Kradzieże aut na niby. Oszust hulajnogi nie ubezpieczy

Marcin Pietraszewski
2010-08-23 , aktualizacja: 23.08.2010 23:53
A A A Drukuj
W naszym regionie kierowcy coraz częściej zgłaszają fikcyjne kradzieże samochodów. Chcą w ten sposób wyłudzić ubezpieczenie lub ukryć wypadek. Jeśli sprawa wyjdzie na jaw, oszust trafia do więzienia i na czarną listę. A wtedy nawet hulajnogi nie ubezpieczy.
Sześć lat temu w naszym regionie skradziono prawie 8 tys. samochodów. To był rekord w skali kraju. Dzięki powołaniu w każdej komendzie wydziałów do walki ze złodziejami aut liczba kradzieży zmniejszyła się do 2,5 tys. w zeszłym roku. Takiego spadku nie odnotował żaden garnizon w Polsce.

Nowym problemem, z jakim musi się teraz borykać policja, są fikcyjne zgłoszenia kradzieży lub uszkodzenia auta. Tylko w tym miesiącu odnotowano kilkadziesiąt takich przypadków. Motywy kierowców są różne. - Większość z nich sprzedaje auta na boku i liczy na dodatkowe pieniądze z ubezpieczenia - mówi komisarz Jacek Pytel, rzecznik prasowy komendy miejskiej w Katowicach.

Policja, tropiąc oszustów, korzysta z pomocy agentów ubezpieczeniowych oraz autoryzowanych stacji serwisowych. Tak było w przypadku mężczyzny, który zgłosił kradzież bmw wartego kilkaset tysięcy złotych. Twierdził, że wóz zniknął sprzed restauracji, gdy on jadł kolację. Pracownicy koncernu BMW drogą elektroniczną sprawdzili, że w chwili kradzieży auto zostało uruchomione oryginalnym kluczykiem.

- Dodatkowo świadkowie, do których dotarli nasi ludzie, potwierdzili, że widzieli mężczyznę, jak jeździł tym samochodem już po zgłoszeniu kradzieży - mówi Tomasz Czerniak z zespołu prasowego komendy wojewódzkiej w Katowicach.

Niezwykle pomocne w ujawnianiu fikcyjnych kradzieży są także miejskie systemy monitoringu. Dzięki nim policjanci mogą udowodnić oszustwo. Przekonał się o tym gliwiczanin, który zgłosił kradzież hummera. Opisał policjantom, kiedy i gdzie go zostawił, zapewnił też, że zamknął drzwi i uruchomił alarm. Nie wiedział tylko, że ulica, przy której miał parkować, znajduje się w zasięgu kilku kamer monitoringu. - Nasi ludzie ustalili, że hummer nie parkował tam w dniu zgłoszenia kradzieży ani nigdy wcześniej. A jego właściciel przyznał się do oszustwa - mówi Czerniak.

W każdym takim przypadku policja informuje firmy ubezpieczeniowe o wyłudzeniu lub próbie wyłudzenia ubezpieczenia. W takiej sytuacji oszust będzie musiał zwrócić otrzymane pieniądze. I trafi na czarną listę ubezpieczycieli. - Podobnie jak banki, towarzystwa ubezpieczeniowe również wymieniają się danymi klientów, którzy dopuścili się oszustwa na ich szkodę - przyznaje Marek Baran, rzecznik prasowy Allianz Polska.

W efekcie w przyszłości osoba znajdująca się na takiej liście nie ubezpieczy nawet hulajnogi. Zdarza się również, że kierowcy zgłaszają kradzież auta po to, aby zatuszować swój udział w wypadku lub kolizji. Uciekają z miejsca zdarzenia pieszo i dzwonią na komendę z lamentem, że nie mają auta. W większości przypadków takie sprawy udaje się jednak wykryć. Oprócz zapisu monitoringu policja sprawdza wtedy m.in. odciski palców na kierownicy i drzwiach.

Nie brakuje także "pomysłowych" kierowców, którzy jadą na imprezę autem, a do domu wracają taksówką i rano nie wiedzą, gdzie zaparkowali. Liczą, że po zgłoszeniu kradzieży policyjne patrole znajdą zgubę na mieście. - Zgłaszający odpowiada wtedy za zawiadomienie policji o niepopełnionym przestępstwie i złożenie fałszywych zeznań - ostrzega komisarz Pytel. Za zgłoszenie fikcyjnej kradzieży grożą 3 lata więzienia.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Kradzieże aut na niby. Oszust hulajnogi nie ube... blonde.redhead24 24.08.10, 01:26

    No typowe po prostu. Pomysłowość... i głupota ludzka nie znają granic :P Kiedyś czytałam w Wyborczej o mężczyźnie, który próbował sprzedać Policjihistorię o tym, jak na skrzyżowaniu »