Biznesmen złapany na radar kłóci się o... zapalniczkę
2010-08-06
, aktualizacja: 06.08.2010 18:09
Biznesmen oskarżony o wyłudzenie ponad 300 mln zł nie chce zapłacić 300 zł mandatu za przekroczenie prędkości. Sądy zajmują się sprawą od siedmiu miesięcy, a poszło o... zapalniczkę.
ZOBACZ TAKŻE
- Policja wygrała proces o zapalniczkę w radiowozie (03-11-10, 03:33)
- Fotoradar to maszynka do zarabiania pieniędzy. Dowód? (15-08-10, 21:29)
- Prywatne fotoradary do kontroli. Wolno karać kierowców? (13-08-10, 13:32)
- Prywaciarz robi zdjęcia kierowcom. Od jednego ma 80 zł (12-08-10, 12:42)
- Potrącił pieszych, ci go pobili, auto jechało dalej (10-08-10, 13:29)
- Przedszkolanka, woźna i sprzątaczka fałszowały listy (11-07-10, 22:37)
- Dyrektor więzienia na relaksie w spa na koszt skazanego (11-06-10, 13:24)
- Chińskie dopalacze w Polsce. Nikt nie wie, jak działają (19-05-10, 12:56)
- Policja na oko tropi pijanych kierowców. Brakuje kasy (10-05-10, 11:57)
- Prokuratorzy ukrywali akta za meblami. Z przepracowania (02-08-10, 16:12)
- 25-letni milioner z zarzutami za kościelne działki (27-07-10, 23:08)
Policjanci z Będzina w grudniu zeszłego roku zatrzymali na drodze luksusowego mercedesa. Radar pokazał, że kierowca przekroczył prędkość o 41 km/godz. Za to wykroczenie grozi mandat w wysokości 300 zł oraz osiem punktów karnych.
Kierowca poprosił jednak policjantów o pokazanie legalizacji radaru. Kiedy ją otrzymał, zaczął się domagać legalizacji zapalniczki, do której radar był podpięty. Zdumieni policjanci stwierdzili, że nie mają takiego dokumentu, bo nie ma obowiązku legalizacji takich urządzeń. W tej sytuacji kierowca oznajmił, że mandatu nie zapłaci. Stwierdził, że ma w aucie CB, dużo wcześniej został ostrzeżony o obecności patrolu i na pewno jechał przepisowo.
Nie byłoby w tej historii nic dziwnego, gdyby nie kierowca. To Józef J., były szef Colloseum, oskarżony o wyłudzenie ponad 300 mln zł z państwowych firm elektroenergetycznych. W 2002 r. wyjechał z kraju i zaczął się ukrywać. Ścigany przez CBŚ, ABW oraz Interpol został zatrzymany w Izraelu. Po deportacji trafił do aresztu w Katowicach. Opuścił go w grudniu 2007 r. po wpłaceniu rekordowej kaucji w wysokości 3 mln zł. Pieniądze przesłała 80-letnia Amerykanka. Józef J. odpowiada teraz przed sądem z wolnej stopy.
Na drodze w Będzinie Józef J. przedstawił się policjantom jako prezes Luksemburskiej Fundacji Praw Człowieka [sam ją założył, organizacja ma stać na straży praworządności - przyp. red.].
Podczas pierwszego posiedzenia, które odbyło się w trybie nakazowym, bez obecności obwinionego, wyłącznie na podstawie materiałów policji, sąd skazał Józefa J. na 400 zł grzywny. Biznesmen odwołał się od tego wyroku. Sąd ponownie rozpoznał sprawę i ponownie go skazał, tym razem na 300 zł grzywny oraz 130 zł kosztów procesu. Biznesmen znów się odwołał. W apelacji zarzucił sądowi błąd w ustaleniach faktycznych. Jego zdaniem pomiar prędkości był przeprowadzony w sposób wadliwy, ponieważ "warunkiem prawidłowego działania radaru jest podłączenie go do zasilania spełniającego wymogi przewidziane przez producenta". Skoro więc policja nie miała legalizacji zapalniczki, Józef J. domaga się uniewinnienia.
- Sąd po raz kolejny zajmie się tą sprawą 8 września - mówi sędzia Jacek Krawczyk z Sądu Okręgowego w Katowicach.
Według nadkomisarza Włodzimierza Mogiły z wydziału ruchu drogowego komendy wojewódzkiej w Katowicach to tylko strata czasu i pieniędzy podatników. Przepisy mówią wyraźnie, że legalizację Urzędu Miar i Jakości musi mieć tylko radar, a źródło zasilania nie ma żadnego wpływu na wynik dokonywanego pomiaru. - Równie dobrze można by domagać się legalizacji akumulatora, z którego czerpane jest zasilanie, czy alternatora, który wytwarza prąd w aucie - mówi Mogiła.
Józef J. twierdzi, że angażuje w sprawę mandatu wymiar sprawiedliwości, bo nie czuje się winny. - Jak jadę za szybko, to płacę mandaty. Jednak w tym przypadku nie mam pewności, że wynik pomiaru, który mi pokazano, zrobiono na moim samochodzie - mówi były szef Colloseum. Zapewnia jednak, że jeśli przegra proces, zapłaci mandat.
Kierowca poprosił jednak policjantów o pokazanie legalizacji radaru. Kiedy ją otrzymał, zaczął się domagać legalizacji zapalniczki, do której radar był podpięty. Zdumieni policjanci stwierdzili, że nie mają takiego dokumentu, bo nie ma obowiązku legalizacji takich urządzeń. W tej sytuacji kierowca oznajmił, że mandatu nie zapłaci. Stwierdził, że ma w aucie CB, dużo wcześniej został ostrzeżony o obecności patrolu i na pewno jechał przepisowo.
Nie byłoby w tej historii nic dziwnego, gdyby nie kierowca. To Józef J., były szef Colloseum, oskarżony o wyłudzenie ponad 300 mln zł z państwowych firm elektroenergetycznych. W 2002 r. wyjechał z kraju i zaczął się ukrywać. Ścigany przez CBŚ, ABW oraz Interpol został zatrzymany w Izraelu. Po deportacji trafił do aresztu w Katowicach. Opuścił go w grudniu 2007 r. po wpłaceniu rekordowej kaucji w wysokości 3 mln zł. Pieniądze przesłała 80-letnia Amerykanka. Józef J. odpowiada teraz przed sądem z wolnej stopy.
Na drodze w Będzinie Józef J. przedstawił się policjantom jako prezes Luksemburskiej Fundacji Praw Człowieka [sam ją założył, organizacja ma stać na straży praworządności - przyp. red.].
Podczas pierwszego posiedzenia, które odbyło się w trybie nakazowym, bez obecności obwinionego, wyłącznie na podstawie materiałów policji, sąd skazał Józefa J. na 400 zł grzywny. Biznesmen odwołał się od tego wyroku. Sąd ponownie rozpoznał sprawę i ponownie go skazał, tym razem na 300 zł grzywny oraz 130 zł kosztów procesu. Biznesmen znów się odwołał. W apelacji zarzucił sądowi błąd w ustaleniach faktycznych. Jego zdaniem pomiar prędkości był przeprowadzony w sposób wadliwy, ponieważ "warunkiem prawidłowego działania radaru jest podłączenie go do zasilania spełniającego wymogi przewidziane przez producenta". Skoro więc policja nie miała legalizacji zapalniczki, Józef J. domaga się uniewinnienia.
- Sąd po raz kolejny zajmie się tą sprawą 8 września - mówi sędzia Jacek Krawczyk z Sądu Okręgowego w Katowicach.
Według nadkomisarza Włodzimierza Mogiły z wydziału ruchu drogowego komendy wojewódzkiej w Katowicach to tylko strata czasu i pieniędzy podatników. Przepisy mówią wyraźnie, że legalizację Urzędu Miar i Jakości musi mieć tylko radar, a źródło zasilania nie ma żadnego wpływu na wynik dokonywanego pomiaru. - Równie dobrze można by domagać się legalizacji akumulatora, z którego czerpane jest zasilanie, czy alternatora, który wytwarza prąd w aucie - mówi Mogiła.
Józef J. twierdzi, że angażuje w sprawę mandatu wymiar sprawiedliwości, bo nie czuje się winny. - Jak jadę za szybko, to płacę mandaty. Jednak w tym przypadku nie mam pewności, że wynik pomiaru, który mi pokazano, zrobiono na moim samochodzie - mówi były szef Colloseum. Zapewnia jednak, że jeśli przegra proces, zapłaci mandat.
- 176 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
52 głosy
-
Re: Biznesmen złapany na radar kłóci się o... zap
baton_1
06.08.10, 19:59
kolejny co sie czepia»
-
Biznesmen złapany na radar kłóci się o... zapal...
babaqba
07.08.10, 13:53
Zrozumcie rodacy, że dla was groźna jest wszechwładza policji a nie jakiś "biznesmen". Zauważyliście zresztą? Określa się go "biznesmen" i szczuje nas "luksusowym mercedesem". Nooooo, jak »
-
Dlatego właśnie w Polsce rację bytu ma państwowa
tornson
07.08.10, 15:02
własność środków produkcji. Polski prywatny biznes to niestety w większościbanda niedorobionych palantów. Nie ma co się spodziewać po takichlumper-biznes-debilach innowacji czy to w »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


