Osiedle socjalne się zapełnia, a sąsiedzi się boją
2010-07-28
, aktualizacja: 28.07.2010 16:49
Do bytomskiego osiedla socjalnego wprowadzili się pierwsi lokatorzy. Nowego sąsiedztwa boją się okoliczni mieszkańcy, którzy od początku protestowali przeciwko jego powstaniu
ZOBACZ TAKŻE
- Skazani na kontenery (28-07-10, 16:31)
- Borsigwerk. Mieszkańcy uporządkują zaniedbane osiedle (07-05-10, 13:47)
- Zabytkowe osiedle zostanie przecięte ruchliwą drogą (25-02-10, 22:23)
- Lokatorzy alarmują: to drzewo może runąć nam na dom (11-09-10, 23:08)
- Wyburzyć przybudówkę na Mielęckiego może tylko minister (08-09-10, 22:56)
- Protest w sprawie budowy osiedla chroni tylko nieużytki (30-08-10, 22:50)
- Chora kobieta chciała spalić sąsiadów. Nikt nie pomaga (25-08-10, 22:03)
- Schronisko zagrożone eksmisją, bo budują osiedle (09-10-09, 20:42)
- Nowe osiedle w Szopienicach? To będzie wielka sypialnia (17-07-10, 23:53)
Osiedle składające się z 20 kontenerów (urzędnicy chcą, by nazywać je domkami modułowymi) i blok galeriowiec stanęły przy ul. Składowej. Od kilku dni wprowadzają się tu pierwsi lokatorzy. Ci, którzy nie płacili czynszu albo - jak wyjaśniają urzędnicy - "nie przestrzegali reguł panujących w poprzednim miejscu zamieszkania".
Pani Lidia do 15-metrowego kontenera trafiła z dwupokojowego mieszkania w bloku przy Szkolnej. Nie starczało jej na czynsz. Teraz ma jeden pokój, który jest równocześnie kuchnią i łazienką. - Ledwo się tu pomieściłam. Część mebli musiałam zostawić. Teraz szukamy leżanki dla syna, bo przecież taki stary koń nie będzie ze mną spał na jednym łóżku - mówi kobieta. Sąsiadami się na razie nie przejmuje. - Póki co z nikim się nie zadaję. Spokojnie jest - dodaje.
Na lokatorów z innych kontenerów narzeka za to pani Irena. Do 26-metrowego mieszkania z łazienką i ubikacją w galeriowcu przeprowadziła się z mężem i córką. Obydwoje są bezrobotni i czekali na mieszkanie socjalne. - Warunki nawet są dobre, ale już wczoraj przy jednym z kontenerów pili alkohol i głośno było. Jak libacje będą się powtarzały, trzeba będzie wzywać policję - wzdycha kobieta.
Awantury i pijaństwo to niejedyna rzecz, której obawiają się mieszkańcy domów sąsiadujących z osiedlem socjalnym. - Tu mieszkają głównie ludzie starzy, to spokojna dzielnica. U mnie na klatce mieszkają jeszcze tylko dwie emerytki. Zaczną się włamania i nagabywanie. Boję się, że nie będziemy mieli spokoju - przekonuje Teresa Baran, która mieszka na ulicy Przemysłowej.
- Skupienie w jednym miejscu tylu osób z różnymi problemami może się wymknąć spod kontroli. Zamiast wychodzić z biedy albo nałogu, patologia będzie się tylko pogłębiać, bo dokoła nie będzie żadnych dobrych wzorców. To wszystko osoby bezrobotne, tylko patrzeć jak zaczną szukać łatwego zarobku w okolicy. Najpewniej naszym kosztem - dodaje mieszkanka sąsiedniej ulicy.
Nawet ci, którzy nie obawiają się nowego sąsiedztwa, nie pochwalają budowy osiedla socjalnego. - Władze Bytomia powinny się wstydzić, że coś takiego powstało. Wrzucenie tych wszystkich ludzi w jedno miejsce niczego nie rozwiąże. A przecież niektórym można było pomóc, proponując dozorcostwo albo sprzątanie, żeby mogli zostać w starych mieszkaniach. Jest tyle sposób, a urzędnicy wybrali najgorszy - mówi Maria Minkner.
Ale w magistracie twierdzą, że socjalne osiedle to pomysł, który się już sprawdził. - Przerabialiśmy podobną sytuację kilka lat temu na ul. Popiełuszki, gdzie obok zwykłych domów powstał blok socjalny. Nic złego się nie stało - przekonuje Katarzyna Krzemińska-Kruczek, rzeczniczka bytomskiego magistratu. Dodaje, że lokatorzy ze Składowej nowe miejsce zamieszkania powinni traktować jak przejściowe lokum. Umowy mają podpisane na rok, dwa lata. - Oprócz tego w jednym z domków modułowych będzie miał biuro pracownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Przez cały czas tym, którzy będą chcieli, będzie pomagał znaleźć pracę i wydostać się z biedy - dodaje rzeczniczka.
Pani Lidia do 15-metrowego kontenera trafiła z dwupokojowego mieszkania w bloku przy Szkolnej. Nie starczało jej na czynsz. Teraz ma jeden pokój, który jest równocześnie kuchnią i łazienką. - Ledwo się tu pomieściłam. Część mebli musiałam zostawić. Teraz szukamy leżanki dla syna, bo przecież taki stary koń nie będzie ze mną spał na jednym łóżku - mówi kobieta. Sąsiadami się na razie nie przejmuje. - Póki co z nikim się nie zadaję. Spokojnie jest - dodaje.
Na lokatorów z innych kontenerów narzeka za to pani Irena. Do 26-metrowego mieszkania z łazienką i ubikacją w galeriowcu przeprowadziła się z mężem i córką. Obydwoje są bezrobotni i czekali na mieszkanie socjalne. - Warunki nawet są dobre, ale już wczoraj przy jednym z kontenerów pili alkohol i głośno było. Jak libacje będą się powtarzały, trzeba będzie wzywać policję - wzdycha kobieta.
Awantury i pijaństwo to niejedyna rzecz, której obawiają się mieszkańcy domów sąsiadujących z osiedlem socjalnym. - Tu mieszkają głównie ludzie starzy, to spokojna dzielnica. U mnie na klatce mieszkają jeszcze tylko dwie emerytki. Zaczną się włamania i nagabywanie. Boję się, że nie będziemy mieli spokoju - przekonuje Teresa Baran, która mieszka na ulicy Przemysłowej.
- Skupienie w jednym miejscu tylu osób z różnymi problemami może się wymknąć spod kontroli. Zamiast wychodzić z biedy albo nałogu, patologia będzie się tylko pogłębiać, bo dokoła nie będzie żadnych dobrych wzorców. To wszystko osoby bezrobotne, tylko patrzeć jak zaczną szukać łatwego zarobku w okolicy. Najpewniej naszym kosztem - dodaje mieszkanka sąsiedniej ulicy.
Nawet ci, którzy nie obawiają się nowego sąsiedztwa, nie pochwalają budowy osiedla socjalnego. - Władze Bytomia powinny się wstydzić, że coś takiego powstało. Wrzucenie tych wszystkich ludzi w jedno miejsce niczego nie rozwiąże. A przecież niektórym można było pomóc, proponując dozorcostwo albo sprzątanie, żeby mogli zostać w starych mieszkaniach. Jest tyle sposób, a urzędnicy wybrali najgorszy - mówi Maria Minkner.
Ale w magistracie twierdzą, że socjalne osiedle to pomysł, który się już sprawdził. - Przerabialiśmy podobną sytuację kilka lat temu na ul. Popiełuszki, gdzie obok zwykłych domów powstał blok socjalny. Nic złego się nie stało - przekonuje Katarzyna Krzemińska-Kruczek, rzeczniczka bytomskiego magistratu. Dodaje, że lokatorzy ze Składowej nowe miejsce zamieszkania powinni traktować jak przejściowe lokum. Umowy mają podpisane na rok, dwa lata. - Oprócz tego w jednym z domków modułowych będzie miał biuro pracownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Przez cały czas tym, którzy będą chcieli, będzie pomagał znaleźć pracę i wydostać się z biedy - dodaje rzeczniczka.
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Osiedle socjalne się zapełnia, a sąsiedzi się boją
oberhanka
28.07.10, 19:03
Lobuzy sa wszedzie i to nie jest wazne czy osiedle jest socjalne czy nie. Trzeba przyznac, ze ludzie zyskali szanse na mieszkanie na ktore ich stac. Nikt sie nie zgodzi na uzytkowanie swojej»
-
Osiedle socjalne się zapełnia, a sąsiedzi się boją
anogianos
28.07.10, 23:02
"Przerabialiśmy podobną sytuację kilka lat temu na ul. Popiełuszki, gdzie obokzwykłych domów powstał blok socjalny. Nic złego się nie stało..." Do każdego,prywatnego, ogrodzonego osiedla »
-
W tym bloku widzę, że mają lepsze mieszkania...
rojberek
29.07.10, 08:18
.... niż większość uczciwie pracujących i płacących czynsz. To jest świetnepaństwo! Leniom daje wszystko, pracowitym zabiera wszystko.»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter






więcej zdjęć