Osiedle socjalne się zapełnia, a sąsiedzi się boją

Jacek Madeja
2010-07-28 , aktualizacja: 28.07.2010 16:49
A A A Drukuj
Mariusz ze swoim psem, Perełką, w mieszkaniu socjalnym Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencj Mariusz ze swoim psem, Perełką, w mieszkaniu socjalnym
Do bytomskiego osiedla socjalnego wprowadzili się pierwsi lokatorzy. Nowego sąsiedztwa boją się okoliczni mieszkańcy, którzy od początku protestowali przeciwko jego powstaniu
Blok z mieszkaniami socjalnymi w Bytomiu
Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencj
Blok z mieszkaniami socjalnymi w Bytomiu
Osiedle kontenerów w Bytomiu
Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencj
Osiedle kontenerów w Bytomiu
Agnieszka Bogusiewicz z córką Magdą przyszła zobaczyć, jak w mieszkaniu socjalnym żyje się jej mamie
Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencj
Agnieszka Bogusiewicz z córką Magdą przyszła zobaczyć, jak w mieszkaniu socjalnym żyje się jej mamie
Osiedle składające się z 20 kontenerów (urzędnicy chcą, by nazywać je domkami modułowymi) i blok galeriowiec stanęły przy ul. Składowej. Od kilku dni wprowadzają się tu pierwsi lokatorzy. Ci, którzy nie płacili czynszu albo - jak wyjaśniają urzędnicy - "nie przestrzegali reguł panujących w poprzednim miejscu zamieszkania".

Pani Lidia do 15-metrowego kontenera trafiła z dwupokojowego mieszkania w bloku przy Szkolnej. Nie starczało jej na czynsz. Teraz ma jeden pokój, który jest równocześnie kuchnią i łazienką. - Ledwo się tu pomieściłam. Część mebli musiałam zostawić. Teraz szukamy leżanki dla syna, bo przecież taki stary koń nie będzie ze mną spał na jednym łóżku - mówi kobieta. Sąsiadami się na razie nie przejmuje. - Póki co z nikim się nie zadaję. Spokojnie jest - dodaje.

Na lokatorów z innych kontenerów narzeka za to pani Irena. Do 26-metrowego mieszkania z łazienką i ubikacją w galeriowcu przeprowadziła się z mężem i córką. Obydwoje są bezrobotni i czekali na mieszkanie socjalne. - Warunki nawet są dobre, ale już wczoraj przy jednym z kontenerów pili alkohol i głośno było. Jak libacje będą się powtarzały, trzeba będzie wzywać policję - wzdycha kobieta.

Awantury i pijaństwo to niejedyna rzecz, której obawiają się mieszkańcy domów sąsiadujących z osiedlem socjalnym. - Tu mieszkają głównie ludzie starzy, to spokojna dzielnica. U mnie na klatce mieszkają jeszcze tylko dwie emerytki. Zaczną się włamania i nagabywanie. Boję się, że nie będziemy mieli spokoju - przekonuje Teresa Baran, która mieszka na ulicy Przemysłowej.

- Skupienie w jednym miejscu tylu osób z różnymi problemami może się wymknąć spod kontroli. Zamiast wychodzić z biedy albo nałogu, patologia będzie się tylko pogłębiać, bo dokoła nie będzie żadnych dobrych wzorców. To wszystko osoby bezrobotne, tylko patrzeć jak zaczną szukać łatwego zarobku w okolicy. Najpewniej naszym kosztem - dodaje mieszkanka sąsiedniej ulicy.

Nawet ci, którzy nie obawiają się nowego sąsiedztwa, nie pochwalają budowy osiedla socjalnego. - Władze Bytomia powinny się wstydzić, że coś takiego powstało. Wrzucenie tych wszystkich ludzi w jedno miejsce niczego nie rozwiąże. A przecież niektórym można było pomóc, proponując dozorcostwo albo sprzątanie, żeby mogli zostać w starych mieszkaniach. Jest tyle sposób, a urzędnicy wybrali najgorszy - mówi Maria Minkner.

Ale w magistracie twierdzą, że socjalne osiedle to pomysł, który się już sprawdził. - Przerabialiśmy podobną sytuację kilka lat temu na ul. Popiełuszki, gdzie obok zwykłych domów powstał blok socjalny. Nic złego się nie stało - przekonuje Katarzyna Krzemińska-Kruczek, rzeczniczka bytomskiego magistratu. Dodaje, że lokatorzy ze Składowej nowe miejsce zamieszkania powinni traktować jak przejściowe lokum. Umowy mają podpisane na rok, dwa lata. - Oprócz tego w jednym z domków modułowych będzie miał biuro pracownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Przez cały czas tym, którzy będą chcieli, będzie pomagał znaleźć pracę i wydostać się z biedy - dodaje rzeczniczka.

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów