Szpital nie powiadomił męża o śmierci żony. Miał prawo?

Anna Malinowska
2010-07-27 , aktualizacja: 27.07.2010 22:58
A A A Drukuj
Mieczysław Monsior wciąż nie może pogodzić się z tym, jak zachował się szpital, gdy umierała jego żona Fot. Bart3omiej Barczyk / Agencj Mieczysław Monsior wciąż nie może pogodzić się z tym, jak zachował się szpital, gdy umierała jego żona
72-letnia Małgorzata Monsior umierała w szpitalu, tymczasem nikt nie powiadomił jej męża, co się z nią dzieje. - Pacjentka nie mówiła, że chce kontaktu z rodziną, więc nie mieliśmy obowiązku nikogo powiadamiać - wyjaśniają lekarze
Monsior, mieszkanka Jaworzna, wyszła na zakupy. Na ulicy zasłabła. W jednym z okolicznych domów poprosiła o szklankę wody. Lokatorzy zadzwonili po pogotowie. Karetka zabrała ją do szpitala miejskiego, a stamtąd po kilku godzinach przewieziono ją do Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Rybniku.

Mąż nie wiedział, dlaczego pani Małgorzata nie wróciła do domu. Najpierw obdzwonił wszystkich krewnych i znajomych. Chciał zgłosić zaginięcie na policję, ale zgodnie z przepisami musiał na to czekać 24 godziny. Następnego dnia rano żony wciąż nie było. Sąsiad poradził mu, żeby zadzwonił do szpitala. - Dowiedziałem się, że Małgosia jest w Rybniku. Od razu pojechałem tam z synem. W szpitalu powiedziano mi tylko, że żona była agresywna, trzeba ją było przypiąć pasami. Chciałem ją zobaczyć, przytulić... Powiedzieli, że nie mogę. Nikt nie potrafił mi wyjaśnić, co Małgosi dolega - płacze Mieczysław Monsior.

Następnego dnia zadzwonił do szpitala. Przez telefon usłyszał tylko krótką wiadomość: żona zmarła o godz. 8.

Zrozpaczony mąż powiadomił prokuraturę, że nikt nie poinformował go, co się dzieje z żoną, że nie pozwolili mu się z nią zobaczyć i nie wie, w jakich okolicznościach umarła. Prokuratura Rejonowa w Rybniku zajęła się sprawą, ale tylko pod kątem narażenia życia Małgorzaty Monsior. Po kilku miesiącach postępowanie zostało umorzone. W uzasadnieniu można przeczytać, że bezpośrednią przyczyną śmierci był zator skrzeplinowy.

Nadal jednak nikt nie wyjaśnił panu Mieczysławowi, dlaczego szpital nie poinformował go o stanie zdrowia żony.

W szpitalu w Jaworznie usłyszeliśmy, że kobieta nie wymagała hospitalizacji, ale ponieważ zaczęła zachowywać się agresywnie i wypowiadać nielogicznie, skierowano ją na konsultację do Rybnika. - O takim fakcie nie wolno nam nikogo informować. Pacjentka nie mówiła, że chce kontaktu z rodziną, więc nie mieliśmy obowiązku nikogo powiadamiać - wyjaśniał nam dr Ireneusz Wójcik ze szpitala w Jaworznie. Podobne tłumaczenie usłyszeliśmy w Rybniku.

Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzeczniczka GIODO, uważa, że w takich przypadkach na pewno nie wolno zasłaniać się ochroną danych osobowych. - Ustawa o ochronie danych osobowych nie zabrania udzielania informacji o osobie chorej bliskim. Tym bardziej jeżeli nie jest w stanie wyrazić swojej woli. Takie traktowanie ustawy, która obowiązuje ponad 12 lat, wynika z jej niezrozumienia - dziwi się.

Również Piotr Olechno, rzecznik Ministerstwa Zdrowia, podkreśla, że choć nie mówią o tym przepisy, powszechnie stosowaną praktyką jest powiadamianie bliskich, jeśli pacjent jest nieprzytomny lub kontakt z nim jest utrudniony.

O sprawie poinformowaliśmy biuro praw pacjenta. - Pani minister zainteresowała się tym przypadkiem. Będzie on szczegółowo wyjaśniany - usłyszeliśmy w biurze.

Podziel się

  • 188 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    55 głosów

  • qrfa, od razu za stodole i rozstrzelac hetmanwiechu 28.07.10, 00:36

    jak czytam cos takiego to od razu budzi sie we mnie Dzierzynski. ta polaczkowaznieczulica, chamstwo, squ...synstwo, i wogole debilizm jakis powinien byckarany z urzedu poprzez natychmiastowe»

  • Też widziałam śmierć przypiętego pasami człowieka mt7 28.07.10, 00:42

    na oddziale chirurgicznym w Szpitalu Przemienienia Pańskiego.Przywieźli mężczyznę z ostrego dyżuru, biegał i bełkotał coś niezrozumiale, to go przypieli do łóżka pasami na korytarzu, bo już »

  • Nie ma większych mend niż lekarze incipit 28.07.10, 05:59

    Nie ma większych mend niż lekarze.Też mi się zdarzyło, że w Częstochowie lekarz mojego chorego ponad 70-cioletniego ojca, chorego na agresywną odmianę Alzheimera oddali na policję, bo nie »