Wybitny śląski artysta będzie miał ulicę. Nie u nas

Łukasz Kałębasiak
2010-09-05 , aktualizacja: 05.09.2010 21:45
A A A Drukuj
Ulica Szewczyka powstała na wystawie w hołdzie artyście w 2004 roku Fot. Paweł Sowa/Agencja Gazeta Ulica Szewczyka powstała na wystawie w hołdzie artyście w 2004 roku
W malutkich Waliłach na Podlasiu będzie ulica imienia Andrzeja Szewczyka - najbardziej znanego w Polsce artysty ze Śląska. W Katowicach, gdzie się urodził, od lat jest wiecznym kandydatem do uczczenia w Galerii Artystycznej. Dlaczego wciąż się boimy niepokornych artystów?
Waliły to wieś tuż przy granicy z Białorusią. Ledwie 290 mieszkańców, ale wśród nich jeden wyjątkowy - malarz Leon Tarasewicz, który tam się urodził. Od dawna już się odgrażał, że ulica Andrzeja Szewczyka prędzej powstanie w Waliłach niż w Katowicach. Teraz jest w trakcie realizacji tej obietnicy. Śląski artysta ma być wprawdzie patronem drogi biegnącej przez posesję Tarasewicza, ale w niczym nie umniejsza to faktu, że w Waliłach uczczą Szewczyka przed Katowicami.

Oczywiście można argumentować, że to wcale nie świadczy o wielkości Szewczyka. Tarasewicz i Szewczyk byli przyjaciółmi, poznali się w latach 70. w warszawskiej galerii Foksal i jako dwaj artyści z prowincji szybko się polubili. Przykład Galerii Artystycznej na placu Grunwaldzkim pokazuje, że w Katowicach zdają sobie sprawę z osiągnięć śląskiego twórcy. W końcu fakty są nie do podważenia: zmarły w 2001 roku Szewczyk jest jedynym artystą z naszego regionu, który ma własną salę w Muzeum Sztuki w Łodzi. Jest też jedynym, któremu sporo miejsca w monumentalnej "Sztuce w Polsce 1945-2005" poświęciła Anda Rottenberg. Żeby jednak zostać uhonorowanym postumentem i płaskorzeźbą na placu Grunwaldzkim, trzeba zwyciężyć w plebiscycie. Szewczyk był do niego zgłaszany aż trzy razy: w 2005, 2009 i 2010 roku. Nigdy nie miał szans, bo jak miałby wygrać ze Stanisławem Hadyną (zwycięzca z 2009 roku) czy Bogumiłem Kobielą? (jego płaskorzeźba zostanie odsłonięta 14 września). Sztuka współczesna to rzecz elitarna. Nie ma się co łudzić: ludzie zagłosują na Jana Piszczyka z "Zezowatego szczęścia", a nie na nieznanego sobie (niestety) malarza i twórcę obiektów.

Władze Katowic dostają jednak alibi: to sami mieszkańcy nie chcą uczczenia Szewczyka. I pozbywają się sporego kłopotu. Bo powiedzmy sobie szczerze: Szewczyk do świętych nie należał. Żył jak dandys, lubił wypić, a anegdoty, które opowiadają o nim jego przyjaciele, choć smakowite, nie nadają się do powtórzenia w gazecie, którą mogą czytać nieletni. Dlatego też trudno proponować go jako patrona katowickiego Liceum Plastycznego, choć jako nauczyciel plastyki w Cieszynie wychował grupę ludzi, którzy potem sami zostali świetnymi artystami.

Mimo to Szewczyk zasłużył w Katowicach przynajmniej na ulicę. Nie jest jeszcze za późno - 29 września 2011 roku minie 10 lat od jego śmierci. Jeśli w mieście przejdzie to bez echa, Szewczyk dołączy do innego katowickiego Wielkiego Nieobecnego - Hansa Bellmera. Nieobecnego z tego samego powodu, bo na tym wybitnym surrealiście również ciąży opinia skandalisty. Niemieckie Katowice były mieszczańskie. Polskie były górniczo-robotnicze. Może właśnie dlatego rodzili się tu genialni buntownicy. Do tej pory doczekali się tylko dwóch pamiątkowych tablic, o które postarał się pisarz i dziennikarz Jarosław Lewicki. Gdyby zostali uhonorowani oficjalnie, władze Katowic wykazałyby się zrozumieniem dla spraw sztuki godnym włodarzy miasta kandydującego do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury.

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów