Ogólniaki dla wszystkich chętnych czy dla najlepszych?
2010-08-12
, aktualizacja: 12.08.2010 15:53
Kto chciał się dostać do liceum w Rybniku, musiał zdobyć co najmniej 120 punktów na 200 możliwych. W Gliwicach wystarczyło 80, a do większości liceów w Katowicach przyjmowani byli wszyscy, o ile starczyło miejsc. Dyrektorzy mają dylemat: ratować poziom nauczania w swoich szkołach czy etaty nauczycieli?
ZOBACZ TAKŻE
- Tauron zaciska pasa. Już nie chce prowadzić szkół (14-09-10, 00:43)
- Uwaga studenci! Zbliża się koniec Akademii Ekonomicznej (09-08-10, 21:02)
- Zalane szkoły nie zdążą z remontami. Nie mają pieniędzy (09-08-10, 20:55)
- Posyłasz dziecko do szkoły? Przyznaj się gdzie sypiasz (09-07-10, 23:02)
- Mniejszy tłok w szkołach średnich. Przyszedł niż (07-07-10, 21:14)
- W najlepszym liceum nawet 12 kandydatów na miejsce (05-07-10, 23:28)
Stanisław Faber, śląski kurator oświaty, jest gorącym zwolennikiem wprowadzenia progów punktowych przy rekrutacji uczniów do liceów. Uważa, że zamknięcie słabszym uczniom dostępu do liceów wszystkim wyjdzie na dobre. - Podniesie się poziom nauczania, odżyją szkoły zawodowe, a mniej zdolni uczniowie nie będą się porywać z motyką na słońce i tracić trzech lat na naukę, która nie zapewni im fachu - wyjaśnia.
Jego pomysł, by progi punktowe zaczęły obowiązywać już podczas tegorocznego naboru, storpedowało jednak Ministerstwo Edukacji Narodowej. Urzędnicy ministerstwa przestrzegli, że ani kuratorium, ani gminy prowadzące szkoły nie mają prawa narzucać kryteriów rekrutacji. - O tych sprawach decydują tylko dyrektorzy szkół - podkreśla MEN.
Niektórzy dyrektorzy skwapliwie ze swojego prawa skorzystali. Maria Malinowska, dyrektorka II LO im. Frycza Modrzewskiego w Rybniku ustaliła, że do jej szkoły przyjęci zostaną tylko uczniowie, którzy na egzaminach gimnazjalnych uzyskali minimum 120 punktów. Z kolei Ilona Helik, dyrektorka III LO im. Batorego w Chorzowie, wymagała od kandydata minimum 100 punktów. - To połowa puli. Jeśli uczeń nie zdobył na koniec gimnazjum nawet tylu punktów, nie ma co robić mu płonnych nadziei, bo w liceum będzie miał problemy - mówi Helik.
W niektórych miastach, m.in. w Sosnowcu, Gliwicach, Tychach czy Dąbrowie Górniczej, zakaz MEN dotyczący odgórnego ustalania wysokości progów przez urzędników udało się ominąć. Dyrektorzy ustalili między sobą, że nie przyjmą kandydata, który zdobył mniej niż 80 punktów na egzaminie, a niektórzy podnieśli poprzeczkę do 100 czy nawet 120 punktów. - Niczego dyrektorom nie narzucaliśmy, ale prosiliśmy o wypracowanie wspólnego stanowiska, by polityka oświatowa miasta była spójna - wyjaśnia Małgorzata Semik, naczelniczka wydziału edukacji gliwickiego magistratu.
Semik uważa, że progi punktowe powinny obowiązywać we wszystkich ogólniakach, by chronić uczniów. - Lepiej nie narażać ich na niepotrzebny stres związany z koniecznością zmiany szkoły po pierwszym semestrze, kiedy okaże się, że odstają od reszty klasy - mówi.
Są jednak dyrektorzy, którzy twierdzą, że wprowadzanie progów to zły pomysł. - Nigdy bym się na to nie zdecydowała, bo po pierwsze mamy niż demograficzny i powinniśmy zabiegać o kandydatów, a po drugie nie można segregować uczniów i odbierać im prawa do nauki w wymarzonej szkole. Wyniki egzaminów nie zawsze odzwierciedlają zdolności ucznia. Jeśli on sam czuje, że podoła wyzwaniu, nie powinniśmy go zniechęcać - mówi Jolanta Mol, dyrektorka II LO im. Konopnickiej w Katowicach.
Zapewnia, że brak progów wcale nie obniża poziomu nauczania w jej szkole, która co roku przyciąga więcej kandydatów, niż ma miejsc. - Słabsi w naturalny sposób przegrywają rywalizację z mocniejszymi, ale przynajmniej mają poczucie, że dostali szansę - mówi Mol.
Wraz z postępującym niżem demograficznym konkurencja między kandydatami będzie coraz słabsza i dyrektorzy zostaną postawieni przed jednoznacznym wyborem: albo prestiż szkoły, albo etaty dla nauczycieli. - Mam nadzieję, że nie zabraknie odważnych, którzy postawią jednak na prestiż. Takie szkoły nawet podczas niżu na brak kandydatów nie będą narzekać. Nie znaczy to, że od razu wszystkie ogólniaki powinny stać się elitarne. Jasne kryteria pomogą jednak uniknąć bałaganu w sytuacji, gdy każdy składa dokumenty, gdzie chce, niekoniecznie mierząc siły na zamiary - twierdzi Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia.
Jego pomysł, by progi punktowe zaczęły obowiązywać już podczas tegorocznego naboru, storpedowało jednak Ministerstwo Edukacji Narodowej. Urzędnicy ministerstwa przestrzegli, że ani kuratorium, ani gminy prowadzące szkoły nie mają prawa narzucać kryteriów rekrutacji. - O tych sprawach decydują tylko dyrektorzy szkół - podkreśla MEN.
Niektórzy dyrektorzy skwapliwie ze swojego prawa skorzystali. Maria Malinowska, dyrektorka II LO im. Frycza Modrzewskiego w Rybniku ustaliła, że do jej szkoły przyjęci zostaną tylko uczniowie, którzy na egzaminach gimnazjalnych uzyskali minimum 120 punktów. Z kolei Ilona Helik, dyrektorka III LO im. Batorego w Chorzowie, wymagała od kandydata minimum 100 punktów. - To połowa puli. Jeśli uczeń nie zdobył na koniec gimnazjum nawet tylu punktów, nie ma co robić mu płonnych nadziei, bo w liceum będzie miał problemy - mówi Helik.
W niektórych miastach, m.in. w Sosnowcu, Gliwicach, Tychach czy Dąbrowie Górniczej, zakaz MEN dotyczący odgórnego ustalania wysokości progów przez urzędników udało się ominąć. Dyrektorzy ustalili między sobą, że nie przyjmą kandydata, który zdobył mniej niż 80 punktów na egzaminie, a niektórzy podnieśli poprzeczkę do 100 czy nawet 120 punktów. - Niczego dyrektorom nie narzucaliśmy, ale prosiliśmy o wypracowanie wspólnego stanowiska, by polityka oświatowa miasta była spójna - wyjaśnia Małgorzata Semik, naczelniczka wydziału edukacji gliwickiego magistratu.
Semik uważa, że progi punktowe powinny obowiązywać we wszystkich ogólniakach, by chronić uczniów. - Lepiej nie narażać ich na niepotrzebny stres związany z koniecznością zmiany szkoły po pierwszym semestrze, kiedy okaże się, że odstają od reszty klasy - mówi.
Są jednak dyrektorzy, którzy twierdzą, że wprowadzanie progów to zły pomysł. - Nigdy bym się na to nie zdecydowała, bo po pierwsze mamy niż demograficzny i powinniśmy zabiegać o kandydatów, a po drugie nie można segregować uczniów i odbierać im prawa do nauki w wymarzonej szkole. Wyniki egzaminów nie zawsze odzwierciedlają zdolności ucznia. Jeśli on sam czuje, że podoła wyzwaniu, nie powinniśmy go zniechęcać - mówi Jolanta Mol, dyrektorka II LO im. Konopnickiej w Katowicach.
Zapewnia, że brak progów wcale nie obniża poziomu nauczania w jej szkole, która co roku przyciąga więcej kandydatów, niż ma miejsc. - Słabsi w naturalny sposób przegrywają rywalizację z mocniejszymi, ale przynajmniej mają poczucie, że dostali szansę - mówi Mol.
Wraz z postępującym niżem demograficznym konkurencja między kandydatami będzie coraz słabsza i dyrektorzy zostaną postawieni przed jednoznacznym wyborem: albo prestiż szkoły, albo etaty dla nauczycieli. - Mam nadzieję, że nie zabraknie odważnych, którzy postawią jednak na prestiż. Takie szkoły nawet podczas niżu na brak kandydatów nie będą narzekać. Nie znaczy to, że od razu wszystkie ogólniaki powinny stać się elitarne. Jasne kryteria pomogą jednak uniknąć bałaganu w sytuacji, gdy każdy składa dokumenty, gdzie chce, niekoniecznie mierząc siły na zamiary - twierdzi Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

