Chora kobieta chciała spalić sąsiadów. Nikt nie pomaga
2010-08-25
, aktualizacja: 25.08.2010 22:03
- Dlaczego urzędnicy pozwolili, żeby agresywna, psychicznie chora kobieta mieszkała tu sama, bez opieki? - pytają wściekli mieszkańcy kamienicy przy ul. Osiedleńczej w Zabrzu. O włos uniknęli tragedii, kiedy ich sąsiadka próbowała spalić cały dom
ZOBACZ TAKŻE
- Brutalnie wyrzucona na bruk wreszcie dostała mieszkanie (29-10-10, 12:39)
- Trzy lata więzienia dla policjantów za pobicie ucznia (07-09-10, 22:46)
- 78-latek groził byłej żonie, potem podpalił jej pokój (30-08-10, 13:50)
- Komentarz Dariusza Kortko: Urzędnicy chowają głowy w piasek (25-08-10, 21:45)
- Eksmisja? "To był pustostan. Tylko opróżniliśmy lokal" (24-08-10, 20:11)
- Nie chcą wolontariuszy w domu dziecka i schronisku (22-08-10, 02:14)
- Smród nie daje ludziom żyć. I zaczęły grasować szczury (04-08-10, 22:01)
- Osiedle socjalne się zapełnia, a sąsiedzi się boją (28-07-10, 16:32)
Lokatorzy z ul. Osiedleńczej 16 bali się 27-letniej Katarzyny Sz., jeszcze zanim wprowadziła się do ich kamienicy. Wcześniej mieszkała razem z rodzicami kilka domów dalej. - Straszyła ich, urządzała nocne awantury i wyrzucała z domu. Ze strachu kładli się do łóżek w ubraniach. Jakieś trzy lata temu Katarzyna przyszła tutaj. I dla nas zaczęło się piekło - opowiadają ludzie.
Kobieta zajęła mieszkanie na parterze, które dostała od miasta. Od pierwszego dnia zaczęły się awantury, kradzieże i wyzwiska. Sąsiedzi mówią, że szukała byle pretekstu. - Do mnie przyszła, że niby zalałam jej mieszkanie. W łazience znalazła perfumy. Wzięła je sobie jako prezent urodzinowy. Nic nie powiedziałam, bo się bałam. Nie wiadomo, co jej strzeli do głowy - mówi Józefa Symkla.
Do mieszkania Sobczaków przyszła, kiedy w środku była tylko 16-letnia córka. Zażądała pieniędzy na papierosy. - Dziewczyna była tak przestraszona, że dała jej 20 zł. Zresztą ostatnio zrobiła zakupy w sklepie, w którym pracuję, i też nie zapłaciła - mówi Barbara Sobczak.
Spotkań z niezrównoważoną sąsiadką unikali także mężczyźni. - Ma taki biceps, że niejeden nie dałby jej rady. No i trenowała dżudo - dodaje Mirosław Konieczny.
Ludzie z kamienicy w sprawie uciążliwej lokatorki dzwonili na policję i do administracji. Przekonywali, że kobieta jest agresywna i niebezpieczna. Bez skutku. - W administracji straszyli nas, że wszyscy lokatorzy mają razem 37 tys. zł długu i powinniśmy siedzieć cicho - mówi Konieczny.
- Na policji usłyszeliśmy, że mamy sobie radzić sami. Tylko jak? Kiedyś dwóch policjantów przyjechało na interwencję i nie umiało jej dać rady. Kiedy brała leki, wszystko było w porządku, ale najczęściej po kilku dniach je odstawiała. I zaczynało się piekło. W końcu zabierali ją do szpitala w Toszku - dodaje Sobczak.
Awantura, do jakiej doszło w nocy z wtorku na środę, z początku wyglądała jak dziesiątki innych. O czwartej w nocy Katarzyna Sz. biegała po korytarzu, waląc w drzwi i wyzywając sąsiadów. Kiedy nikt jej nie otworzył, zagroziła, że wszystkich spali. Kilkanaście minut potem duszący dym wygnał wszystkich z mieszkań. Jeden z lokatorów trafił do szpitala podtruty czadem.
Strażacy ugasili pożar w mieszkaniu kobiety, zanim ogień wydostał się na korytarz. - Już wcześniej dwa razy się u niej paliło, ale teraz o mały włos spaliłaby nas wszystkich. To urzędnicy i policja są za to odpowiedzialni. Kto w ogóle wpadł na to, żeby jej dać mieszkanie, skoro wszyscy wiedzą, że jest psychicznie chora i niebezpieczna? I dlaczego nikt nie zareagował wcześniej? - pytają lokatorzy z Osiedleńczej.
Na te pytania urzędnicy nie chcą odpowiedzieć. Piotr Wicik z Zarządu Budynków Komunalnych odsyła w tej sprawie do policji. - My jesteśmy tylko zarządcą budynku. Wszystko, co mogliśmy zrobić, to przekazać sprawę Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Rodzinie, który pomaga osobom niezaradnym życiowo - zastrzega Wicik.
Krzysztof Maciejczyk z zabrzańskiego magistratu podkreśla, że MOPR wystąpił już do sądu z wnioskiem o przymusowe skierowanie Katarzyny Sz. do domu pomocy społecznej. - Jeśli się uda, kobieta będzie tam przebywała pod całodobową opieką, żeby już nie zagrażała ani sobie, ani innym - mówi Maciejczyk.
Katarzyna Wesołowska z zabrzańskiej policji informuje, że Katarzyna Sz. została zatrzymana kilka godzin po podpaleniu, kiedy awanturowała się na targowisku w centrum miasta. Od razu została przewieziona do szpitala psychiatrycznego w Toszku. - Teraz będziemy wyjaśniać sprawę pożaru. Wcześniej dochodziło do gróźb karalnych, ale nie mogliśmy nic zrobić, bo takie sprawy mieszkańcy muszą zgłosić sami. Nikt z nich tego nie zrobił - mówi Wesołowska.
Mieszkańcy z Osiedleńczej boją się, że kobieta po krótkim pobycie w szpitalu wróci do kamienicy. - Zawsze tak było. Jeśli nikt jej nie powstrzyma, może dojść do nieszczęścia - ostrzegają.
Kobieta zajęła mieszkanie na parterze, które dostała od miasta. Od pierwszego dnia zaczęły się awantury, kradzieże i wyzwiska. Sąsiedzi mówią, że szukała byle pretekstu. - Do mnie przyszła, że niby zalałam jej mieszkanie. W łazience znalazła perfumy. Wzięła je sobie jako prezent urodzinowy. Nic nie powiedziałam, bo się bałam. Nie wiadomo, co jej strzeli do głowy - mówi Józefa Symkla.
Do mieszkania Sobczaków przyszła, kiedy w środku była tylko 16-letnia córka. Zażądała pieniędzy na papierosy. - Dziewczyna była tak przestraszona, że dała jej 20 zł. Zresztą ostatnio zrobiła zakupy w sklepie, w którym pracuję, i też nie zapłaciła - mówi Barbara Sobczak.
Spotkań z niezrównoważoną sąsiadką unikali także mężczyźni. - Ma taki biceps, że niejeden nie dałby jej rady. No i trenowała dżudo - dodaje Mirosław Konieczny.
Ludzie z kamienicy w sprawie uciążliwej lokatorki dzwonili na policję i do administracji. Przekonywali, że kobieta jest agresywna i niebezpieczna. Bez skutku. - W administracji straszyli nas, że wszyscy lokatorzy mają razem 37 tys. zł długu i powinniśmy siedzieć cicho - mówi Konieczny.
- Na policji usłyszeliśmy, że mamy sobie radzić sami. Tylko jak? Kiedyś dwóch policjantów przyjechało na interwencję i nie umiało jej dać rady. Kiedy brała leki, wszystko było w porządku, ale najczęściej po kilku dniach je odstawiała. I zaczynało się piekło. W końcu zabierali ją do szpitala w Toszku - dodaje Sobczak.
Awantura, do jakiej doszło w nocy z wtorku na środę, z początku wyglądała jak dziesiątki innych. O czwartej w nocy Katarzyna Sz. biegała po korytarzu, waląc w drzwi i wyzywając sąsiadów. Kiedy nikt jej nie otworzył, zagroziła, że wszystkich spali. Kilkanaście minut potem duszący dym wygnał wszystkich z mieszkań. Jeden z lokatorów trafił do szpitala podtruty czadem.
Strażacy ugasili pożar w mieszkaniu kobiety, zanim ogień wydostał się na korytarz. - Już wcześniej dwa razy się u niej paliło, ale teraz o mały włos spaliłaby nas wszystkich. To urzędnicy i policja są za to odpowiedzialni. Kto w ogóle wpadł na to, żeby jej dać mieszkanie, skoro wszyscy wiedzą, że jest psychicznie chora i niebezpieczna? I dlaczego nikt nie zareagował wcześniej? - pytają lokatorzy z Osiedleńczej.
Na te pytania urzędnicy nie chcą odpowiedzieć. Piotr Wicik z Zarządu Budynków Komunalnych odsyła w tej sprawie do policji. - My jesteśmy tylko zarządcą budynku. Wszystko, co mogliśmy zrobić, to przekazać sprawę Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Rodzinie, który pomaga osobom niezaradnym życiowo - zastrzega Wicik.
Krzysztof Maciejczyk z zabrzańskiego magistratu podkreśla, że MOPR wystąpił już do sądu z wnioskiem o przymusowe skierowanie Katarzyny Sz. do domu pomocy społecznej. - Jeśli się uda, kobieta będzie tam przebywała pod całodobową opieką, żeby już nie zagrażała ani sobie, ani innym - mówi Maciejczyk.
Katarzyna Wesołowska z zabrzańskiej policji informuje, że Katarzyna Sz. została zatrzymana kilka godzin po podpaleniu, kiedy awanturowała się na targowisku w centrum miasta. Od razu została przewieziona do szpitala psychiatrycznego w Toszku. - Teraz będziemy wyjaśniać sprawę pożaru. Wcześniej dochodziło do gróźb karalnych, ale nie mogliśmy nic zrobić, bo takie sprawy mieszkańcy muszą zgłosić sami. Nikt z nich tego nie zrobił - mówi Wesołowska.
Mieszkańcy z Osiedleńczej boją się, że kobieta po krótkim pobycie w szpitalu wróci do kamienicy. - Zawsze tak było. Jeśli nikt jej nie powstrzyma, może dojść do nieszczęścia - ostrzegają.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
15 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

