Prokuratorzy ukrywali akta za meblami. Z przepracowania

Marcin Pietraszewski
2010-08-02 , aktualizacja: 02.08.2010 19:43
A A A Drukuj
Skandal w prokuraturze! Prawie 200 osób uniknęło kary za popełnione przestępstwa, bo prokuratorzy z Pszczyny ukrywali akta ich spraw w domach lub za meblami w swoich gabinetach. Część z nich już się przedawniła
- W swojej karierze zawodowej nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak nieprawdopodobną historią. Niestety, dotyczy ona naszego środowiska - mówi prokurator Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie, która skierowała do katowickiego sądu akt oskarżenia w tej sprawie.

Na ławie oskarżonych zasiądą Andrzej W., były szef Prokuratury Rejonowej w Pszczynie, Mariusz O. i Daniela Z., dwoje podległych mu śledczych, oraz sześć pracownic sekretariatu. Zarzucono im ukrywanie akt prowadzonych śledztw, fałszowanie dokumentów oraz utrudnianie postępowań. - Mamy dowody, że schowali dokumentację dotyczącą 190 spraw - mówi prokurator Marcinkowska. Dotyczyły one m.in. jazdy po pijanemu, gróźb karalnych, kradzieży, włamania, pobicia, gróźb karalnych pod adresem funkcjonariuszy.

Afera wyszła na jaw w 2006 r. podczas rutynowej kontroli. Wszczęto ją z powodów słabych wyników pszczyńskiej prokuratury. Przełożonych zaniepokoiło, że niewiele prowadzonych przez nią spraw kończy się wyrokami skazującymi. Kontrolerzy mieli sprawdzić, dlaczego tak się dzieje. Podczas wizyty w Pszczynie w gabinecie jednego z prokuratorów znaleźli akta spraw, które według rejestrów dawno powinny być w sądzie. Okazało się, że akta ukrywano także w innych gabinetach, a jeden ze śledczych pakował je do kartonów i wywoził do domu.

Według krakowskiej prokuratury sprawcy przestępstw unikali kary, bo choć zdarzało się, że pszczyńscy śledczy przygotowywali akty oskarżenia, to ich bohaterowie i tak nie stawali przed obliczem sądu. W rejestrach prokuratury odnotowywano wysyłkę akt do sądu, jednak one tam nie docierały, bo prokuratorzy je ukrywali. Taki sam los spotykał teczki zawierające dowody zebrane przeciwko podejrzanym i protokoły przesłuchań. Jeśli jakaś sprawa trafiła jednak do sądu, a ten z przyczyn formalnych zwracał ją prokuraturze w celu uzupełnienia, śledczy nie zawracali sobie już tym głowy. Sekretarki wpisywały w rejestr, że po poprawkach ponownie przekazywali sprawę sądowi, a akta ukrywano.

Zdaniem krakowskich śledczych oskarżeni prokuratorzy unikali także wznawiania spraw zawieszonych z powodu niewykrycia sprawców. - Nawet jeśli policja ustaliła podejrzanego i wnioskowała o przedstawienie mu zarzutów - mówi prokurator Marcinkowska. W takiej sytuacji pszczyńscy śledczy na papierze wznawiali zawieszone postępowanie, nadawali mu nową sygnaturę, po czym znowu zawieszali. Dlaczego tak robili? Jeden z oskarżonych stwierdził, że był przepracowany.

Mariusz O. i Daniela Z. odeszli w stan spoczynku (do 65. roku życia będą dostawali 75 proc. prokuratorskiego wynagrodzenia). Z kolei Andrzej W. został przeniesiony do wydziału do walki z przestępczością gospodarczą Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Nie prowadzi jednak spraw, jest zawieszony.

W pszczyńskiej prokuraturze całkowicie wymieniono kadrę, dodatkowo co pół roku jest kontrolowana.

Zdaniem Józefa Koguta, byłego szefa chorzowskiej policji, a obecnie prezesa Śląskiego Stowarzyszenia Pomocy Ofiarom Przestępstw, ta sprawa podważy zaufanie ludzi do prokuratury. - Jeżeli ktoś pada ofiarą przestępstwa, to liczy, że opłacani z podatków śledczy będą łapali, a nie ukrywali sprawców - mówi Kogut. Dodaje, że zachowanie śledczych podważyło też sens pracy policji, która trwoniła czas, siły i pieniądze na tropienie sprawców przestępstw. - Szkoda było zachodu, bo podejrzani i tak przecież nie stawali przed sądem - mówi Kogut.

Ukrywane przez prokuratorów sprawy, które się nie przedawniły, po zakończeniu kontroli skierowano do sądu. Większość z nich jeszcze się toczy.

Podziel się

  • 65 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów