Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. Miał prawo?
2010-07-27
, aktualizacja: 27.07.2010 22:58
Mieczysław Monsior wciąż nie może pogodzić się z tym, jak zachował się szpital, gdy umierała jego żona
72-letnia Małgorzata Monsior umierała w szpitalu, tymczasem nikt nie powiadomił jej męża, co się z nią dzieje. - Pacjentka nie mówiła, że chce kontaktu z rodziną, więc nie mieliśmy obowiązku nikogo powiadamiać - wyjaśniają lekarze
ZOBACZ TAKŻE
- Pielęgniarki zasłoniły ciało parawanem i podały obiad (22-02-11, 23:50)
- W niektórych szpitalach brakuje leku ratującego życie (18-07-10, 21:40)
- Chcą miliona złotych za śmierć syna w areszcie (20-05-10, 23:06)
- Sędzia radzi niepełnosprawnej: "Wyślij syna do roboty" (29-03-10, 12:00)
- Matka: zabili mi syna. Prokuratura jej nie wierzy (18-01-10, 21:46)
- Żona w szpitalu, mąż odchodził od zmysłów (18-09-09, 21:59)
Monsior, mieszkanka Jaworzna, wyszła na zakupy. Na ulicy zasłabła. W jednym z okolicznych domów poprosiła o szklankę wody. Lokatorzy zadzwonili po pogotowie. Karetka zabrała ją do szpitala miejskiego, a stamtąd po kilku godzinach przewieziono ją do Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Rybniku.
Mąż nie wiedział, dlaczego pani Małgorzata nie wróciła do domu. Najpierw obdzwonił wszystkich krewnych i znajomych. Chciał zgłosić zaginięcie na policję, ale zgodnie z przepisami musiał na to czekać 24 godziny. Następnego dnia rano żony wciąż nie było. Sąsiad poradził mu, żeby zadzwonił do szpitala. - Dowiedziałem się, że Małgosia jest w Rybniku. Od razu pojechałem tam z synem. W szpitalu powiedziano mi tylko, że żona była agresywna, trzeba ją było przypiąć pasami. Chciałem ją zobaczyć, przytulić... Powiedzieli, że nie mogę. Nikt nie potrafił mi wyjaśnić, co Małgosi dolega - płacze Mieczysław Monsior.
Następnego dnia zadzwonił do szpitala. Przez telefon usłyszał tylko krótką wiadomość: żona zmarła o godz. 8.
Zrozpaczony mąż powiadomił prokuraturę, że nikt nie poinformował go, co się dzieje z żoną, że nie pozwolili mu się z nią zobaczyć i nie wie, w jakich okolicznościach umarła. Prokuratura Rejonowa w Rybniku zajęła się sprawą, ale tylko pod kątem narażenia życia Małgorzaty Monsior. Po kilku miesiącach postępowanie zostało umorzone. W uzasadnieniu można przeczytać, że bezpośrednią przyczyną śmierci był zator skrzeplinowy.
Nadal jednak nikt nie wyjaśnił panu Mieczysławowi, dlaczego szpital nie poinformował go o stanie zdrowia żony.
W szpitalu w Jaworznie usłyszeliśmy, że kobieta nie wymagała hospitalizacji, ale ponieważ zaczęła zachowywać się agresywnie i wypowiadać nielogicznie, skierowano ją na konsultację do Rybnika. - O takim fakcie nie wolno nam nikogo informować. Pacjentka nie mówiła, że chce kontaktu z rodziną, więc nie mieliśmy obowiązku nikogo powiadamiać - wyjaśniał nam dr Ireneusz Wójcik ze szpitala w Jaworznie. Podobne tłumaczenie usłyszeliśmy w Rybniku.
Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzeczniczka GIODO, uważa, że w takich przypadkach na pewno nie wolno zasłaniać się ochroną danych osobowych. - Ustawa o ochronie danych osobowych nie zabrania udzielania informacji o osobie chorej bliskim. Tym bardziej jeżeli nie jest w stanie wyrazić swojej woli. Takie traktowanie ustawy, która obowiązuje ponad 12 lat, wynika z jej niezrozumienia - dziwi się.
Również Piotr Olechno, rzecznik Ministerstwa Zdrowia, podkreśla, że choć nie mówią o tym przepisy, powszechnie stosowaną praktyką jest powiadamianie bliskich, jeśli pacjent jest nieprzytomny lub kontakt z nim jest utrudniony.
O sprawie poinformowaliśmy biuro praw pacjenta. - Pani minister zainteresowała się tym przypadkiem. Będzie on szczegółowo wyjaśniany - usłyszeliśmy w biurze.
Mąż nie wiedział, dlaczego pani Małgorzata nie wróciła do domu. Najpierw obdzwonił wszystkich krewnych i znajomych. Chciał zgłosić zaginięcie na policję, ale zgodnie z przepisami musiał na to czekać 24 godziny. Następnego dnia rano żony wciąż nie było. Sąsiad poradził mu, żeby zadzwonił do szpitala. - Dowiedziałem się, że Małgosia jest w Rybniku. Od razu pojechałem tam z synem. W szpitalu powiedziano mi tylko, że żona była agresywna, trzeba ją było przypiąć pasami. Chciałem ją zobaczyć, przytulić... Powiedzieli, że nie mogę. Nikt nie potrafił mi wyjaśnić, co Małgosi dolega - płacze Mieczysław Monsior.
Następnego dnia zadzwonił do szpitala. Przez telefon usłyszał tylko krótką wiadomość: żona zmarła o godz. 8.
Zrozpaczony mąż powiadomił prokuraturę, że nikt nie poinformował go, co się dzieje z żoną, że nie pozwolili mu się z nią zobaczyć i nie wie, w jakich okolicznościach umarła. Prokuratura Rejonowa w Rybniku zajęła się sprawą, ale tylko pod kątem narażenia życia Małgorzaty Monsior. Po kilku miesiącach postępowanie zostało umorzone. W uzasadnieniu można przeczytać, że bezpośrednią przyczyną śmierci był zator skrzeplinowy.
Nadal jednak nikt nie wyjaśnił panu Mieczysławowi, dlaczego szpital nie poinformował go o stanie zdrowia żony.
W szpitalu w Jaworznie usłyszeliśmy, że kobieta nie wymagała hospitalizacji, ale ponieważ zaczęła zachowywać się agresywnie i wypowiadać nielogicznie, skierowano ją na konsultację do Rybnika. - O takim fakcie nie wolno nam nikogo informować. Pacjentka nie mówiła, że chce kontaktu z rodziną, więc nie mieliśmy obowiązku nikogo powiadamiać - wyjaśniał nam dr Ireneusz Wójcik ze szpitala w Jaworznie. Podobne tłumaczenie usłyszeliśmy w Rybniku.
Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzeczniczka GIODO, uważa, że w takich przypadkach na pewno nie wolno zasłaniać się ochroną danych osobowych. - Ustawa o ochronie danych osobowych nie zabrania udzielania informacji o osobie chorej bliskim. Tym bardziej jeżeli nie jest w stanie wyrazić swojej woli. Takie traktowanie ustawy, która obowiązuje ponad 12 lat, wynika z jej niezrozumienia - dziwi się.
Również Piotr Olechno, rzecznik Ministerstwa Zdrowia, podkreśla, że choć nie mówią o tym przepisy, powszechnie stosowaną praktyką jest powiadamianie bliskich, jeśli pacjent jest nieprzytomny lub kontakt z nim jest utrudniony.
O sprawie poinformowaliśmy biuro praw pacjenta. - Pani minister zainteresowała się tym przypadkiem. Będzie on szczegółowo wyjaśniany - usłyszeliśmy w biurze.
- 188 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
55 głosów
-
qrfa, od razu za stodole i rozstrzelac
hetmanwiechu
28.07.10, 00:36
jak czytam cos takiego to od razu budzi sie we mnie Dzierzynski. ta polaczkowaznieczulica, chamstwo, squ...synstwo, i wogole debilizm jakis powinien byckarany z urzedu poprzez natychmiastowe»
-
Też widziałam śmierć przypiętego pasami człowieka
mt7
28.07.10, 00:42
na oddziale chirurgicznym w Szpitalu Przemienienia Pańskiego.Przywieźli mężczyznę z ostrego dyżuru, biegał i bełkotał coś niezrozumiale, to go przypieli do łóżka pasami na korytarzu, bo już »
-
Nie ma większych mend niż lekarze
incipit
28.07.10, 05:59
Nie ma większych mend niż lekarze.Też mi się zdarzyło, że w Częstochowie lekarz mojego chorego ponad 70-cioletniego ojca, chorego na agresywną odmianę Alzheimera oddali na policję, bo nie »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

