Centrum miasta do zabawy czy mieszkania?

Anna Malinowska
2010-07-21 , aktualizacja: 21.07.2010 22:32
A A A Drukuj
Podczas koncertu szwedzkiej grupy Tingsek, na Mariackiej bawiło się kilkaset osób Podczas koncertu szwedzkiej grupy Tingsek, na Mariackiej bawiło się kilkaset osób
Władze Katowic mogą ogłosić sukces - centrum miasta, zwłaszcza Mariacka i Gliwicka, tętni życiem do rana. Nawet jeśli nie odbywają się tu koncerty, w pobliskich klubach bawią się setki ludzi. Niestety, przeszkadza to mieszkańcom, którzy nasyłają na restauratorów policję. - Albo mamy knajpki, albo ciszę i spokój - denerwują się właściciele klubów
SONDAŻ
Centrum miasta powinno:

Być ciche i spokojne
Tętnić życiem
Nie mam zdania

Krzysztof Krot dopiero co otworzył bistro Lorneta z Meduzą w Katowicach przy Mariackiej. Skusiła go zapowiedź władz miasta uczynienia z tej ulicy tętniącego życiem deptaku. Uwierzył w to nie tylko on, wspólnie z innymi restauratorami któregoś wieczoru w jednym z lokali naradzali się nad planami. Kilkanaście osób, chwalili, deklarowali inwestycje. - Nagle pojawiła się straż miejska, że mieli skargę, bo głośno. Po ich wizycie entuzjazm wyparował - wspomina restaurator.

Podobna przygoda przydarzyła się wielu ludziom z jego branży. Tylko od początku czerwca w Katowicach policjanci byli alarmowani przez mieszkańców 87 razy, że w działającej w ich pobliżu kafejce albo barze jest głośno. - Zróbcie coś, nie da się wytrzymać - krzyczą do słuchawki ludzie i po chwili z komendy jedzie radiowóz. Restauratorzy załamują ręce: - Jak tak dalej pójdzie, to trzeba będzie zwinąć interes.

Dominik Tokarski, który ma klub KATO przy Gliwickiej, mówi, że mundurowi odwiedzają go nawet po kilka razy na tydzień. I denerwują się nie mniej od niego, bo nic się nie dzieje - ludzie po prostu siedzą w ogródku przed budynkiem i rozmawiają.

- Mieszkańcy skarżą się ze złośliwości - mówi o dzwoniących na policję Dariusz Oflik, właściciel lokalu Atmosfera przy Kilińskiego. Wspomina, jak urządził kilkuletniej córce urodziny. O dziewiątej wieczorem zagrał zespół dla dzieci i od razu podjechała policja.

Zgodnie z uchwałą Rady Miejskiej w Katowicach ogródki piwne mogą być czynne do północy, a cisza nocna obowiązuje od 22, ale są tacy, którzy już w środku dnia skarżą się na hałas w ich okolicy.

Zdarza się tak również przy Mariackiej, choć lokatorzy stojących tam domów musieli podpisywać oświadczenia, że godzą się na deptak o charakterze kulturalno-usługowo-rekreacyjnym. Miejsce rzeczywiście cieszy się powodzeniem - Krot w swoim bistro miał w ostatnią sobotę aż 350 gości, i to w środku nocy, ale skargi mieszkańców psują humor restauratorom. Bo od takich opinii i stanowiska policji zależy np. koncesja na sprzedaż alkoholu, a jej odebranie oznacza koniec lokalu.

Aby takiej groźby uniknąć, restauratorzy umawiają się, że nie będą sprzedawać alkoholu pijanym i sami upominają gości, którzy hałasują. Tak się stało np. w Bielsku-Białej. Na razie skutkuje. - W tym sezonie nie wpłynęła do nas żadna skarga - potwierdza Izabela Krzempek-Szczotka z biura prasowego bielskiego magistratu.

Ale właściciele barów i kafejek w Katowicach uważają, że to władze miasta powinny zmienić nastawienie do tej sprawy. - Z jednej strony chcą, by Mariacka żyła, a z drugiej nie potrafią wprowadzić uchwały, która regulowałaby prawo w tym miejscu. Albo mamy knajpki, albo ciszę i spokój. Przynajmniej na lipiec i sierpień powinno obowiązywać zezwolenie na normalne funkcjonowanie takich miejsc - uważa Krot.

Podobnego zdania jest Tokarski. - Dużo zainwestowałem w swój lokal, ale jeśli tylko by mi zaproponowano przeprowadzkę w miejsce, gdzie nikt się nie będzie czepiał, chętnie bym to zrobił - przyznaje restaurator. Według niego dobre rozwiązanie znaleziono na Zachodzie, gdzie w centrach miast oprócz barów i restauracji najczęściej są tylko biura, a nie mieszkania. - Może by trzeba opracować jakiś system? Preferencyjne warunki dla ludzi młodych, którym takie sąsiedztwo nie przeszkadza, akademiki czy hostele - zastanawia się Tokarski.

Co na to władze Katowic? Wiceprezydent Arkadiusz Godlewski nie wierzy, by wprowadzenie jakichkolwiek odgórnych przepisów coś w tej sytuacji zmieniło - zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie narzekać.

On sam uważa, że jeśli ktoś chce mieszkać w oazie spokoju, powinien wyprowadzić się z centrum miasta. Nie powinno być też tak, by w sprawie błahostek interweniowała policja. Obiecuje zorganizować w tej sprawie spotkanie ze służbami porządkowymi.

Okazuje się jednak, że nawet Kraków czy Gdańsk, które uchodzą za miasta tętniące życiem przez całą dobę, nie poradziły sobie z problemem, z którym borykają się restauratorzy z Katowic - skargi mieszkańców na hałas to prawdziwa zmora. Władze Gdańska, aby zachęcić ludzi do wyprowadzki z centrum, wstrzymały tam sprzedaż mieszkań z bonifikatą, ale to i tak nie rozwiązało problemu. - Ludzie, zwłaszcza starsi, nie chcą się wyprowadzać - przyznaje Antoni Pawlak, rzecznik gdańskiego magistratu.

Komentarz Waldemara Szymczyka: Wpuścić studentów do centrum miasta!



Podziel się

  • 71 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów