Pacjencie bądź czujny, bo zapłacisz 100 procent za leki
2010-08-12
, aktualizacja: 12.08.2010 15:56
Pacjencie bądź czujny, bo po 1 września w twojej poradni może nie być nowych recept i za leki będziesz musiał płacić sto procent.
ZOBACZ TAKŻE
- Jeszcze miesiąc. Przedłużona ważność żółtych recept (31-08-10, 23:10)
- Więcej pieniędzy na chorych w zakładach opiekuńczych (22-08-10, 23:10)
- "Ratunek przed ruiną". Oddali nam 200 mln zł na zdrowie (20-08-10, 21:23)
- Autonomia wyszłaby nam na zdrowie. Nie wierzysz? (17-08-10, 22:14)
- Żółte recepty będą ważne, ale płatne 100 procent (09-08-10, 20:56)
- To koniec żółtych recept. Białe będą miały więcej kodów (10-06-10, 19:33)
- NFZ ostrzega: fałszują recepty na odurzający tramal (22-04-10, 23:13)
Wprowadzenie nowych recept śląski NFZ zapowiada od końca kwietnia. Mają być na nich cztery kody kreskowe, co usprawni pracę aptekarzy, którzy dotąd wstukiwali PESEL-e ręcznie, i ułatwi kontrolowanie wydatków na refundację leków. Nowe recepty od starych będą się też różniły kolorem: zamiast żółtych, będą jak w całym kraju białe.
Zmiany w zasadzie nie powinny dziwić, skoro średnio raz na rok lub dwa Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadzają w receptach modyfikacje. Ostatnia polegała na tym, że obowiązek drukowania recept przerzucono z funduszu na lekarzy. Wtedy nie zdążyli na czas. Podobnie może być teraz.
- Nigdzie nie ma papieru do nowych recept, a ja idę na urlop. Wrócę we wrześniu i zostanę na lodzie - skarżył się nam dwa dni temu pewien dzielny lekarz. Piszę "dzielny", bo odważył się zadzwonić do "Gazety". Niestety, poproszony o przedstawienie się stanowczo odmówił. Tłumaczył, że boi się urzędników z NFZ.
Dlaczego dzielny pan doktor tak bardzo boi się wyimaginowanych potworów z funduszu? - trudno odgadnąć. Może dlatego, że sam do nich nigdy nie zadzwonił. Wystarczy to zrobić, by zorientować się, że zapytani o recepty też popadają w drżenie i niepewność. O problemach z papierem nie wiedzą nic albo prawie nic. Pytani, dlaczego recepty mają być drukowane tak, a nie siak, na biało, a nie na zielono, odsyłają do Warszawy, bo przecież od nich, robaczków z prowincji, nic nie zależy.
Jak widać, każdemu wiatr w oczy wieje. Najbardziej niepokoi jednak to, że zmiana może się odbić na pacjentach, bo papieru do drukowania recept naprawdę na razie brakuje. - Najpierw trzeba było przygotować oprogramowanie do druku recept, a na to nie było wiele czasu, bo NFZ wprowadzał w międzyczasie drobne zmiany, potem zainstalować je w poradniach - tłumaczy informatyk Michał Suchiński.
Oprogramowanie jest różne, bo poradnie mają różne systemy komputerowe. Mają też różne drukarki - jedni igłowe, drudzy laserowe. W igłowych stosuje się specjalny papier przypominający nieco bibułę we wstęgach, w laserowych - zwykły. Na każdym papierze, zanim trafi do poradni, muszą być nadrukowane ramki i zrobione nacięcia, tak by potem jednej recepty od drugiej nie trzeba było odcinać nożyczkami. I właśnie tak przygotowanego papieru brakuje. - Będziemy go mieli w ofercie od przyszłego tygodnia. Może trochę późno, ale wcześniej nie było pewności, czy jeszcze nie będzie jakichś zmian - usłyszeliśmy wczoraj od pracownika jednej z katowickich drukarni (on też nie chciał się przedstawić, ale tylko dlatego, że nie miał zgody przełożonego na wypowiedzi dla prasy).
Co będzie, kiedy nowych recept zabraknie, a stare nie będą już refundowane? - Pacjenci nas zjedzą! - słyszę trzeźwą odpowiedź w jednej z przychodni.
Dzielnym doktorom życzę więc, by zaopatrzyli się w recepty nawet kosztem urlopu. Gniew pacjenta, któremu refundowana recepta "słusznie" się należy, będzie na pewno bardziej przykry niż przerwany urlop, a jego zemsta bardziej dotkliwa niż jakiegokolwiek wyimaginowanego potwora z NFZ.
Zmiany w zasadzie nie powinny dziwić, skoro średnio raz na rok lub dwa Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadzają w receptach modyfikacje. Ostatnia polegała na tym, że obowiązek drukowania recept przerzucono z funduszu na lekarzy. Wtedy nie zdążyli na czas. Podobnie może być teraz.
- Nigdzie nie ma papieru do nowych recept, a ja idę na urlop. Wrócę we wrześniu i zostanę na lodzie - skarżył się nam dwa dni temu pewien dzielny lekarz. Piszę "dzielny", bo odważył się zadzwonić do "Gazety". Niestety, poproszony o przedstawienie się stanowczo odmówił. Tłumaczył, że boi się urzędników z NFZ.
Dlaczego dzielny pan doktor tak bardzo boi się wyimaginowanych potworów z funduszu? - trudno odgadnąć. Może dlatego, że sam do nich nigdy nie zadzwonił. Wystarczy to zrobić, by zorientować się, że zapytani o recepty też popadają w drżenie i niepewność. O problemach z papierem nie wiedzą nic albo prawie nic. Pytani, dlaczego recepty mają być drukowane tak, a nie siak, na biało, a nie na zielono, odsyłają do Warszawy, bo przecież od nich, robaczków z prowincji, nic nie zależy.
Jak widać, każdemu wiatr w oczy wieje. Najbardziej niepokoi jednak to, że zmiana może się odbić na pacjentach, bo papieru do drukowania recept naprawdę na razie brakuje. - Najpierw trzeba było przygotować oprogramowanie do druku recept, a na to nie było wiele czasu, bo NFZ wprowadzał w międzyczasie drobne zmiany, potem zainstalować je w poradniach - tłumaczy informatyk Michał Suchiński.
Oprogramowanie jest różne, bo poradnie mają różne systemy komputerowe. Mają też różne drukarki - jedni igłowe, drudzy laserowe. W igłowych stosuje się specjalny papier przypominający nieco bibułę we wstęgach, w laserowych - zwykły. Na każdym papierze, zanim trafi do poradni, muszą być nadrukowane ramki i zrobione nacięcia, tak by potem jednej recepty od drugiej nie trzeba było odcinać nożyczkami. I właśnie tak przygotowanego papieru brakuje. - Będziemy go mieli w ofercie od przyszłego tygodnia. Może trochę późno, ale wcześniej nie było pewności, czy jeszcze nie będzie jakichś zmian - usłyszeliśmy wczoraj od pracownika jednej z katowickich drukarni (on też nie chciał się przedstawić, ale tylko dlatego, że nie miał zgody przełożonego na wypowiedzi dla prasy).
Co będzie, kiedy nowych recept zabraknie, a stare nie będą już refundowane? - Pacjenci nas zjedzą! - słyszę trzeźwą odpowiedź w jednej z przychodni.
Dzielnym doktorom życzę więc, by zaopatrzyli się w recepty nawet kosztem urlopu. Gniew pacjenta, któremu refundowana recepta "słusznie" się należy, będzie na pewno bardziej przykry niż przerwany urlop, a jego zemsta bardziej dotkliwa niż jakiegokolwiek wyimaginowanego potwora z NFZ.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Jakie ręczne wstukiwanie PESEL...
polsz
12.08.10, 21:58
mieli to wydrukowane z kart chipowej nieroby jedne»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

