Mariacka podzielona. Żywa ulica musi być głośna?

Notowała Anna Malinowska
2010-07-22 , aktualizacja: 22.07.2010 20:37
A A A Drukuj
Katowice. Ulica Mariacka nocną porą Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta Katowice. Ulica Mariacka nocną porą
W tym sporze każdy ma swoje racje. Mieszkańcy centrum Katowic narzekają na hałas dobiegający z kawiarnianych ogródków, pijaństwo i brud. Właściciele restauracji wyjaśniają, że taka jest cena życia w śródmieściu. Bez klubów, dyskotek i knajpek miasto będzie martwe.
Katowice. Ulica Mariacka nocną porą
Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Katowice. Ulica Mariacka nocną porą
Katowice. Ulica Mariacka nocną porą
Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Katowice. Ulica Mariacka nocną porą

Cisza, bo po zabawie! - : pisaliśmy w czwartkowej Gazecie



Mieszkańcy:

Pani Maria, od 20 lat mieszka przy Mariackiej: - Muzyka i koncerty mi nie przeszkadzają. Sama nawet czasem wyjdę z domu i sobie posłucham. Najgorsze są te krzyki w nocy. Zbiera się tu młodzież chyba z całego miasta. Przychodzą po północy i wydzierają się, jakby ktoś ich ze skóry obdzierał. Rano dookoła leżą sterty śmieci. Oni wcale nie przychodzą do klubów, tylko kupują alkohol w sklepach na Mariackiej, a potem siedzą na ławkach, na chodniku i piją. Boimy się, że na naszą ulicę zaczną przychodzić narkomani. I to ma być elegancki deptak?

Łukasz, 21 lat, mieszka przy Mariackiej od kilku lat: - Gdy na ulicy pojawiała się scena, zawsze chętnie wychodziłem z domu. Bardziej z ciekawości, żeby zobaczyć, co się dzieje. Potem powiedziałem dość! Ile można znosić ciągły hałas? Człowiek musi się czasem wyspać, a ja pracuję. Nie mam czasu ani siły włóczyć się po knajpach. Owszem, od czasu do czasu wychodzę gdzieś ze znajomymi, ale nigdy nie umawiam się na Mariackiej.

Pani Halina, od 5 lat mieszka przy Mariackiej: - Najgorsze jest pijaństwo, a nie hałas! Był spokój, ale jak otworzyli Lemoniadę i Lornetę z Meduzą, wóda leje się bez przerwy! Kto to widział, żeby można było pić całą noc? Rano wychodzę do pracy, a wszędzie walają się butelki. Na ławkach śpią zapijaczeni, często obrzygani imprezowicze. Dlaczego miasto się na to godzą? To ma być wizytówka Katowic? Zapraszam prezydenta Piotra Uszoka, żeby przyszedł rano na Mariacką. Może wtedy zrozumie nasze uwagi

Restauratorzy:

Łukasz Sobaś, klub Lemoniada: - Nie mamy ogródka i nasi klienci bawią się w lokalu. Dach wyciszyliśmy z myślą o lokatorach, którzy mieszkają nad nami. Nie jesteśmy biblioteką, tylko klubem, a alkohol i upijanie się nie są w tym kraju zabronione. Do nas ludzie przychodzą się napić. Władze miasta dały nam zielone światło na działalność przy ul. Mariackiej, dlatego tu zainwestowaliśmy. Władze miasta postanowiły, że Mariacka będzie miejscem do zabawy. Sam nie chciałbym mieszkać w takim miejscu, ale mieszkańcy się na to zgodzili. Nie słyszałem o żadnych protestach, kiedy zamykano ulicę dla ruchu samochodów, a władze nie ukrywały, dlaczego ma być zamknięta. Wiem, że nowi lokatorzy podpisywali oświadczenia, że godzą się na rozrywkowy charakter tego miejsca. Jeżeli mają teraz pretensje, nie my jesteśmy ich adresatem.

Krzystof Krot, bistro Lorneta z Meduzą: - Z pełną premedytacją wybraliśmy lokalizację przy ul. Mariackiej. Miasto chciało, żeby ulica żyła, przyciągała chętnych do zabawy, a my pokazaliśmy, że martwy dotąd deptak można ożywić. Większość klientów przychodzi właśnie do nas. Bistro jest otwarte przez całą dobę, co w Katowicach jest zupełną nowością. Ludzie mają różne potrzeby o różnych porach, co złego w tym, że ktoś w środku nocy ma ochotę na pięćdziesiątkę i śledzia? W ogródku zainstalowaliśmy monitoring i zawsze możemy udokumentować każde zdarzenie. Alkoholu nie podajemy osobom pijanym, sprawdzamy też, czy są pełnoletnie. Co więcej możemy zrobić? Nie odpowiadamy za to, co dzieje się na ulicy. Każdego ranka dokładnie sprzątamy wokół naszej knajpki.

Podziel się

  • 81 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów