Chora kobieta chciała spalić sąsiadów. Nikt nie pomaga

Jacek Madeja
2010-08-25 , aktualizacja: 25.08.2010 22:03
A A A Drukuj
- Dlaczego urzędnicy pozwolili, żeby agresywna, psychicznie chora kobieta mieszkała tu sama, bez opieki? - pytają wściekli mieszkańcy kamienicy przy ul. Osiedleńczej w Zabrzu. O włos uniknęli tragedii, kiedy ich sąsiadka próbowała spalić cały dom
Lokatorzy z ul. Osiedleńczej 16 bali się 27-letniej Katarzyny Sz., jeszcze zanim wprowadziła się do ich kamienicy. Wcześniej mieszkała razem z rodzicami kilka domów dalej. - Straszyła ich, urządzała nocne awantury i wyrzucała z domu. Ze strachu kładli się do łóżek w ubraniach. Jakieś trzy lata temu Katarzyna przyszła tutaj. I dla nas zaczęło się piekło - opowiadają ludzie.

Kobieta zajęła mieszkanie na parterze, które dostała od miasta. Od pierwszego dnia zaczęły się awantury, kradzieże i wyzwiska. Sąsiedzi mówią, że szukała byle pretekstu. - Do mnie przyszła, że niby zalałam jej mieszkanie. W łazience znalazła perfumy. Wzięła je sobie jako prezent urodzinowy. Nic nie powiedziałam, bo się bałam. Nie wiadomo, co jej strzeli do głowy - mówi Józefa Symkla.

Do mieszkania Sobczaków przyszła, kiedy w środku była tylko 16-letnia córka. Zażądała pieniędzy na papierosy. - Dziewczyna była tak przestraszona, że dała jej 20 zł. Zresztą ostatnio zrobiła zakupy w sklepie, w którym pracuję, i też nie zapłaciła - mówi Barbara Sobczak.

Spotkań z niezrównoważoną sąsiadką unikali także mężczyźni. - Ma taki biceps, że niejeden nie dałby jej rady. No i trenowała dżudo - dodaje Mirosław Konieczny.

Ludzie z kamienicy w sprawie uciążliwej lokatorki dzwonili na policję i do administracji. Przekonywali, że kobieta jest agresywna i niebezpieczna. Bez skutku. - W administracji straszyli nas, że wszyscy lokatorzy mają razem 37 tys. zł długu i powinniśmy siedzieć cicho - mówi Konieczny.

- Na policji usłyszeliśmy, że mamy sobie radzić sami. Tylko jak? Kiedyś dwóch policjantów przyjechało na interwencję i nie umiało jej dać rady. Kiedy brała leki, wszystko było w porządku, ale najczęściej po kilku dniach je odstawiała. I zaczynało się piekło. W końcu zabierali ją do szpitala w Toszku - dodaje Sobczak.

Awantura, do jakiej doszło w nocy z wtorku na środę, z początku wyglądała jak dziesiątki innych. O czwartej w nocy Katarzyna Sz. biegała po korytarzu, waląc w drzwi i wyzywając sąsiadów. Kiedy nikt jej nie otworzył, zagroziła, że wszystkich spali. Kilkanaście minut potem duszący dym wygnał wszystkich z mieszkań. Jeden z lokatorów trafił do szpitala podtruty czadem.

Strażacy ugasili pożar w mieszkaniu kobiety, zanim ogień wydostał się na korytarz. - Już wcześniej dwa razy się u niej paliło, ale teraz o mały włos spaliłaby nas wszystkich. To urzędnicy i policja są za to odpowiedzialni. Kto w ogóle wpadł na to, żeby jej dać mieszkanie, skoro wszyscy wiedzą, że jest psychicznie chora i niebezpieczna? I dlaczego nikt nie zareagował wcześniej? - pytają lokatorzy z Osiedleńczej.

Na te pytania urzędnicy nie chcą odpowiedzieć. Piotr Wicik z Zarządu Budynków Komunalnych odsyła w tej sprawie do policji. - My jesteśmy tylko zarządcą budynku. Wszystko, co mogliśmy zrobić, to przekazać sprawę Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Rodzinie, który pomaga osobom niezaradnym życiowo - zastrzega Wicik.

Krzysztof Maciejczyk z zabrzańskiego magistratu podkreśla, że MOPR wystąpił już do sądu z wnioskiem o przymusowe skierowanie Katarzyny Sz. do domu pomocy społecznej. - Jeśli się uda, kobieta będzie tam przebywała pod całodobową opieką, żeby już nie zagrażała ani sobie, ani innym - mówi Maciejczyk.

Katarzyna Wesołowska z zabrzańskiej policji informuje, że Katarzyna Sz. została zatrzymana kilka godzin po podpaleniu, kiedy awanturowała się na targowisku w centrum miasta. Od razu została przewieziona do szpitala psychiatrycznego w Toszku. - Teraz będziemy wyjaśniać sprawę pożaru. Wcześniej dochodziło do gróźb karalnych, ale nie mogliśmy nic zrobić, bo takie sprawy mieszkańcy muszą zgłosić sami. Nikt z nich tego nie zrobił - mówi Wesołowska.

Mieszkańcy z Osiedleńczej boją się, że kobieta po krótkim pobycie w szpitalu wróci do kamienicy. - Zawsze tak było. Jeśli nikt jej nie powstrzyma, może dojść do nieszczęścia - ostrzegają.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów