Górniku, doceń, że nie wylatujesz na bruk. Mentalny PRL
2010-08-18
, aktualizacja: 18.08.2010 22:39
Czerwiec 2010. Protest górników przed budynkiem Kompanii Węglowej. Górnicy nie chcą zamknięcia kopalni Halemba-Wirek
Zamieszanie wokół likwidacji miejsc pracy w górnictwie to lipa. W Kompanii Węglowej zniknie tylko garstka etatów, ale larum jest takie, jakby zamykano przynajmniej połowę kopalni. Górnicy i tak mają szczęście, że żaden z nich nie trafi na bruk
ZOBACZ TAKŻE
- Wojewoda próbuje gasić pożar w górnictwie. Uda mu się? (14-08-10, 00:24)
- Górnicy za prywatyzacją? Związkowcy: wybory sfałszowane (13-08-10, 14:03)
- Czy wojewoda uchroni KW przed strajkiem górników? (11-08-10, 14:25)
- Przepisy biją w pracowników. Winna Unia i kryzys? (21-10-10, 20:20)
- Inwestycje w górnictwie ze wsparciem z budżetu? (11-10-10, 16:53)
- Jest porozumienie. Górnicy z Kompanii nie zastrajkują (17-09-10, 22:30)
- Nowego górnika rozpoznasz po pomarańczowym kasku (09-09-10, 21:37)
- Górniczy protest będzie miał charakter "kroczący" (06-09-10, 20:54)
- Górnicze referendum: 92 proc. głosujących za strajkiem (03-09-10, 11:41)
- Kompania Węglowa do górników z kijem i marchewką (01-09-10, 22:59)
- Kompania ostrzega górników: strajk będzie nielegalny (25-08-10, 21:25)
- Związkowcy: KW chce zamknąć Halembę za półtora roku (30-07-10, 16:10)
- Czesi kupują od Kompanii Węglowej kopalnię Silesia (29-06-10, 21:38)
- Górnicza demonstracja: Uśpić Waldka, nie Halembę [FOTO] (23-06-10, 15:19)
Ujawniona niedawno strategia rozwoju i funkcjonowania Kompanii Węglowej na lata 2010-15 (z perspektywą do roku 2020) przewiduje zmniejszenie zatrudnienia w kopalniach: z 62,3 tys. pracowników obecnie do 45,4 tys. za pięć lat. Gdy tylko te dane wpadły w ręce związkowców, rozpętała się prawdziwa burza. "Chcą nam zabrać 17 tys. miejsc pracy!" - zaalarmowali górnicy i zagrozili strajkiem.
Czy do niego dojdzie, dowiemy się już 2 września, bo właśnie na ten dzień w kopalniach zaplanowano referendum. Pożar próbuje tymczasem ugasić wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk, który podjął się mediacji.
Czy interwencja Łukaszczyka może być skuteczna? Słuchając deklaracji niektórych działaczy w rodzaju: "Ani kroku w tył!", zaczynam w to wątpić.
Tymczasem wyliczenia dotyczące likwidacji miejsc pracy w górnictwie, choć na pierwszy rzut oka wyglądają groźnie, wcale nie przedstawiają się tak źle. Gdy dokładnie wczytamy się w projekt strategii, staje się jasne, że górnicy po raz kolejny złapali Pana Boga za nogi: żadnych radykalnych cięć nie będzie! Z 17 tys. miejsc pracy, których ma ubyć w Kompanii Węglowej, ponad 14 tys. to emeryci. Mało tego. Na ich miejsce firma przyjmie jeszcze 8,5 tys. nowych pracowników, nie ma więc mowy o jakimkolwiek zamrożeniu przyjęć do pracy w kopalniach. Firma dalej będzie zatrudniać młodych ludzi, w tym absolwentów klas górniczych, którym zagwarantowano pracę.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że w najbliższym czasie Kompania sprzeda kopalnię Silesia, w której pracuje 800 osób, i pozbędzie się kopalni Bolesław Śmiały, którą przejmie Tauron (1,7 tys. zatrudnionych), to okaże się, że liczba etatów w największej górniczej firmie w kraju tak naprawdę zmniejszy się zaledwie o 8 tys.! To stosunkowo niewielka redukcja zatrudnienia, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę to, że Kompania planuje zmniejszenie wydobycia węgla. Dziś kopalnie wchodzące w skład Kompanii fedrują 41 mln ton węgla rocznie, w 2015 roku wydobycie ma spaść do 34 mln ton. Będzie więc duży spadek wydobycia i znacznie mniejszy spadek zatrudnienia. W tym kontekście związkowe komunikaty o drastycznych cięciach w górnictwie brzmią już po prostu śmiesznie. Związkowcy zapominają przy tym dodać, że chodzi o "cięcia administracyjne". Pracę stracą ludzie z biur, a żaden z górników nie trafi na bruk. Nie zostanie z dnia na dzień zwolniony z pracy, nawet gdy jego kopalnia przestanie fedrować. Przykład: górnicy z kopalni Halemba-Wirek, która wkrótce zostanie wyłączona, będą przeniesieni do innych kopalni.
Czy o takim samym szczęściu mogą marzyć tysiące pracowników w innych zakładach? Ekspedientki z osiedlowych sklepików, kasjerzy z hipermarketów, kolejarze zatrudnieni w Przewozach Regionalnych, gdzie trwa restrukturyzacja, czy choćby hutnicy z ArcelorMittal? Odpowiedź jest oczywista: nie! Te firmy, aby przetrwać kryzys, faktycznie tną etaty i zwalniają ludzi. Szczęśliwcy dostają odprawy, choć nie tak wysokie, jak się powszechnie sądzi.
Tak dzieje się w innych firmach. Szefowie spółek węglowych nie mają dość odwagi, by podejmować podobne decyzje. Przykład: po utworzeniu w Kompanii jednego centrum księgowego w kopalniach praca 1,4 tys. osób zatrudnionych w kopalnianych biurach będzie firmie zupełnie niepotrzebna. Nikt nie zaproponował im jednak odpraw, bo to oznaczałoby rozwiązanie umów o pracę. Szefowie Kompanii boją się związkowców, a ci już powiedzieli: "W tej firmie żadnych zwolnień nie będzie!".
Dlaczego górnicy nie doceniają tego, że mimo restrukturyzacji Kompanii Węglowej żaden z nich nie trafi na bruk? Bo mimo gadania w kółko o prywatyzacji spółek węglowych cała branża tkwi jeszcze mentalnie w PRL-u. Górnicy i ci, którzy kopalniami zarządzają, tworzą razem jeden wielki górniczy skansen.
Czy do niego dojdzie, dowiemy się już 2 września, bo właśnie na ten dzień w kopalniach zaplanowano referendum. Pożar próbuje tymczasem ugasić wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk, który podjął się mediacji.
Czy interwencja Łukaszczyka może być skuteczna? Słuchając deklaracji niektórych działaczy w rodzaju: "Ani kroku w tył!", zaczynam w to wątpić.
Tymczasem wyliczenia dotyczące likwidacji miejsc pracy w górnictwie, choć na pierwszy rzut oka wyglądają groźnie, wcale nie przedstawiają się tak źle. Gdy dokładnie wczytamy się w projekt strategii, staje się jasne, że górnicy po raz kolejny złapali Pana Boga za nogi: żadnych radykalnych cięć nie będzie! Z 17 tys. miejsc pracy, których ma ubyć w Kompanii Węglowej, ponad 14 tys. to emeryci. Mało tego. Na ich miejsce firma przyjmie jeszcze 8,5 tys. nowych pracowników, nie ma więc mowy o jakimkolwiek zamrożeniu przyjęć do pracy w kopalniach. Firma dalej będzie zatrudniać młodych ludzi, w tym absolwentów klas górniczych, którym zagwarantowano pracę.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że w najbliższym czasie Kompania sprzeda kopalnię Silesia, w której pracuje 800 osób, i pozbędzie się kopalni Bolesław Śmiały, którą przejmie Tauron (1,7 tys. zatrudnionych), to okaże się, że liczba etatów w największej górniczej firmie w kraju tak naprawdę zmniejszy się zaledwie o 8 tys.! To stosunkowo niewielka redukcja zatrudnienia, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę to, że Kompania planuje zmniejszenie wydobycia węgla. Dziś kopalnie wchodzące w skład Kompanii fedrują 41 mln ton węgla rocznie, w 2015 roku wydobycie ma spaść do 34 mln ton. Będzie więc duży spadek wydobycia i znacznie mniejszy spadek zatrudnienia. W tym kontekście związkowe komunikaty o drastycznych cięciach w górnictwie brzmią już po prostu śmiesznie. Związkowcy zapominają przy tym dodać, że chodzi o "cięcia administracyjne". Pracę stracą ludzie z biur, a żaden z górników nie trafi na bruk. Nie zostanie z dnia na dzień zwolniony z pracy, nawet gdy jego kopalnia przestanie fedrować. Przykład: górnicy z kopalni Halemba-Wirek, która wkrótce zostanie wyłączona, będą przeniesieni do innych kopalni.
Czy o takim samym szczęściu mogą marzyć tysiące pracowników w innych zakładach? Ekspedientki z osiedlowych sklepików, kasjerzy z hipermarketów, kolejarze zatrudnieni w Przewozach Regionalnych, gdzie trwa restrukturyzacja, czy choćby hutnicy z ArcelorMittal? Odpowiedź jest oczywista: nie! Te firmy, aby przetrwać kryzys, faktycznie tną etaty i zwalniają ludzi. Szczęśliwcy dostają odprawy, choć nie tak wysokie, jak się powszechnie sądzi.
Tak dzieje się w innych firmach. Szefowie spółek węglowych nie mają dość odwagi, by podejmować podobne decyzje. Przykład: po utworzeniu w Kompanii jednego centrum księgowego w kopalniach praca 1,4 tys. osób zatrudnionych w kopalnianych biurach będzie firmie zupełnie niepotrzebna. Nikt nie zaproponował im jednak odpraw, bo to oznaczałoby rozwiązanie umów o pracę. Szefowie Kompanii boją się związkowców, a ci już powiedzieli: "W tej firmie żadnych zwolnień nie będzie!".
Dlaczego górnicy nie doceniają tego, że mimo restrukturyzacji Kompanii Węglowej żaden z nich nie trafi na bruk? Bo mimo gadania w kółko o prywatyzacji spółek węglowych cała branża tkwi jeszcze mentalnie w PRL-u. Górnicy i ci, którzy kopalniami zarządzają, tworzą razem jeden wielki górniczy skansen.
- 87 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
92 głosy
-
Górniku, doceń, że nie wylatujesz na bruk. Ment...
sycophant
19.08.10, 20:24
Właśnie górniku... Doceń, że przez 21 Polacy chcieli łożyć na Was waląc miliardy złotych w ten nierentowny przemysł. Doceń że zamiast poświęcić te miliardy na inne bardziej obiecujące »
-
Górniku, doceń, że nie wylatujesz na bruk. Ment...
grba
19.08.10, 20:49
Chciałbym przypomnieć zwolennikom żelaznej Meg, która z górnikami się niepatyczkowała, że mogła sobie na to pozwolić, bo miała oprócz energetykijądrowej, bogate źródła ropy naftowej i gazu z»
-
Górniku, doceń, że nie wylatujesz na bruk. Ment...
jogibaboo
19.08.10, 22:18
Związkowcy pociągną na dno kopalnie, jak pociągnęli stocznie.»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

