Kradzieże aut na niby. Oszust hulajnogi nie ubezpieczy
2010-08-23
, aktualizacja: 23.08.2010 23:53
W naszym regionie kierowcy coraz częściej zgłaszają fikcyjne kradzieże samochodów. Chcą w ten sposób wyłudzić ubezpieczenie lub ukryć wypadek. Jeśli sprawa wyjdzie na jaw, oszust trafia do więzienia i na czarną listę. A wtedy nawet hulajnogi nie ubezpieczy.
ZOBACZ TAKŻE
- Obiecywał pracę, prowizje przepuścił u bukmachera (21-12-10, 14:25)
- Spłonęło kilkanaście aut. "To nie wojna szalikowców" (09-09-10, 10:40)
- Kobieta zleciła kradzież silnika. I ukradli jej auto (18-08-10, 12:43)
- Dwukrotnie ukradli ten sam samochód. Fiata 126p (06-08-10, 22:09)
- Pijany ukradł auto koledze, bo chciał sobie pojeździć (26-07-10, 21:11)
- Auta najczęściej kradną nocą z osiedla Tysiąclecia (16-09-10, 22:44)
- Komisariat (jak) malowany. Szkoda tylko że z grzybem (09-09-10, 21:19)
Sześć lat temu w naszym regionie skradziono prawie 8 tys. samochodów. To był rekord w skali kraju. Dzięki powołaniu w każdej komendzie wydziałów do walki ze złodziejami aut liczba kradzieży zmniejszyła się do 2,5 tys. w zeszłym roku. Takiego spadku nie odnotował żaden garnizon w Polsce.
Nowym problemem, z jakim musi się teraz borykać policja, są fikcyjne zgłoszenia kradzieży lub uszkodzenia auta. Tylko w tym miesiącu odnotowano kilkadziesiąt takich przypadków. Motywy kierowców są różne. - Większość z nich sprzedaje auta na boku i liczy na dodatkowe pieniądze z ubezpieczenia - mówi komisarz Jacek Pytel, rzecznik prasowy komendy miejskiej w Katowicach.
Policja, tropiąc oszustów, korzysta z pomocy agentów ubezpieczeniowych oraz autoryzowanych stacji serwisowych. Tak było w przypadku mężczyzny, który zgłosił kradzież bmw wartego kilkaset tysięcy złotych. Twierdził, że wóz zniknął sprzed restauracji, gdy on jadł kolację. Pracownicy koncernu BMW drogą elektroniczną sprawdzili, że w chwili kradzieży auto zostało uruchomione oryginalnym kluczykiem.
- Dodatkowo świadkowie, do których dotarli nasi ludzie, potwierdzili, że widzieli mężczyznę, jak jeździł tym samochodem już po zgłoszeniu kradzieży - mówi Tomasz Czerniak z zespołu prasowego komendy wojewódzkiej w Katowicach.
Niezwykle pomocne w ujawnianiu fikcyjnych kradzieży są także miejskie systemy monitoringu. Dzięki nim policjanci mogą udowodnić oszustwo. Przekonał się o tym gliwiczanin, który zgłosił kradzież hummera. Opisał policjantom, kiedy i gdzie go zostawił, zapewnił też, że zamknął drzwi i uruchomił alarm. Nie wiedział tylko, że ulica, przy której miał parkować, znajduje się w zasięgu kilku kamer monitoringu. - Nasi ludzie ustalili, że hummer nie parkował tam w dniu zgłoszenia kradzieży ani nigdy wcześniej. A jego właściciel przyznał się do oszustwa - mówi Czerniak.
W każdym takim przypadku policja informuje firmy ubezpieczeniowe o wyłudzeniu lub próbie wyłudzenia ubezpieczenia. W takiej sytuacji oszust będzie musiał zwrócić otrzymane pieniądze. I trafi na czarną listę ubezpieczycieli. - Podobnie jak banki, towarzystwa ubezpieczeniowe również wymieniają się danymi klientów, którzy dopuścili się oszustwa na ich szkodę - przyznaje Marek Baran, rzecznik prasowy Allianz Polska.
W efekcie w przyszłości osoba znajdująca się na takiej liście nie ubezpieczy nawet hulajnogi. Zdarza się również, że kierowcy zgłaszają kradzież auta po to, aby zatuszować swój udział w wypadku lub kolizji. Uciekają z miejsca zdarzenia pieszo i dzwonią na komendę z lamentem, że nie mają auta. W większości przypadków takie sprawy udaje się jednak wykryć. Oprócz zapisu monitoringu policja sprawdza wtedy m.in. odciski palców na kierownicy i drzwiach.
Nie brakuje także "pomysłowych" kierowców, którzy jadą na imprezę autem, a do domu wracają taksówką i rano nie wiedzą, gdzie zaparkowali. Liczą, że po zgłoszeniu kradzieży policyjne patrole znajdą zgubę na mieście. - Zgłaszający odpowiada wtedy za zawiadomienie policji o niepopełnionym przestępstwie i złożenie fałszywych zeznań - ostrzega komisarz Pytel. Za zgłoszenie fikcyjnej kradzieży grożą 3 lata więzienia.
Nowym problemem, z jakim musi się teraz borykać policja, są fikcyjne zgłoszenia kradzieży lub uszkodzenia auta. Tylko w tym miesiącu odnotowano kilkadziesiąt takich przypadków. Motywy kierowców są różne. - Większość z nich sprzedaje auta na boku i liczy na dodatkowe pieniądze z ubezpieczenia - mówi komisarz Jacek Pytel, rzecznik prasowy komendy miejskiej w Katowicach.
Policja, tropiąc oszustów, korzysta z pomocy agentów ubezpieczeniowych oraz autoryzowanych stacji serwisowych. Tak było w przypadku mężczyzny, który zgłosił kradzież bmw wartego kilkaset tysięcy złotych. Twierdził, że wóz zniknął sprzed restauracji, gdy on jadł kolację. Pracownicy koncernu BMW drogą elektroniczną sprawdzili, że w chwili kradzieży auto zostało uruchomione oryginalnym kluczykiem.
- Dodatkowo świadkowie, do których dotarli nasi ludzie, potwierdzili, że widzieli mężczyznę, jak jeździł tym samochodem już po zgłoszeniu kradzieży - mówi Tomasz Czerniak z zespołu prasowego komendy wojewódzkiej w Katowicach.
Niezwykle pomocne w ujawnianiu fikcyjnych kradzieży są także miejskie systemy monitoringu. Dzięki nim policjanci mogą udowodnić oszustwo. Przekonał się o tym gliwiczanin, który zgłosił kradzież hummera. Opisał policjantom, kiedy i gdzie go zostawił, zapewnił też, że zamknął drzwi i uruchomił alarm. Nie wiedział tylko, że ulica, przy której miał parkować, znajduje się w zasięgu kilku kamer monitoringu. - Nasi ludzie ustalili, że hummer nie parkował tam w dniu zgłoszenia kradzieży ani nigdy wcześniej. A jego właściciel przyznał się do oszustwa - mówi Czerniak.
W każdym takim przypadku policja informuje firmy ubezpieczeniowe o wyłudzeniu lub próbie wyłudzenia ubezpieczenia. W takiej sytuacji oszust będzie musiał zwrócić otrzymane pieniądze. I trafi na czarną listę ubezpieczycieli. - Podobnie jak banki, towarzystwa ubezpieczeniowe również wymieniają się danymi klientów, którzy dopuścili się oszustwa na ich szkodę - przyznaje Marek Baran, rzecznik prasowy Allianz Polska.
W efekcie w przyszłości osoba znajdująca się na takiej liście nie ubezpieczy nawet hulajnogi. Zdarza się również, że kierowcy zgłaszają kradzież auta po to, aby zatuszować swój udział w wypadku lub kolizji. Uciekają z miejsca zdarzenia pieszo i dzwonią na komendę z lamentem, że nie mają auta. W większości przypadków takie sprawy udaje się jednak wykryć. Oprócz zapisu monitoringu policja sprawdza wtedy m.in. odciski palców na kierownicy i drzwiach.
Nie brakuje także "pomysłowych" kierowców, którzy jadą na imprezę autem, a do domu wracają taksówką i rano nie wiedzą, gdzie zaparkowali. Liczą, że po zgłoszeniu kradzieży policyjne patrole znajdą zgubę na mieście. - Zgłaszający odpowiada wtedy za zawiadomienie policji o niepopełnionym przestępstwie i złożenie fałszywych zeznań - ostrzega komisarz Pytel. Za zgłoszenie fikcyjnej kradzieży grożą 3 lata więzienia.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Kradzieże aut na niby. Oszust hulajnogi nie ube...
blonde.redhead24
24.08.10, 01:26
No typowe po prostu. Pomysłowość... i głupota ludzka nie znają granic :P Kiedyś czytałam w Wyborczej o mężczyźnie, który próbował sprzedać Policjihistorię o tym, jak na skrzyżowaniu »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

