Górniczy protest będzie miał charakter "kroczący"

Tomasz Głogowski
2010-09-06 , aktualizacja: 07.09.2010 10:21
A A A Drukuj
Najpierw strajk ostrzegawczy, potem całodobowy, a na końcu 48-godzinny. W ten sposób chcą we wrześniu i październiku protestować górnicy z Kompanii Węglowej. - Zaczynamy łagodnie, ale potem będzie boleśnie - zapowiadają związkowcy.
Przez ponad trzy godziny związkowcy z 12 górniczych central, którzy zebrali się wczoraj w siedzibie śląsko-dąbrowskiej "Solidarności", zastanawiali się, kiedy ogłosić strajk generalny w Kompanii Węglowej. Ostatecznie zdecydowano, że protest będzie miał charakter "kroczący" - 20 września na wszystkich zmianach odbędzie się czterogodzinny strajk ostrzegawczy, 4 października strajk całodobowy, a 18 października - strajk 48-godzinny. Skąd ten dziwny harmonogram? - Zaczynamy łagodnie, dając czas zarządowi na rozmowy pomiędzy każdą z odsłon akcji strajkowej. Jesteśmy w stanie zawrzeć porozumienie w każdej chwili. Ale porozumienia korzystne dla załóg - przekonuje Dominik Kolorz, szef górniczej "Solidarności".

Związkowcy zaapelowali wczoraj do wojewody śląskiego Zygmunta Łukaszczyka, by wznowił mediacje pomiędzy górnikami a zarządem Kompanii. Domagają się też, by do rozmów włączył się Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki, któremu podlegają spółki węglowe. - Niech premier Pawlak pokaże w końcu, że pełni funkcję właściciela i zależy mu na polskim górnictwie. Bo do tej pory jego wypowiedzi były tragiczne: raz chciał "uśpienia" kopalni Halemba, a potem jej sprzedaży. Nie tędy droga! - mówi Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce.

Związkowcy podkreślają, że wykonują tylko wolę górników. W czwartkowym referendum za strajkiem głosowało ponad 31,5 tys. górników - 92,5 proc. głosujących i 58,6 proc. całej załogi Kompanii. - Strajk zawsze jest ostatecznością, lecz nie mamy innego wyjścia. Poparcie załóg jest ogromne - przekonuje Kolorz.

Kością niezgody jest nowa strategia Kompanii. Przewiduje ona zamrożenie na pięć lat wynagrodzeń, stopniowe zmniejszanie wydobycia węgla oraz redukcję zatrudnienia: z 62,3 tys. obecnie do 45,4 tys. za pięć lat. Na miejsce odchodzących na emeryturę górników spółka nie będzie przyjmować nowych. Najwięcej emocji budzą plany zamknięcia nierentownych kopalń. W przyszłym roku Kompania chce zakończyć fedrowanie w kopalni Halemba-Wirek, a w 2012 r. w Rydułtowy-Anna. Obie przynoszą ogromne straty. Tylko w zeszłym roku Halemba-Wirek straciła 323 mln zł, a od 2003 r., czyli od momentu powstania Kompanii, już 1,3 mld zł.

Związkowcy chcą tymczasem, aby Kompania wyrzuciła nową strategię do kosza i przygotowała całkiem nowy dokument, w którym zamiast o ograniczeniu wydobycia mówiłoby się raczej o ekspansji. Wacław Czerkawski przekonuje, że Kompania powinna uruchomić nowe pokłady węgla i rozbudować sieć sprzedaży - Tak jak robią to pozostałe spółki węglowe, które chcą wejść na giełdę i zwiększyć wydobycie. A Kompania w tej strategii, co dla nas jest kompletnie niezrozumiałe, chce się zwinąć - mówi Czerkawski.

Propozycja strajku "kroczącego" nie dziwi Jerzego Markowskiego, byłego wiceministra gospodarki. Jego zdaniem związkowcy w rzeczywistości nie chcą przerywać pracy kopalń. - Nie są przecież samobójcami i wiedzą, że jesień to najlepszy dla górnictwa czas, gdy sprzedaż węgla rośnie - przekonuje Markowski i dodaje, że obecny spór ma dla związkowców także jedną, ale za to zasadniczą wadę. - Nie jest medialny, tak jak wojna o wcześniejsze górnicze emerytury, która przeniosła się nawet na ulice Warszawy. Teraz przeciętnego Polaka w ogóle nie obchodzi, że kopalnia A zostanie połączona z elektrownią B - mówi Markowski.

Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii, przypomina, że tylko jeden dzień postoju pozbawi Kompanię 40 mln zł przychodu.

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów