Na A1 się cieszą, że wyrzuceni Austriacy wracają
2010-08-17
, aktualizacja: 18.08.2010 07:44
Ogromna radość wśród firm, które współpracowały z Alpine Bau przy budowie autostrady A1. Powrót Austriaków oznacza nowe zamówienia i szansę na przetrwanie. - Było już źle, o mało nie zbankrutowaliśmy - mówią przedsiębiorcy.
ZOBACZ TAKŻE
- Autostrada A1 zostanie otwarta tylko w połowie (14-12-10, 20:48)
- A1: Trasa Świerklany - Gorzyczki przed Euro2012? Realne (08-10-10, 13:46)
- Prokuratura zapowiada, że zrobi dziury na autostradzie (27-08-10, 21:16)
- Wyrzucili firmę z budowy autostrady A1. Teraz wróci? (16-07-10, 22:51)
- Schron na A1 zrównany z ziemią. Brakło dobrej woli? (13-07-10, 15:36)
- Awantura o most na autostradzie A1. Mógł się zawalić? (14-01-10, 19:01)
- Kłopoty z budową A1. Ludzie chcą większych odszkodowań (02-07-10, 12:15)
- Wyrzucili Alpine Bau z autostrady. Teraz firma wróciła! (15-08-10, 13:50)
Gdy ponad pół roku temu Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zerwała nagle kontrakt z firmą Alpine Bau na budowę autostrady A1 ze Świerklan do Gorzyczek, wielu okolicznych mieszkańców z dnia na dzień straciło pracę. Austriacy, tak jak większość dużych konsorcjów, wiele robót przy budowie drogi zlecali bowiem małym podwykonawcom. Do budowy autostrady rwał się więc każdy, kto miał ciężki sprzęt: koparkę, ciężarówkę czy traktor. - Niektórzy wzięli nawet kredyty, żeby kupić maszyny. Mieli mieć pewną robotę przynajmniej przez dwa lata - mówił "Gazecie" Mariusz Adamczyk, wójt Godowa. Szacuje, że z dnia na dzień pracę straciło ponad tysiąc osób!
Teraz, gdy okazało się, że Austriacy wracają na plac budowy, przedsiębiorcy i samorządowcy nie kryją radości. Pierwsi liczą na to, że firma znów da im porządnie zarobić i odbiją się od dna. Drudzy nie mogą się już doczekać, kiedy przedsiębiorcy spłacą długi. - Jedna z większych firm, która współpracowała z Alpine Bau, jest nam winna kilkaset tysięcy złotych zaległych podatków. Do tej pory prezesi rozkładali ręce, bo nie mieli z czego płacić. Teraz zadeklarowali, że jak tylko wrócą na plac budowy, uregulują należności - cieszy się Piotr Oślizło, wójt Gorzyc.
- Było już bardzo źle. Przez to całe zamieszanie o mało nie zbankrutowałem - mówi przedsiębiorca z Wodzisławia Śląskiego, który wynajmował ciężarówki budowniczym autostrady.
Radości nie kryje też Józef Kuśka, prezes rybnickiej firmy Prefrow, która dostarczała na budowę beton oraz prefabrykaty. Gdy GDDKiA zerwała umowę z Alpine Bau, firma znalazła się w tarapatach. - Nie mogliśmy z dnia na dzień przerzucić się na inne roboty, bo ze względu na duże zamówienie "autostradowe" odpuściliśmy sobie kilka dużych przetargów. Teraz na szczęście wracamy, bo wciąż mamy ważne umowy z Alpine - przekonuje prezes Kuśka. Ani on, ani pozostali przedsiębiorcy nie mają pretensji do Austriaków. Przekonują, że wobec dostawców firma wywiązywała się z kontraktów i płaciła im na czas. - Zawinili drogowcy, którzy narobili niepotrzebnego zamieszania. Skoro teraz ta sama firma wraca, to znaczy, że wcale nie pracowała tak źle - przekonuje prezes Kuśka.
Wygląda na to, że pracy dla małych i dużych podwykonawców nie zabraknie. Alpine Bau zadeklarowała, że dokończy budowę autostrady za 555 mln zł. Firma zobowiązała się, że robotnicy będą pełną parą pracować od godz. 6 do 22, i to nie tylko w sezonie budowlanym, lecz także zimą.
Teraz, gdy okazało się, że Austriacy wracają na plac budowy, przedsiębiorcy i samorządowcy nie kryją radości. Pierwsi liczą na to, że firma znów da im porządnie zarobić i odbiją się od dna. Drudzy nie mogą się już doczekać, kiedy przedsiębiorcy spłacą długi. - Jedna z większych firm, która współpracowała z Alpine Bau, jest nam winna kilkaset tysięcy złotych zaległych podatków. Do tej pory prezesi rozkładali ręce, bo nie mieli z czego płacić. Teraz zadeklarowali, że jak tylko wrócą na plac budowy, uregulują należności - cieszy się Piotr Oślizło, wójt Gorzyc.
- Było już bardzo źle. Przez to całe zamieszanie o mało nie zbankrutowałem - mówi przedsiębiorca z Wodzisławia Śląskiego, który wynajmował ciężarówki budowniczym autostrady.
Radości nie kryje też Józef Kuśka, prezes rybnickiej firmy Prefrow, która dostarczała na budowę beton oraz prefabrykaty. Gdy GDDKiA zerwała umowę z Alpine Bau, firma znalazła się w tarapatach. - Nie mogliśmy z dnia na dzień przerzucić się na inne roboty, bo ze względu na duże zamówienie "autostradowe" odpuściliśmy sobie kilka dużych przetargów. Teraz na szczęście wracamy, bo wciąż mamy ważne umowy z Alpine - przekonuje prezes Kuśka. Ani on, ani pozostali przedsiębiorcy nie mają pretensji do Austriaków. Przekonują, że wobec dostawców firma wywiązywała się z kontraktów i płaciła im na czas. - Zawinili drogowcy, którzy narobili niepotrzebnego zamieszania. Skoro teraz ta sama firma wraca, to znaczy, że wcale nie pracowała tak źle - przekonuje prezes Kuśka.
Wygląda na to, że pracy dla małych i dużych podwykonawców nie zabraknie. Alpine Bau zadeklarowała, że dokończy budowę autostrady za 555 mln zł. Firma zobowiązała się, że robotnicy będą pełną parą pracować od godz. 6 do 22, i to nie tylko w sezonie budowlanym, lecz także zimą.
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


