Śledztwo przeciwko byłemu prezydentowi Zabrza utknęło
2010-08-24
, aktualizacja: 24.08.2010 16:14
Od kilku miesięcy jeden z kluczowych świadków nie stawia się na przesłuchanie. - Nie można go doprowadzić siłą, bo mieszka w Niemczech - przyznają prokuratorzy.
ZOBACZ TAKŻE
- Były prezydent Zabrza wkręcony w spiralę długów (25-11-09, 19:38)
- Były prezydent Zabrza podejrzany o zabójstwo prawnika (23-11-09, 13:11)
70-letni Jerzy G., były prezydent Zabrza, został aresztowany w listopadzie zeszłego roku. Według katowickiej prokuratury w sierpniu 2008 r. zamordował Lecha Frydrychowskiego, syna swojej byłej wspólniczki. Śledczy planowali, że pod koniec lipca do sądu trafi akt oskarżenia w tej sprawie.
"Gazeta" dowiedziała się jednak, że prokuratorzy mają problem i sprawa może się przeciągnąć. Od kilku miesięcy nie mogą bowiem przesłuchać jednego z kluczowych świadków. Mieszka on w Niemczech i nie reaguje na wezwania do stawienia się w polskim konsulacie. - To ważny świadek z punktu widzenia oskarżenia i byłoby dobrze, gdyby złożył zeznania - potwierdza prokurator Mariusz Łączny z biura prasowego Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Śledczy nie mogą zwrócić się z prośbą do niemieckiej policji, aby doprowadziła unikającego przesłuchania mężczyznę na przesłuchanie, bo nie zezwalają na to przepisy. Wszystko zależy więc od jego dobrej woli. - Jeżeli nie stawi się na przesłuchanie, prowadzący sprawę może podjąć decyzję o skierowaniu do sądu aktu oskarżenia na podstawie zebranego do tej pory materiału dowodowego - mówi prokurator Łączny.
A jakie to dowody? Według naszych informacji billingi telefoniczne, informacje operatorów komórkowych o miejscach logowania się telefonu Frydrychowskiego i Jerzego G. oraz zeznania współuczestników zabójstwa. Byłego prezydenta obciąża Tomasz L., mechanik samochodowy z Bytomia. Zeznał, że Jerzy G. prosił go, żeby znalazł ludzi, którzy porachowaliby się z Frydrychowskim.
Z relacji Tomasza L. wynika, że 17 sierpnia 2008 r. Jerzy G. zaproponował Frydrychowskiemu, aby wybrali się do lasu w okolicach Będzina. Mieli oglądać drzewostan, co było elementem pracy doktorskiej Frydrychowskiego. Były prezydent miał przywieźć tam doktoranta swoim samochodem. Na miejscu czekali już wynajęci przez mechanika samochodowego trzej bytomscy bandyci: Mariusz F., Robert T. i jego brat Rafał. Co się działo w lesie? Tomasz L. mówi, że nie wie, bo siedział w aucie. Zeznał jednak, że bandyci wrócili po kilkunastu minutach i chwalili się, jak okładali bejsbolami i kopali Frydrychowskiego. - Dziadkowi puściły nerwy - mieli opowiadać o Jerzym G. Podczas jazdy nie było mowy, że napadnięty nie żyje. O tym, że odnaleziono jego ciało, dowiedzieli się kilka dni później z mediów.
Mechanik podał prokuratorom numery komórek bandytów, których zawiózł do lasu. Według ustaleń operatorów 17 sierpnia w południe wszystkie logowały się w tamtej okolicy, podobnie jak telefony Tomasza L., Jerzego G. i Frydrychowskiego. Billingi pokazują, że mechanik był w stałym kontakcie z bandytami. Prezydent miał im zapłacić 4 tys. zł.
Prokuratorzy przyznają, że sprawa jest poszlakowa, bo nie znaleziono narzędzia zbrodni. Twierdzą jednak, że były prezydent miał motyw, bo był winny Frydrychowskiemu ponad 900 tys. zł wraz z odsetkami. Przegrał proces w tej sprawie, a na kilka miesięcy przed zbrodnią na jego konto wszedł komornik.
Jerzy G. nie przyznaje się do winy. Jego żona od samego początku utrzymuje, że mąż został wrobiony.
"Gazeta" dowiedziała się jednak, że prokuratorzy mają problem i sprawa może się przeciągnąć. Od kilku miesięcy nie mogą bowiem przesłuchać jednego z kluczowych świadków. Mieszka on w Niemczech i nie reaguje na wezwania do stawienia się w polskim konsulacie. - To ważny świadek z punktu widzenia oskarżenia i byłoby dobrze, gdyby złożył zeznania - potwierdza prokurator Mariusz Łączny z biura prasowego Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Śledczy nie mogą zwrócić się z prośbą do niemieckiej policji, aby doprowadziła unikającego przesłuchania mężczyznę na przesłuchanie, bo nie zezwalają na to przepisy. Wszystko zależy więc od jego dobrej woli. - Jeżeli nie stawi się na przesłuchanie, prowadzący sprawę może podjąć decyzję o skierowaniu do sądu aktu oskarżenia na podstawie zebranego do tej pory materiału dowodowego - mówi prokurator Łączny.
A jakie to dowody? Według naszych informacji billingi telefoniczne, informacje operatorów komórkowych o miejscach logowania się telefonu Frydrychowskiego i Jerzego G. oraz zeznania współuczestników zabójstwa. Byłego prezydenta obciąża Tomasz L., mechanik samochodowy z Bytomia. Zeznał, że Jerzy G. prosił go, żeby znalazł ludzi, którzy porachowaliby się z Frydrychowskim.
Z relacji Tomasza L. wynika, że 17 sierpnia 2008 r. Jerzy G. zaproponował Frydrychowskiemu, aby wybrali się do lasu w okolicach Będzina. Mieli oglądać drzewostan, co było elementem pracy doktorskiej Frydrychowskiego. Były prezydent miał przywieźć tam doktoranta swoim samochodem. Na miejscu czekali już wynajęci przez mechanika samochodowego trzej bytomscy bandyci: Mariusz F., Robert T. i jego brat Rafał. Co się działo w lesie? Tomasz L. mówi, że nie wie, bo siedział w aucie. Zeznał jednak, że bandyci wrócili po kilkunastu minutach i chwalili się, jak okładali bejsbolami i kopali Frydrychowskiego. - Dziadkowi puściły nerwy - mieli opowiadać o Jerzym G. Podczas jazdy nie było mowy, że napadnięty nie żyje. O tym, że odnaleziono jego ciało, dowiedzieli się kilka dni później z mediów.
Mechanik podał prokuratorom numery komórek bandytów, których zawiózł do lasu. Według ustaleń operatorów 17 sierpnia w południe wszystkie logowały się w tamtej okolicy, podobnie jak telefony Tomasza L., Jerzego G. i Frydrychowskiego. Billingi pokazują, że mechanik był w stałym kontakcie z bandytami. Prezydent miał im zapłacić 4 tys. zł.
Prokuratorzy przyznają, że sprawa jest poszlakowa, bo nie znaleziono narzędzia zbrodni. Twierdzą jednak, że były prezydent miał motyw, bo był winny Frydrychowskiemu ponad 900 tys. zł wraz z odsetkami. Przegrał proces w tej sprawie, a na kilka miesięcy przed zbrodnią na jego konto wszedł komornik.
Jerzy G. nie przyznaje się do winy. Jego żona od samego początku utrzymuje, że mąż został wrobiony.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


