Co z tym zegarkiem? 90 lat temu Śląsk dostał autonomię
2010-07-15
, aktualizacja: 15.07.2010 17:39
Szkoda, że po pamiętnym, obraźliwym dla Polski powiedzonku brytyjskiego premiera o małpie i zegarku równie zawrotnej kariery u nas nie zrobiły wypowiedziane wkrótce potem słowa marszałka Sejmu Śląskiego. Nikt lepiej od niego nie zdefiniował autonomii śląskiej - o 90. rocznicy tego wydarzenia pisze Józef Krzyk.
ZOBACZ TAKŻE
- Jerzy Gorzelik z RAŚ wchodzi do zarządu województwa (26-11-10, 21:02)
- Wielki sukces śląskich autonomistów (23-11-10, 12:28)
- "Autonomia przewspaniała, bo Śląsk syty, Polska cała" (18-07-10, 19:43)
- Rząd nie uznał godki: To nie język, nie ma mowy! (10-05-10, 22:40)
- Ratujmy górnośląskie zabytki. Każdy może się podpisać (29-04-10, 19:50)
- Przyłączyć Śląsk do Polski to jak małpie dać zegarek - mówił tuż po I wojnie światowej David Lloyd George, premier Wielkiej Brytanii. Niektórzy nie mniej uszczypliwie dodają już od siebie, że Polska o ten zegarek gorliwie zabiegała - nadanie Śląskowi autonomii przez Sejm Ustawodawczy było kiełbasą wyborczą, którą zamierzano znęcić ludzi.
Biedne jak mysz kościelna państwo, które dopiero co powstało po ponadwiekowych zaborach i nie miało stabilnego rządu, ale za to na głowie wojnę z bolszewikami (trwała właśnie ich ofensywa na Warszawę), próbowało przekonać mieszkańców Śląska, żeby w zbliżającym się plebiscycie porzucili kilkuwiekowe związki z Niemcami.
W gruncie rzeczy nie było ku temu racjonalnych powodów, a w Polsce świetnie zdawano sprawę z tego, że Śląska - przemysłowego, z dobrze wynagradzanymi robotnikami - nie da się w łatwy sposób inkorporować. Żeby nie zepsuć dobrze działającego mechanizmu, rynek pracy na Śląsku był chroniony przed zalewem taniej siły roboczej z innych części kraju.
Lloyd George, mówiąc o małpie i zegarku, musiał przynajmniej co nieco wiedzieć o tych polsko-śląskich różnicach. A jednak jego zdania do dziś w Polsce są przywoływane wśród innych przykładów krzywdzących dla naszego kraju i niesprawiedliwych opinii. Trzeba zaraz dodać, że nie wszyscy mają pretensje do brytyjskiego polityka o te słowa. Kilka lat temu przytaknął im, a nawet rozwinął, Jerzy Gorzelik, lider Ruchu Autonomii Śląska, mówiąc, że z perspektywy czasu widać, że małpa zegarek zepsuła.
Oburzenie, jakie tym stwierdzeniem wywołał, uniemożliwiło, właściwie do dziś, rzeczową dyskusję o tym, czy przyjęty w lipcu 1920 roku Statut Organiczny był dobrym rozwiązaniem. Choć emocje już nieco opadły (nikt, zdaje się, w tej chwili nie grozi Gorzelikowi postawieniem przed sądem), to wciąż każdy, kto nie jest przeciwnikiem autonomii, naraża się na zarzut zdrady polskiej racji stanu. Z kolei na tych, którzy wątpią w sens postulowanego przez RAŚ przywrócenia modelu ustrojowego sprzed kilkudziesięciu lat, czekają mało wybredne docinki internautów. Bo tu jest jak na wojnie: kto nie z nami, ten przeciw nam, nie ma miejsca na wątpliwości ani dyskusje.
Może byłoby inaczej, gdyby uczestnicy tego sporu przyjrzeli się temu, co o autonomii myśleli ludzie, którzy nie znali jej tylko z opowiadań i książek, bo jej zaznali na własnej skórze.
Przede wszystkim mieli mniej nabożny do niej stosunek i sami nie byli do końca zgodni, czy autonomia oznacza, że Śląsk jest czymś w rodzaju państwa w państwie, czy też tylko nieco innym niż w pozostałych województwach rodzajem samorządu, ale jednak bez umniejszenia suwerenności władz państwowych.
Po drugie, Wojciech Korfanty, którego wielu uważa za uosobienie i symbol śląskiej autonomii, początkowo wcale nie był jej zwolennikiem. Zmienił stosunek do niej dopiero po przewrocie majowym, gdy do władzy doszli jego przeciwnicy, jednocześnie orędownicy centralizacji państwa. Zamach stanu Piłsudskiego, o czym też dziś nie wszyscy chcą pamiętać, sprawił, że autonomia została ograniczona już w 1926 roku. A skoro tak się stało, nie sposób zgodzić się z tym, co robią bezkrytyczni piewcy autonomii, i przypisywać wszystkie przedwojenne osiągnięcia regionu jego specjalnemu modelowi ustrojowemu.
Po trzecie, województwo śląskie za sprawą autonomii wcale nie zostało nagle krainą mlekiem i miodem płynącą, jak to próbują dziś niektórzy przedstawiać. Względny w porównaniu z resztą Polski dostatek wynikał z innego punktu startu, a kryzys gospodarczy przełomu lat 20. i 30. mocno w miejscowy przemysł uderzył.
Autonomia nie uchroniła też Śląska przed gorszącymi sporami, a nawet aferami. Dlaczego więc mimo wszystko tak ciepło ją wspominamy? Najlepiej chyba na to pytanie odpowiedział Konstanty Wolny, marszałek Sejmu Śląskiego. Pewnego razu, robiąc aluzję do słynnego powiedzenia Lloyda George'a, stwierdził: "Ten zegarek nam wolno nakręcać, psuć i naprawiać bez dozoru".
I to jest chyba najlepsza definicja autonomii.
Biedne jak mysz kościelna państwo, które dopiero co powstało po ponadwiekowych zaborach i nie miało stabilnego rządu, ale za to na głowie wojnę z bolszewikami (trwała właśnie ich ofensywa na Warszawę), próbowało przekonać mieszkańców Śląska, żeby w zbliżającym się plebiscycie porzucili kilkuwiekowe związki z Niemcami.
W gruncie rzeczy nie było ku temu racjonalnych powodów, a w Polsce świetnie zdawano sprawę z tego, że Śląska - przemysłowego, z dobrze wynagradzanymi robotnikami - nie da się w łatwy sposób inkorporować. Żeby nie zepsuć dobrze działającego mechanizmu, rynek pracy na Śląsku był chroniony przed zalewem taniej siły roboczej z innych części kraju.
Lloyd George, mówiąc o małpie i zegarku, musiał przynajmniej co nieco wiedzieć o tych polsko-śląskich różnicach. A jednak jego zdania do dziś w Polsce są przywoływane wśród innych przykładów krzywdzących dla naszego kraju i niesprawiedliwych opinii. Trzeba zaraz dodać, że nie wszyscy mają pretensje do brytyjskiego polityka o te słowa. Kilka lat temu przytaknął im, a nawet rozwinął, Jerzy Gorzelik, lider Ruchu Autonomii Śląska, mówiąc, że z perspektywy czasu widać, że małpa zegarek zepsuła.
Oburzenie, jakie tym stwierdzeniem wywołał, uniemożliwiło, właściwie do dziś, rzeczową dyskusję o tym, czy przyjęty w lipcu 1920 roku Statut Organiczny był dobrym rozwiązaniem. Choć emocje już nieco opadły (nikt, zdaje się, w tej chwili nie grozi Gorzelikowi postawieniem przed sądem), to wciąż każdy, kto nie jest przeciwnikiem autonomii, naraża się na zarzut zdrady polskiej racji stanu. Z kolei na tych, którzy wątpią w sens postulowanego przez RAŚ przywrócenia modelu ustrojowego sprzed kilkudziesięciu lat, czekają mało wybredne docinki internautów. Bo tu jest jak na wojnie: kto nie z nami, ten przeciw nam, nie ma miejsca na wątpliwości ani dyskusje.
Może byłoby inaczej, gdyby uczestnicy tego sporu przyjrzeli się temu, co o autonomii myśleli ludzie, którzy nie znali jej tylko z opowiadań i książek, bo jej zaznali na własnej skórze.
Przede wszystkim mieli mniej nabożny do niej stosunek i sami nie byli do końca zgodni, czy autonomia oznacza, że Śląsk jest czymś w rodzaju państwa w państwie, czy też tylko nieco innym niż w pozostałych województwach rodzajem samorządu, ale jednak bez umniejszenia suwerenności władz państwowych.
Po drugie, Wojciech Korfanty, którego wielu uważa za uosobienie i symbol śląskiej autonomii, początkowo wcale nie był jej zwolennikiem. Zmienił stosunek do niej dopiero po przewrocie majowym, gdy do władzy doszli jego przeciwnicy, jednocześnie orędownicy centralizacji państwa. Zamach stanu Piłsudskiego, o czym też dziś nie wszyscy chcą pamiętać, sprawił, że autonomia została ograniczona już w 1926 roku. A skoro tak się stało, nie sposób zgodzić się z tym, co robią bezkrytyczni piewcy autonomii, i przypisywać wszystkie przedwojenne osiągnięcia regionu jego specjalnemu modelowi ustrojowemu.
Po trzecie, województwo śląskie za sprawą autonomii wcale nie zostało nagle krainą mlekiem i miodem płynącą, jak to próbują dziś niektórzy przedstawiać. Względny w porównaniu z resztą Polski dostatek wynikał z innego punktu startu, a kryzys gospodarczy przełomu lat 20. i 30. mocno w miejscowy przemysł uderzył.
Autonomia nie uchroniła też Śląska przed gorszącymi sporami, a nawet aferami. Dlaczego więc mimo wszystko tak ciepło ją wspominamy? Najlepiej chyba na to pytanie odpowiedział Konstanty Wolny, marszałek Sejmu Śląskiego. Pewnego razu, robiąc aluzję do słynnego powiedzenia Lloyda George'a, stwierdził: "Ten zegarek nam wolno nakręcać, psuć i naprawiać bez dozoru".
I to jest chyba najlepsza definicja autonomii.
- 80 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Afery? Wolałbym martwić się swoimi niż durnymi...
rojberek
15.07.10, 14:22
... Kaczkami, Kaczorami i całą resztą polskiego ZOO.»
-
Co to jes MN
mariuszelwood
15.07.10, 20:24
Niemcy zostali wysiedleni z tzw Ziem Zachodnich / Odzyskanych /.I tyle.Każdy , który pozostał musiał zadeklarować narodow. polską.I tyle.»
-
Ten zegarek nam wolno nakręcać, psuć i naprawiać
aethelstan
15.07.10, 20:28
bez dozoru - i za ten cytat w zakończeniu artykułu od razu poczułem sympatiędo pana Krzyka. Bo to właśnie jest sedno autonomii: samodzielne decydowanie owłasnych sprawach sprawach!»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


