinny. Skąd ten dziwny harmonogram? - Zaczynamy łagodnie, dając czas zarządowi na rozmowy pomiędzy każdą z odsłon akcji strajkowej. Jesteśmy w stanie zawrzeć porozumienie w każdej chwili. Ale porozumienia korzystne dla załóg - przekonuje Dominik Kolorz, szef górniczej "Solidarności".
Związkowcy zaapelowali wczoraj do wojewody śląskiego Zygmunta Łukaszczyka, by wznowił mediacje pomiędzy górnikami a zarządem Kompanii. Domagają się też, by do rozmów włączył się Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki, któremu podlegają spółki węglowe. - Niech premier Pawlak pokaże w końcu, że pełni funkcję właściciela i zależy mu na polskim górnictwie. Bo do tej pory jego wypowiedzi były tragiczne: raz chciał "uśpienia" kopalni Halemba, a potem jej sprzedaży. Nie tędy droga! - mówi Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce.
Związkowcy podkreślają, że wykonują tylko wolę górników. W czwartkowym referendum za strajkiem głosowało ponad 31,5 tys. górników - 92,5 proc. głosujących i 58,6 proc. całej załogi Kompanii. - Strajk zawsze jest ostatecznością, lecz nie mamy innego wyjścia. Poparcie załóg jest ogromne - przekonuje Kolorz.
Kością niezgody jest nowa strategia Kompanii. Przewiduje ona zamrożenie na pięć lat wynagrodzeń, stopniowe zmniejszanie wydobycia węgla oraz redukcję zatrudnienia: z 62,3 tys. obecnie do 45,4 tys. za pięć lat. Na miejsce odchodzących na emeryturę górników spółka nie będzie przyjmować nowych. Najwięcej emocji budzą plany zamknięcia nierentownych kopalń. W przyszłym roku Kompania chce zakończyć fedrowanie w kopalni Halemba-Wirek, a w 2012 r. w Rydułtowy-Anna. Obie przynoszą ogromne straty. Tylko w zeszłym roku Halemba-Wirek straciła 323 mln zł, a od 2003 r., czyli od momentu powstania Kompanii, już 1,3 mld zł.
Związkowcy chcą tymczasem, aby Kompania wyrzuciła nową strategię do kosza i przygotowała całkiem nowy dokument, w którym zamiast o ograniczeniu wydobycia mówiłoby się raczej o ekspansji. Wacław Czerkawski przekonuje, że Kompania powinna uruchomić nowe pokłady węgla i rozbudować sieć sprzedaży - Tak jak robią to pozostałe spółki węglowe, które chcą wejść na giełdę i zwiększyć wydobycie. A Kompania w tej strategii, co dla nas jest kompletnie niezrozumiałe, chce się zwinąć - mówi Czerkawski.
Propozycja strajku "kroczącego" nie dziwi Jerzego Markowskiego, byłego wiceministra gospodarki. Jego zdaniem związkowcy w rzeczywistości nie chcą przerywać pracy kopalń. - Nie są przecież samobójcami i wiedzą, że jesień to najlepszy dla górnictwa czas, gdy sprzedaż węgla rośnie - przekonuje Markowski i dodaje, że obecny spór ma dla związkowców także jedną, ale za to zasadniczą wadę. - Nie jest medialny, tak jak wojna o wcześniejsze górnicze emerytury, która przeniosła się nawet na ulice Warszawy. Teraz przeciętnego Polaka w ogóle nie obchodzi, że kopalnia A zostanie połączona z elektrownią B - mówi Markowski.
Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii, przypomina, że tylko jeden dzień postoju pozbawi Kompanię 40 mln zł przychodu.
Związkowcy zaapelowali wczoraj do wojewody śląskiego Zygmunta Łukaszczyka, by wznowił mediacje pomiędzy górnikami a zarządem Kompanii. Domagają się też, by do rozmów włączył się Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki, któremu podlegają spółki węglowe. - Niech premier Pawlak pokaże w końcu, że pełni funkcję właściciela i zależy mu na polskim górnictwie. Bo do tej pory jego wypowiedzi były tragiczne: raz chciał "uśpienia" kopalni Halemba, a potem jej sprzedaży. Nie tędy droga! - mówi Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce.
Związkowcy podkreślają, że wykonują tylko wolę górników. W czwartkowym referendum za strajkiem głosowało ponad 31,5 tys. górników - 92,5 proc. głosujących i 58,6 proc. całej załogi Kompanii. - Strajk zawsze jest ostatecznością, lecz nie mamy innego wyjścia. Poparcie załóg jest ogromne - przekonuje Kolorz.
Kością niezgody jest nowa strategia Kompanii. Przewiduje ona zamrożenie na pięć lat wynagrodzeń, stopniowe zmniejszanie wydobycia węgla oraz redukcję zatrudnienia: z 62,3 tys. obecnie do 45,4 tys. za pięć lat. Na miejsce odchodzących na emeryturę górników spółka nie będzie przyjmować nowych. Najwięcej emocji budzą plany zamknięcia nierentownych kopalń. W przyszłym roku Kompania chce zakończyć fedrowanie w kopalni Halemba-Wirek, a w 2012 r. w Rydułtowy-Anna. Obie przynoszą ogromne straty. Tylko w zeszłym roku Halemba-Wirek straciła 323 mln zł, a od 2003 r., czyli od momentu powstania Kompanii, już 1,3 mld zł.
Związkowcy chcą tymczasem, aby Kompania wyrzuciła nową strategię do kosza i przygotowała całkiem nowy dokument, w którym zamiast o ograniczeniu wydobycia mówiłoby się raczej o ekspansji. Wacław Czerkawski przekonuje, że Kompania powinna uruchomić nowe pokłady węgla i rozbudować sieć sprzedaży - Tak jak robią to pozostałe spółki węglowe, które chcą wejść na giełdę i zwiększyć wydobycie. A Kompania w tej strategii, co dla nas jest kompletnie niezrozumiałe, chce się zwinąć - mówi Czerkawski.
Propozycja strajku "kroczącego" nie dziwi Jerzego Markowskiego, byłego wiceministra gospodarki. Jego zdaniem związkowcy w rzeczywistości nie chcą przerywać pracy kopalń. - Nie są przecież samobójcami i wiedzą, że jesień to najlepszy dla górnictwa czas, gdy sprzedaż węgla rośnie - przekonuje Markowski i dodaje, że obecny spór ma dla związkowców także jedną, ale za to zasadniczą wadę. - Nie jest medialny, tak jak wojna o wcześniejsze górnicze emerytury, która przeniosła się nawet na ulice Warszawy. Teraz przeciętnego Polaka w ogóle nie obchodzi, że kopalnia A zostanie połączona z elektrownią B - mówi Markowski.
Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii, przypomina, że tylko jeden dzień postoju pozbawi Kompanię 40 mln zł przychodu.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

