Pracownicy Centrum Kultury Katowice pocięli cenny obraz

Łukasz Kałębasiak
02.09.2010 , aktualizacja: 02.09.2010 17:13
A A A Drukuj
Najprawdopodobniej połamanego obrazu Leona Tarasewicza nie da się już odrestaurować Fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta Najprawdopodobniej połamanego obrazu Leona Tarasewicza nie da się już odrestaurować
Dyrektorka Centrum Kultury Katowice Izabela Kosowska-Osman kazała pracownikom technicznym zdemontować wielki obraz Leona Tarasewicza, wiszący w sali konferencyjnej. Ci wartą kilkadziesiąt tysięcy pracę pocięli na kilkanaście kawałków. - To akt wandalizmu - mówi malarz
Dzieło jednego z najwybitniejszych polskich malarzy współczesnych to ogromna (8 m długości, 2,5 m wysokości) instalacja malarska na gipsowych płytach. Tarasewicz stworzył ją w hołdzie dla swojego przyjaciela, zmarłego w 2001 roku śląskiego artysty Andrzeja Szewczyka. Powstała na miejscu, specjalnie na wystawę poświęconą Szewczykowi, którą w 2005 roku zorganizowała galeria Sektor I w ówczesnym Górnośląskim Centrum Kultury. Tarasewicz pokrył płyty gęstą czarną farbą, spod której wyłaniały się kolorowe plamy.

Po wystawie praca Tarasewicza trafiła za zgodą artysty do sali konferencyjnej GCK, które teraz nosi nazwę Centrum Kultury Katowice. Jej zniknięcie zauważył we wtorek Leszek Lewandowski, który prowadzi galerię Sektor I. - Nikt nie był mi w stanie powiedzieć, co się z nią stało. Po południu wszedłem do magazynu galerii i zobaczyłem to - mówi, pokazując obraz Tarasewicza w kilkunastu kawałkach.

- Trudno oszacować wartość takiej pracy, ale biorąc pod uwagę sam rozmiar, można uznać, że jej wartość mieści się w przedziale od 50 do nawet 100 tys. zł - mówi Marek Meschnik, szef działu sztuki Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, który od kilkudziesięciu lat tworzy tam kolekcję sztuki współczesnej.

Dyrektorka CKK Izabela Kosowska-Osman w oświadczeniu przekazanym do urzędu miasta wyjaśnia, że praca Tarasewicza musiała zostać przeniesiona, bo była niszczona przez wodę z przeciekającego dachu. W trakcie demontażu dzieło zostało uszkodzone "ze względu na kruchość podłoża", a poza tym nie dało się go przenieść w całości, bo "składa się z kilku kawałków, które zostały przykręcone do ściany, a dopiero później nałożono na nie warstwy farby".

- Dzieło nie ma śladów zalania. To nieprawda, że nie dało się go bezpiecznie zdemontować, bo sam pomagałem przy przenoszeniu go z galerii do sali konferencyjnej. Poza tym obraz jest nie tylko połamany, ale i pocięty - mówi Lewandowski.

Sam Leon Tarasewicz podchodzi do zniszczenia swojego obrazu z rezygnacją: - Nie pierwszy raz w historii cywilizacji zdarza się taki akt wandalizmu. Nie myślę o występowaniu o odszkodowanie, bo gdybym robił tak za każdym razem, nie miałbym czasu na malowanie. Poza tym nie mam pretensji do pani dyrektor, ale do władz miasta, które ją na to stanowisko posadziły - mówi. Mógłby to jednak zrobić, bo praca oficjalnie wciąż jest jego własnością.

Kosowska zapowiada renowację dzieła, ale to raczej niemożliwe. - Wątpię, czy takiej pracy można przywrócić pierwotny kształt. Nawet jeśliby się to udało, trzeba by ponieść kolosalne koszty - mówi Meschnik.

Edyta Sytniewska, naczelniczka wydziału kultury katowickiego magistratu o sprawie dowiedziała się od "Gazety". - Obiecuję się nią zająć i obejrzeć obraz - mówi. Okazja będzie już w piątek o godz. 18. Galeria Sektor I otwiera wtedy wystawę prac ze swojej kolekcji. Lewandowski zamierza wystawić na niej część zniszczonej instalacji Tarasewicza.

Podziel się

  • 112 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    39 głosów