Strzelanina w Rybniku. Ranne dzieci, żona, teściowie

Przemysław Jedlecki
2010-08-29 , aktualizacja: 29.08.2010 15:31
A A A Drukuj
Fot. PAP/ANDRZEJ GRYGIEL
Dramat w Rybniku. Siedem osób rannych, w tym dwie ciężko, ostrzelane radiowóz i karetka pogotowia - to finał rodzinnej awantury w rybnickich Boguszowicach
Do strzelaniny doszło w  spokojnej dzielnicy Rybnika
Fot. Przemysław Jendroska / Agencja Gazeta
Do strzelaniny doszło w spokojnej dzielnicy Rybnika
Do strzelaniny doszło w  spokojnej dzielnicy Rybnika
Fot. Przemysław Jendroska / Agencja Gazeta
Do strzelaniny doszło w spokojnej dzielnicy Rybnika
Strzelanina w Rybniku w 2010 roku
Fot. Przemysław Jendroska / Agencja Gazeta
Strzelanina w Rybniku w 2010 roku
Do strzelaniny doszło w  spokojnej dzielnicy Rybnika
Fot. Przemysław Jendroska / Agencja Gazeta
Do strzelaniny doszło w spokojnej dzielnicy Rybnika
Do strzelaniny doszło w  spokojnej dzielnicy Rybnika
Fot. Przemysław Jendroska / Agencja Gazeta
Do strzelaniny doszło w spokojnej dzielnicy Rybnika
Do awantury doszło w sobotę około godz. 14 w jednym z domów przy ul. Braci Nalazków. W mieszkaniu 39-letniego górnika było kilka osób - trójka dzieci, teściowie, szwagier i żona - gdy nagle rozległy się strzały. - Wybieraliśmy się właśnie na festyn. Zobaczyliśmy, że z domu wybiegła jego teściowa - mówi Dariusz Suchorab, sąsiad 39-latka. Kobieta miała zakrwawioną nogę, krzyczała: "Ludzie, ratujcie, on strzela!". Wcześniej z domu udało się uciec teściowi desperata. Ranny w ramię pobiegł na komisariat policji, by wezwać pomoc.

W tym czasie z budynku udało się uciec żonie mężczyzny. - Krwawiła z klatki piersiowej, położyliśmy ją na ziemi, próbowaliśmy jakoś zatamować krew, dusiła się - mówi Anna Suchorab. Pod dom szybko podjechały radiowóz i karetka. - Schowaliśmy się za auto, on cały czas strzelał w naszym kierunku, krzyczał, że ma bombę. Co chwilę padał strzał, to trwało bardzo długo - mówi Basia, córka Suchorabów.

39-latek podziurawił kulami policyjny radiowóz i karetkę, w nogę został ranny jeden z policjantów, który zjawił się na miejscu, i mieszkanka ulicy, która pomagała ukryć się żonie desperata.

- Policjanci odpowiedzieli ogniem. Mężczyzna został lekko draśnięty kulą, szybko wycofał się do środka - mówi podinspektor Andrzej Gąska, rzecznik śląskiej policji. W tym czasie w środku były jeszcze dzieci i szwagier mężczyzny.

Policja ewakuowała mieszkańców pobliskich domów, gdyż istniało niebezpieczeństwo, że w domu, gdzie rozgrywał się dramat, są materiały wybuchowe. Później, już po zatrzymaniu mężczyzny, okazało się, że miał zapalniki górnicze.

Sytuacja była bardzo poważna. Na miejscu wezwano policyjnych negocjatorów i antyterrorystów. - On cały czas krzyczał do policji: "Chodźcie, ch..., po mnie", co jakiś czas strzelał - mówi Przemysław Wawer, jeden ze świadków wydarzenia.

Potem z mieszkania udało się uciec 15-letniemu chłopcu. Miał zakrwawioną twarz. Ranny w żuchwę trafił do szpitala w Katowicach. - Wtedy ojciec wybiegł za nim razem z młodszym synem - opowiada Wawer, który tak jak Suchorab stał skulony przy wejściu do sąsiedniego domu. Ten moment wykorzystali policjanci. Obezwładnili mężczyznę, Wawer i Suchorab też rzucili się na niego. - To kawał chłopa, ma ze dwa metry wzrostu. Chcieliśmy pomóc utrzymać go na ziemi - mówi Wawer.

39-latek był pijany. Okazało się, że w domu miał kilka rodzajów broni, w tym pistolet i karabin maszynowy. Mężczyzna nie miał pozwolenia na broń. Wciąż niejasne są przyczyny, dla których zaczął strzelać do bliskich. Według informacji ze śledztwa, mężczyzna jakiś czas temu, bez porozumienia z bliskimi, zaciągnął pożyczki na kilkaset tysięcy złotych. Od jakiegoś czasu nadużywał alkoholu. - Wyjaśniamy przyczyny tragedii. Wiemy na razie tyle, że 39-latek miał problemy finansowe i to mogło być jedną z przyczyn awantury - mówi Gąska.

W strzelaninie zostało rannych siedem osób. Mężczyzna postrzelił teściów, dziecko, sąsiadkę, policjanta, żonę i szwagra. Leżąca w rybnickim szpitalu żona zatrzymanego, która ma kilka ran klatki piersiowej i głowy, jest w stanie ciężkim, ale stabilnym. Po przewiezieniu do szpitala była operowana, podobnie jak szwagier desperata, który trafił do szpitala w Jastrzębiu-Zdroju. Także on został postrzelony w klatkę piersiową. - Z tego co wiem, lekarze wyjęli z jego ciała kilka kul, ale jego stan określają jako stabilny - mówi nadkomisarz Aleksandra Nawara, rzeczniczka rybnickiej policji.

Do domu wrócił już teść zatrzymanego, który ma niegroźną ranę ramienia. W najbliższych dniach szpital powinni też opuścić teściowa, raniona w udo, i policjant, także postrzelony w nogę. Sam napastnik został lekko ranny w czasie interwencji policji, ale mógł zostać przewieziony do rybnickiej komendy. Po zatrzymaniu nadal był agresywny. Policjantom nie udało się z nim porozmawiać. Dopiero dziś ma zostać przesłuchany.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów