Jarosław Kaczyński bagatelizuje sprawę Barbary Blidy

Marcin Pietraszewski
2010-07-28 , aktualizacja: 28.07.2010 23:03
A A A Drukuj
Jarosław Kaczyński jako świadek podczas przesłuchania przez komisję śledczą do sprawy śmierci Barbary Blidy Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Jarosław Kaczyński jako świadek podczas przesłuchania przez komisję śledczą do sprawy śmierci Barbary Blidy
Prezes PiS-u Jarosław Kaczyński przyznał wczoraj przed komisją śledczą, że na naradach organizowanych w kancelarii premiera pojawiało się nazwisko Barbary Blidy. Zapewniał jednak, że była minister budownictwa nigdy nie była przedmiotem szczególnego zainteresowania. - Próbował chronić Zbigniewa Ziobrę - ocenia Jacek Blida.
Były premier rządu składał wczoraj zeznania przed sejmową komisją śledczą, która wyjaśnia okoliczności śmierci Barbary Blidy. W kwietniu 2007 r. była posłanka SLD popełniła samobójstwo podczas próby zatrzymania przez ABW. Katowicka prokuratura chciała jej przedstawić zarzuty współpracy z mafią węglową. Kilka miesięcy później okazało się jednak, że nie ma żadnych dowodów na to, by prezes jednej ze spółek węglowych miał przyjąć od Blidy 80 tys. zł łapówki. Sprawa została umorzona.

Wczoraj Kaczyński przyznał przed komisją śledczą, że w jego kancelarii organizowano narady, w których udział brali Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości, Janusz Kaczmarek, szef MSWiA, Mariusz Kamiński, szef CBA, Konrad Kornatowski, komendant główny policji, oraz Bogdan Święczkowski, szef ABW. Podczas tych narad mieli omawiać najważniejsze śledztwa prowadzone w kraju.

- Takie narady nie odbywały się za czasów premiera Marcinkiewicza, bo on odnosił się z dystansem do spraw bezpieczeństwa państwa, do spraw związanych z całą tą sferą utajnioną - wyjaśniał prezes PiS-u. Zapewniał, że narady miały wyłącznie charakter informacyjny. - Służyły temu, żebym wiedział, co się dzieje. Nie zapadały tam decyzje procesowe, nie były wydawane polecenia, zadaniem premiera jest dobre orientowanie się w sytuacji w państwie - podkreślał Kaczyński. Były premier przyznał posłom, że podczas narad pojawiło się nazwisko Barbary Blidy. - Ale na marginesie afery węglowej. W tej sprawie było wiele nazwisk polityków dużo bardziej znanych. Nazwisko Blidy nie było przedmiotem szczególnego zainteresowania, krótko mówiąc, gdzieś tam mignęło - zeznał Kaczyński.

Prezes PiS-u twierdził, że wiedział o planach zatrzymania Blidy, ale nie miał pojęcia, czy planowano jej aresztowanie. Przyznał, że przed akcją służb specjalnych prosił Święczkowskiego, aby kobiet zamieszanych w aferę węglową nie zakuwać w kajdanki. - Uważałem to za bezzasadne - podkreślał były premier.

Zdaniem Jacka Blidy podczas przesłuchania prezes PiS-u starał się bagatelizować sprawę jego matki. To próba ochronienia Zbigniewa Ziobry.

- Po śmierci mojej mamy minister sprawiedliwości mówił przecież w Sejmie, że nie interesował się śledztwem przeciwko mafii węglowej, zaprzeczał też, że ten temat omawiano podczas narad u premiera - powiedział nam wczoraj syn byłej posłanki SLD. Dodał, że tuż przed akcją ABW w domu jego rodziców premier Kaczyński powołał zespół, który miał koordynować współpracę różnych służb w sprawach, gdzie pojawiają się nazwiska polityków. - Wiem, że jego nieformalnym szefem został właśnie Ziobro - powiedział nam Blida.

Jego zdaniem zeznania Kaczyńskiego uwiarygodniają to, co wcześniej o naradach w kancelarii premiera mówił Janusz Kaczmarek. Po dymisji ze stanowiska szefa MSWiA ujawnił, że Ziobro i Święczkowski zapewniali premiera, że "przez Blidę można by wyjść na osoby z wierchuszki SLD, a konkretnie, z tego, co pamiętam, na Leszka Millera. (...) Mówiło się o Kmiecik (główny świadek przeciw Blidzie), o Zającu (również świadek), Blidzie i o czołowych politykach SLD".

Według Kaczmarka podczas narad Kaczyński niepokoił się, że prokuratura nieudolnie realizuje wyborczą obietnicę PiS-u walki z układami. "Kiedy pojawiła się możliwość wyjścia na układ lewicy, Kaczyński stwierdził, że pokazanie tego układu wystarczy za wszystkie inne" - opowiadał Kaczmarek.

- Kiedy Kaczmarek o tym opowiadał, politycy PiS-u twierdzili, że to kłamstwa wyssane z brudnego palucha. Teraz sam premier przyznaje, że narady jednak się odbywały - mówi Jacek Blida.

Po dwóch godzinach Kaczyński przerwał składanie zeznanie i pojechał na przesłuchanie w sprawie katastrofy smoleńskiej. Przed komisją śledczą stanie ponownie za parę tygodni.

Podziel się

  • 14 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów