Mobbing w zespole Śląsk. Sprawa jest już w sądzie
2010-09-02
, aktualizacja: 02.09.2010 13:23
Tomasz Antczak, solista Zespołu Pieśni i Tańca "Śląsk", oskarża jego dyrektora o mobbing. Sprawa już trafiła do sądu. - Moje kłopoty zaczęły się, gdy nie podpisałem się pod listą poparcia dla dyrektora - mówi.
ZOBACZ TAKŻE
- Prezydent: był mobbing. Pracownicy: właśnie, że nie było! (29-10-09, 20:05)
- 70 tysięcy za podwożenie żony szefa? (02-08-09, 21:14)
Antczak to doświadczony śpiewak. Z zespołem Śląsk jest związany od wielu lat. Cierpliwie piął się po szczeblach kariery, aż w końcu został solistą. - To górna półka. Zawsze miałem satysfakcję z pracy - podkreśla. Jednak dwa lata temu wszystko zaczęło się zmieniać. W pozwie Antczak opowiada swoją historię ze szczegółami. Obecnemu dyrektorowi zespołu Adamowi Pastuchowi kończyła się wtedy kadencja. - W zespole zaczął krążyć list z poparciem dla niego, który potem trafił do marszałka województwa. Mieliśmy się pod nim podpisywać - mówi Antczak. On listu nie podpisał. - Uważam, że to nie w porządku. Szefostwo nie powinno w ogóle o coś takiego się starać - tłumaczy.
Kilkakrotnie współpracownicy dyrektora prosili go o podpis. Nic jednak nie wskórali - Antczak obstawał przy swoim.
Pastuch bez trudu został dyrektorem na kolejną kadencję. Z pozwu dowiadujemy się, że wkrótce po tym, jak oficjalnie ogłoszono wyniki konkursu, zebrał zespół i podziękował za podpisy. Pod adresem tych, którzy petycji nie podpisali, miał powiedzieć: "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie".
- I wtedy się zaczęło. Dyrektor zaczął wzywać mnie do siebie, miał pretensje i uwagi - mówi Antczak. Czara goryczy przelała się w marcu tego roku, kiedy z dnia na dzień dowiedział się, że ma mieć tzw. przesłuchanie komisyjne. - Przez 12 lat nikt nie miał uwag do mojej pracy, aż tu nagle chcą sprawdzać, czy w ogóle nadaję się do zespołu - mówi solista.
Przesłuchanie odbyło się, ale on do dziś oficjalnie nie wie, jak wypadło. Słyszał tylko, że krytykowano jego występ przy innych chórzystach. Popadł w depresję. - Zdecydowałem się pójść do sądu, bo oczekiwanie, że podpiszę jakąś lojalkę, jest uwłaczające - mówi. W pozwie domaga się 9,9 tys. zł zadośćuczynienia. Podkreśla, że nie chodzi mu o pieniądze, tylko o sprawiedliwość.
Pracownicy Śląska przyznają, że jeszcze nie zdarzyło się w zespole oskarżenie o mobbing. Na pytanie, czy ich zdaniem takie oskarżenia są prawdziwe, odpowiadać jednak nie chcą. Dlaczego? Bo w tym zespole pracują całe rodziny, dlatego nikt nie chce się narażać.
Sławomir Danielski, szef "Solidarności" w zespole, potwierdza, że zbierano podpisy pod listem z poparciem dla dyrektora Pastucha. - Nie chcę oceniać, czy to był element mobbingu. Sąd to oceni - mówi. Przyznaje jednak, że przesłuchanie, któremu został poddany Antczak, było wyjątkowym zdarzeniem. - Wiem, że dyrekcja rozpoczęła procedurę zwolnienia Tomka. My jako związek sprzeciwiliśmy się temu - mówi Danielski.
Szefowie zespołu nie chcą komentować pozwu. - Nie znam jego treści, a dyrektor jest na urlopie - mówi Agnieszka Kukuła, rzeczniczka Śląska. Odsyła do zastępcy Pastucha.
- Dziś dowiedziałem się, że w ogóle taki pozew jest. To dla mnie zupełnie świeża sprawa. Myślę jednak, że najlepiej będzie poczekać na rozstrzygnięcie sądu - mówi Zbigniew Cierniak.
Aleksandra Marzyńska, rzeczniczka marszałka, jest podobnego zdania. - Marszałek województwa poprosi jednak dyrektora Pastucha o wyjaśnienia w tej sprawie - zapowiada.
Kilkakrotnie współpracownicy dyrektora prosili go o podpis. Nic jednak nie wskórali - Antczak obstawał przy swoim.
Pastuch bez trudu został dyrektorem na kolejną kadencję. Z pozwu dowiadujemy się, że wkrótce po tym, jak oficjalnie ogłoszono wyniki konkursu, zebrał zespół i podziękował za podpisy. Pod adresem tych, którzy petycji nie podpisali, miał powiedzieć: "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie".
- I wtedy się zaczęło. Dyrektor zaczął wzywać mnie do siebie, miał pretensje i uwagi - mówi Antczak. Czara goryczy przelała się w marcu tego roku, kiedy z dnia na dzień dowiedział się, że ma mieć tzw. przesłuchanie komisyjne. - Przez 12 lat nikt nie miał uwag do mojej pracy, aż tu nagle chcą sprawdzać, czy w ogóle nadaję się do zespołu - mówi solista.
Przesłuchanie odbyło się, ale on do dziś oficjalnie nie wie, jak wypadło. Słyszał tylko, że krytykowano jego występ przy innych chórzystach. Popadł w depresję. - Zdecydowałem się pójść do sądu, bo oczekiwanie, że podpiszę jakąś lojalkę, jest uwłaczające - mówi. W pozwie domaga się 9,9 tys. zł zadośćuczynienia. Podkreśla, że nie chodzi mu o pieniądze, tylko o sprawiedliwość.
Pracownicy Śląska przyznają, że jeszcze nie zdarzyło się w zespole oskarżenie o mobbing. Na pytanie, czy ich zdaniem takie oskarżenia są prawdziwe, odpowiadać jednak nie chcą. Dlaczego? Bo w tym zespole pracują całe rodziny, dlatego nikt nie chce się narażać.
Sławomir Danielski, szef "Solidarności" w zespole, potwierdza, że zbierano podpisy pod listem z poparciem dla dyrektora Pastucha. - Nie chcę oceniać, czy to był element mobbingu. Sąd to oceni - mówi. Przyznaje jednak, że przesłuchanie, któremu został poddany Antczak, było wyjątkowym zdarzeniem. - Wiem, że dyrekcja rozpoczęła procedurę zwolnienia Tomka. My jako związek sprzeciwiliśmy się temu - mówi Danielski.
Szefowie zespołu nie chcą komentować pozwu. - Nie znam jego treści, a dyrektor jest na urlopie - mówi Agnieszka Kukuła, rzeczniczka Śląska. Odsyła do zastępcy Pastucha.
- Dziś dowiedziałem się, że w ogóle taki pozew jest. To dla mnie zupełnie świeża sprawa. Myślę jednak, że najlepiej będzie poczekać na rozstrzygnięcie sądu - mówi Zbigniew Cierniak.
Aleksandra Marzyńska, rzeczniczka marszałka, jest podobnego zdania. - Marszałek województwa poprosi jednak dyrektora Pastucha o wyjaśnienia w tej sprawie - zapowiada.
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
20 głosów
-
Re: Mobbing w zespole Śląsk. Sprawa jest już w są
alpepe
02.09.10, 21:51
Pastuch? Cóż za adekwatne nazwisko.»





