Nie będzie Muzeum Humoru. Pamiątki PRL-u nie śmieszą
2010-07-21
, aktualizacja: 21.07.2010 22:57
Sztućce przymocowane łańcuchem do stołu mogą nie śmieszyć, kiedy czasami w Beskidach turystów traktuje się jeszcze jak intruzów
Dobrze się stało, że w Wiśle nie powstanie muzeum z pamiątkami po PRL-u. Śladów po tamtej epoce i tak u nas nie brakuje: przestarzałych orczyków na stokach, toalet, do których strach wchodzić i ściągania haraczu z gości - pisze Marcin Czyżewski.
ZOBACZ TAKŻE
- Wypadek podczas Zlotu Pojazdów Militarnych w Bielsku (24-07-10, 21:52)
- Nie chcę góralskiej ciupagi "Made in China" (17-09-09, 12:00)
- Znak "Made in Wisła" ma zachęcić turystów do zakupów (20-07-10, 13:30)
O powołaniu w Wiśle Muzeum Humoru, gdzie planowano pokazać np. rekwizyty z komedii Stanisława Barei, mówiło się przez ostatnie trzy lata, ale ostatecznie nic z tego nie wyjdzie. Jestem przekonany, że nie ma czego żałować, bo choć już drugie, a może i trzecie pokolenie śmieje się ze sceny, w której trener Jarząbek śpiewa do schowanego w szafie magnetofonu hymn pochwalny na cześć prezesa klubu, a także z tego, jak klienci baru mlecznego zmuszeni są jeść za pomocą sztućców przymocowanych łańcuchem do stołu (żeby nikt ich nie ukradł), to przecież życie w Polsce Ludowej wcale nie było zabawne.
Ci, którym przyszło wtedy żyć, doskonale to pamiętają i raczej nie wspominają tych czasów z nostalgią. Wątpię, by chętnie zaszli do muzeum, gdzie musieliby na nowo przeżywać sprawy, od których z ulgą uciekli - pustych półek w sklepach i kartek na podstawowe artykuły. Nie wierzę, że muzeum przypominające to, co działo się podczas minionej epoki - nawet w krzywym zwierciadle - byłoby wielką atrakcją dla ludzi, którzy przyjechali w Beskidy szukać rozrywki i wypoczynku.
W muzeum humoru, oprócz zabawnych eksponatów, czekałaby na nich duża porcja męczących absurdów. Tymczasem, choć ustrój się zmienił i PRL zniknął, sporo absurdów ma się u nas całkiem dobrze. I, niestety, w Beskidach nie trzeba iść do muzeum, by się na nie natknąć.
Owszem, w ostatnich latach przybyło nowoczesnych obiektów sportowych, wypiękniał amfiteatr, wyrosły hotele, hoteliki i pensjonaty, a stare ośrodki pamiętające czasy Funduszu Wczasów Pracowniczych doczekały się renowacji.
Co nie mniej ważne - w czasie upałów nie trzeba tracić, jak kiedyś, wielu godzin w kolejce, żeby napić się zimnego piwa, a co krok ktoś się ściga, żeby turyście dostarczyć rozrywki. Jednak nie wszystko zmieniło się na lepsze, bo wystarczy przekroczyć próg dworcowej czy restauracyjnej toalety, żeby zwątpić w to, że mamy początek XXI wieku, a nie żyjemy za smutnego Gomułki. Bareja tu i ówdzie mógłby kręcić swoje filmy także i dzisiaj, i nikt by się nie zorientował w zmianie epoki.
Relikty PRL-u czekają też zimą na narciarzy. Wystarczy wspomnieć o przestarzałych orczykach w Szczyrku i trasach bez naśnieżania. No i czym innym, jak nie skansenem minionej epoki, jest traktowanie gości - turystów, Bywa, że uważa się ich za intruzów, z których ściąga się haracz na parkingach pod wyciągami. Ba! Zdarza się, chociaż na szczęście coraz rzadziej, że obsługa warczy na gości, tak jak niezapomniana sklepowa z "Misia".
Jestem pewien, że zmiana tego, co wciąż uwiera turystów, ściągnęłaby w Beskidy znacznie więcej gości, niż muzeum dowcipnych wspomnień o PRL-u.
Ci, którym przyszło wtedy żyć, doskonale to pamiętają i raczej nie wspominają tych czasów z nostalgią. Wątpię, by chętnie zaszli do muzeum, gdzie musieliby na nowo przeżywać sprawy, od których z ulgą uciekli - pustych półek w sklepach i kartek na podstawowe artykuły. Nie wierzę, że muzeum przypominające to, co działo się podczas minionej epoki - nawet w krzywym zwierciadle - byłoby wielką atrakcją dla ludzi, którzy przyjechali w Beskidy szukać rozrywki i wypoczynku.
W muzeum humoru, oprócz zabawnych eksponatów, czekałaby na nich duża porcja męczących absurdów. Tymczasem, choć ustrój się zmienił i PRL zniknął, sporo absurdów ma się u nas całkiem dobrze. I, niestety, w Beskidach nie trzeba iść do muzeum, by się na nie natknąć.
Owszem, w ostatnich latach przybyło nowoczesnych obiektów sportowych, wypiękniał amfiteatr, wyrosły hotele, hoteliki i pensjonaty, a stare ośrodki pamiętające czasy Funduszu Wczasów Pracowniczych doczekały się renowacji.
Co nie mniej ważne - w czasie upałów nie trzeba tracić, jak kiedyś, wielu godzin w kolejce, żeby napić się zimnego piwa, a co krok ktoś się ściga, żeby turyście dostarczyć rozrywki. Jednak nie wszystko zmieniło się na lepsze, bo wystarczy przekroczyć próg dworcowej czy restauracyjnej toalety, żeby zwątpić w to, że mamy początek XXI wieku, a nie żyjemy za smutnego Gomułki. Bareja tu i ówdzie mógłby kręcić swoje filmy także i dzisiaj, i nikt by się nie zorientował w zmianie epoki.
Relikty PRL-u czekają też zimą na narciarzy. Wystarczy wspomnieć o przestarzałych orczykach w Szczyrku i trasach bez naśnieżania. No i czym innym, jak nie skansenem minionej epoki, jest traktowanie gości - turystów, Bywa, że uważa się ich za intruzów, z których ściąga się haracz na parkingach pod wyciągami. Ba! Zdarza się, chociaż na szczęście coraz rzadziej, że obsługa warczy na gości, tak jak niezapomniana sklepowa z "Misia".
Jestem pewien, że zmiana tego, co wciąż uwiera turystów, ściągnęłaby w Beskidy znacznie więcej gości, niż muzeum dowcipnych wspomnień o PRL-u.
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
16 głosów
-
Nie będzie Muzeum Humoru. Pamiątki PRL-u nie śm...
kruk51
21.07.10, 17:05
Poprzednik ma rację ! Też mam już kupę lat a młodość przeszła w PRL. Nie byłochędogo. Było skromnie albo wręcz bardzo skromnie. Tak było wszędzie. Ale nauczanie było na poziomie. Opieka »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

