Prokuratorzy ukrywali akta za meblami. Z przepracowania
2010-08-02
, aktualizacja: 02.08.2010 19:43
Skandal w prokuraturze! Prawie 200 osób uniknęło kary za popełnione przestępstwa, bo prokuratorzy z Pszczyny ukrywali akta ich spraw w domach lub za meblami w swoich gabinetach. Część z nich już się przedawniła
ZOBACZ TAKŻE
- Bo policjant nie chciał przepołowić tabletki... (14-09-10, 12:46)
- Praca w sądzie gorsza niż w kasie hipermarketu (06-06-11, 04:32)
- Sąd się nie spieszył z prezydentem, bo ma dużo obowiązków (14-03-11, 14:26)
- Jak policja (nie) szuka zaginionych (23-02-11, 16:21)
- Skazańcy budowali dom szefowi (20-02-11, 11:42)
- Kraty w styropianie, a przestępcy na wolności (10-02-11, 12:36)
- Ten sąd jest prywatny (30-12-10, 23:45)
- Piłkarz korumpował dyrektorów więzienia (13-12-10, 18:05)
- Ryszard Krauze z zarzutami. Grozi mu 5 lat więzienia (17-11-10, 12:38)
- Plaga alarmów. W sądzie prześwietlą cię jak na lotnisku (16-09-10, 01:42)
- 23-letnia złodziejka okradała chore dzieci w szpitalu (17-08-10, 16:04)
- Policjant niewinny, ale do służby po latach nie wróci (10-08-10, 15:06)
- Biznesmen złapany na radar kłóci się o... zapalniczkę (06-08-10, 18:09)
- Gang zalał Europę papierosami. Ukrywali je w gipsie (03-08-10, 22:07)
- Sąd zmierzy się z korupcją w prokuraturze i CBŚ (30-07-10, 23:50)
- Zostać policjantem za łapówkę? Sprawdza to prokuratura (28-06-10, 18:13)
- Zabił i wyszedł na wolność. Prokuratura bada sprawę (23-06-10, 23:19)
- Dyrektor więzienia na relaksie w spa na koszt skazanego (11-06-10, 13:24)
- Sędzia kibic bez kary. Mała szkodliwość społeczna (02-06-10, 02:09)
- W swojej karierze zawodowej nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak nieprawdopodobną historią. Niestety, dotyczy ona naszego środowiska - mówi prokurator Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie, która skierowała do katowickiego sądu akt oskarżenia w tej sprawie.
Na ławie oskarżonych zasiądą Andrzej W., były szef Prokuratury Rejonowej w Pszczynie, Mariusz O. i Daniela Z., dwoje podległych mu śledczych, oraz sześć pracownic sekretariatu. Zarzucono im ukrywanie akt prowadzonych śledztw, fałszowanie dokumentów oraz utrudnianie postępowań. - Mamy dowody, że schowali dokumentację dotyczącą 190 spraw - mówi prokurator Marcinkowska. Dotyczyły one m.in. jazdy po pijanemu, gróźb karalnych, kradzieży, włamania, pobicia, gróźb karalnych pod adresem funkcjonariuszy.
Afera wyszła na jaw w 2006 r. podczas rutynowej kontroli. Wszczęto ją z powodów słabych wyników pszczyńskiej prokuratury. Przełożonych zaniepokoiło, że niewiele prowadzonych przez nią spraw kończy się wyrokami skazującymi. Kontrolerzy mieli sprawdzić, dlaczego tak się dzieje. Podczas wizyty w Pszczynie w gabinecie jednego z prokuratorów znaleźli akta spraw, które według rejestrów dawno powinny być w sądzie. Okazało się, że akta ukrywano także w innych gabinetach, a jeden ze śledczych pakował je do kartonów i wywoził do domu.
Według krakowskiej prokuratury sprawcy przestępstw unikali kary, bo choć zdarzało się, że pszczyńscy śledczy przygotowywali akty oskarżenia, to ich bohaterowie i tak nie stawali przed obliczem sądu. W rejestrach prokuratury odnotowywano wysyłkę akt do sądu, jednak one tam nie docierały, bo prokuratorzy je ukrywali. Taki sam los spotykał teczki zawierające dowody zebrane przeciwko podejrzanym i protokoły przesłuchań. Jeśli jakaś sprawa trafiła jednak do sądu, a ten z przyczyn formalnych zwracał ją prokuraturze w celu uzupełnienia, śledczy nie zawracali sobie już tym głowy. Sekretarki wpisywały w rejestr, że po poprawkach ponownie przekazywali sprawę sądowi, a akta ukrywano.
Zdaniem krakowskich śledczych oskarżeni prokuratorzy unikali także wznawiania spraw zawieszonych z powodu niewykrycia sprawców. - Nawet jeśli policja ustaliła podejrzanego i wnioskowała o przedstawienie mu zarzutów - mówi prokurator Marcinkowska. W takiej sytuacji pszczyńscy śledczy na papierze wznawiali zawieszone postępowanie, nadawali mu nową sygnaturę, po czym znowu zawieszali. Dlaczego tak robili? Jeden z oskarżonych stwierdził, że był przepracowany.
Mariusz O. i Daniela Z. odeszli w stan spoczynku (do 65. roku życia będą dostawali 75 proc. prokuratorskiego wynagrodzenia). Z kolei Andrzej W. został przeniesiony do wydziału do walki z przestępczością gospodarczą Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Nie prowadzi jednak spraw, jest zawieszony.
W pszczyńskiej prokuraturze całkowicie wymieniono kadrę, dodatkowo co pół roku jest kontrolowana.
Zdaniem Józefa Koguta, byłego szefa chorzowskiej policji, a obecnie prezesa Śląskiego Stowarzyszenia Pomocy Ofiarom Przestępstw, ta sprawa podważy zaufanie ludzi do prokuratury. - Jeżeli ktoś pada ofiarą przestępstwa, to liczy, że opłacani z podatków śledczy będą łapali, a nie ukrywali sprawców - mówi Kogut. Dodaje, że zachowanie śledczych podważyło też sens pracy policji, która trwoniła czas, siły i pieniądze na tropienie sprawców przestępstw. - Szkoda było zachodu, bo podejrzani i tak przecież nie stawali przed sądem - mówi Kogut.
Ukrywane przez prokuratorów sprawy, które się nie przedawniły, po zakończeniu kontroli skierowano do sądu. Większość z nich jeszcze się toczy.
Na ławie oskarżonych zasiądą Andrzej W., były szef Prokuratury Rejonowej w Pszczynie, Mariusz O. i Daniela Z., dwoje podległych mu śledczych, oraz sześć pracownic sekretariatu. Zarzucono im ukrywanie akt prowadzonych śledztw, fałszowanie dokumentów oraz utrudnianie postępowań. - Mamy dowody, że schowali dokumentację dotyczącą 190 spraw - mówi prokurator Marcinkowska. Dotyczyły one m.in. jazdy po pijanemu, gróźb karalnych, kradzieży, włamania, pobicia, gróźb karalnych pod adresem funkcjonariuszy.
Afera wyszła na jaw w 2006 r. podczas rutynowej kontroli. Wszczęto ją z powodów słabych wyników pszczyńskiej prokuratury. Przełożonych zaniepokoiło, że niewiele prowadzonych przez nią spraw kończy się wyrokami skazującymi. Kontrolerzy mieli sprawdzić, dlaczego tak się dzieje. Podczas wizyty w Pszczynie w gabinecie jednego z prokuratorów znaleźli akta spraw, które według rejestrów dawno powinny być w sądzie. Okazało się, że akta ukrywano także w innych gabinetach, a jeden ze śledczych pakował je do kartonów i wywoził do domu.
Według krakowskiej prokuratury sprawcy przestępstw unikali kary, bo choć zdarzało się, że pszczyńscy śledczy przygotowywali akty oskarżenia, to ich bohaterowie i tak nie stawali przed obliczem sądu. W rejestrach prokuratury odnotowywano wysyłkę akt do sądu, jednak one tam nie docierały, bo prokuratorzy je ukrywali. Taki sam los spotykał teczki zawierające dowody zebrane przeciwko podejrzanym i protokoły przesłuchań. Jeśli jakaś sprawa trafiła jednak do sądu, a ten z przyczyn formalnych zwracał ją prokuraturze w celu uzupełnienia, śledczy nie zawracali sobie już tym głowy. Sekretarki wpisywały w rejestr, że po poprawkach ponownie przekazywali sprawę sądowi, a akta ukrywano.
Zdaniem krakowskich śledczych oskarżeni prokuratorzy unikali także wznawiania spraw zawieszonych z powodu niewykrycia sprawców. - Nawet jeśli policja ustaliła podejrzanego i wnioskowała o przedstawienie mu zarzutów - mówi prokurator Marcinkowska. W takiej sytuacji pszczyńscy śledczy na papierze wznawiali zawieszone postępowanie, nadawali mu nową sygnaturę, po czym znowu zawieszali. Dlaczego tak robili? Jeden z oskarżonych stwierdził, że był przepracowany.
Mariusz O. i Daniela Z. odeszli w stan spoczynku (do 65. roku życia będą dostawali 75 proc. prokuratorskiego wynagrodzenia). Z kolei Andrzej W. został przeniesiony do wydziału do walki z przestępczością gospodarczą Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Nie prowadzi jednak spraw, jest zawieszony.
W pszczyńskiej prokuraturze całkowicie wymieniono kadrę, dodatkowo co pół roku jest kontrolowana.
Zdaniem Józefa Koguta, byłego szefa chorzowskiej policji, a obecnie prezesa Śląskiego Stowarzyszenia Pomocy Ofiarom Przestępstw, ta sprawa podważy zaufanie ludzi do prokuratury. - Jeżeli ktoś pada ofiarą przestępstwa, to liczy, że opłacani z podatków śledczy będą łapali, a nie ukrywali sprawców - mówi Kogut. Dodaje, że zachowanie śledczych podważyło też sens pracy policji, która trwoniła czas, siły i pieniądze na tropienie sprawców przestępstw. - Szkoda było zachodu, bo podejrzani i tak przecież nie stawali przed sądem - mówi Kogut.
Ukrywane przez prokuratorów sprawy, które się nie przedawniły, po zakończeniu kontroli skierowano do sądu. Większość z nich jeszcze się toczy.
- 65 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
25 głosów
-
Prokuratorzy ukrywali akta za meblami. Z przepr...
arfeniks
02.08.10, 19:04
Moich akt nie ukryli,lecz pan prokurator z Pszczyny mnie bezczelnie okłamał.Najpierw umarzał śledztwo z innego artykułu niż był zarzucany i mimo protestów utrzymał taką kwalifikację.PO »
-
Re: Prokuratorzy ukrywali akta za meblami. Z prze
abdu_al
02.08.10, 21:47
Typowe zachowanie wymiaru sprawiedliwości, absolutnie typowe.Swoich bronią, a obcych są gotowi do aresztu wsadzić, za samosiejkę trawy na podwórku, czy za złapanie małolaty za tyłek..»
-
Prokuratorzy ukrywali akta za meblami. Z przepr...
durex_sed_lex
02.08.10, 22:31
polska to bagno , nie dziwcie sie ze ludzie uciakają »




